fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Fortepian Soboty

Waldemar Sobota odkrycie czwartków z Ligą Europejską
AFP
Dziś o 21.30 pierwszy mecz Sevilla – Śląsk. Z gorącej pułapki jest jedno dobre wyjście – strzelić gola na wyjeździe. Transmisja w Polsacie Sport.
Wspomnienia wspomnieniami, ale księgowy też chciałby coś z tego mieć. A tu sprawiedliwości nie będzie: Śląsk zrobił na razie tego lata dużo lepszą reklamę polskiej piłce niż Legia, ale w przeciwieństwie do niej nie może uznać, że swoje już zarobił, reszta będzie bonusem. A Śląskowi do finansowej stabilności Legii daleko.
Jeśli teraz, po dwóch rundach bez porażki, po łącznie dziesięciu golach strzelonych Rudarovi Pljevja i Clubowi Brugge, po pięknej grze i niespodziewanym awansie kosztem Belgów, Śląsk odpadnie, zarobi na premiach od UEFA niewiele ponad pół miliona euro (Legia już zarobiła na nich 2,1 mln). Dopiero jeśli wyeliminowałby Sevillę, pomnożyłby tę premię przez trzy, a potem jeszcze drugie tyle mógłby zdobyć za zwycięstwa i remisy w fazie grupowej oraz dzięki premii z tzw. market pool, której wysokość zależy od siły lokalnego rynku TV i marketingowego. Nie wspominając o pieniądzach z biletów na mecze z atrakcyjnymi rywalami w grupie.

Wielka przebudowa

Sevilla też oczywiście da Śląskowi zarobić na meczu we Wrocławiu 29 sierpnia, bo to przeciwnik tak mocny, że pasowałby i do Ligi Mistrzów. Na pewno dużo mocniejszy od Steauy, ale, na szczęście dla Śląska, dopiero przebudowywany po letniej wyprzedaży najdroższych piłkarzy i kupowaniu tańszych, i nie tak skoncentrowany na Lidze Europejskiej. Liczy się w tym sezonie przede wszystkim Primera Division i zajęcie miejsca dającego prawo gry o LM.
Liga Europejska jest nieoczekiwanym dodatkiem, Sevilla nie grałaby w niej, gdyby rywale, którzy byli wyżej w lidze hiszpańskiej, nie stracili licencji na grę w pucharach za niespłacanie długów.
Rywal Śląska ma swoje problemy finansowe, ale szkoda o nich wspominać, gdy się je porówna z możliwościami polskich klubów. Sevilla przed sezonem kupiła podstawowego napastnika Steauy Raula Rusescu i najlepszego strzelca Clubu Brugge Carlosa Baccę, wydając na nich łącznie blisko 10 mln euro. Rusescu nawet nie znalazł się w kadrze na pierwszy ligowy mecz z Atletico Madryt. Mecz przegrany 1:3 na własnym boisku, studzący nastroje po świetnych wynikach podczas przygotowań do sezonu.
Zawiodła przede wszystkim obrona, zbyt łatwo zaskakiwana przez piłkarzy Atletico, rozczarowywał Argentyńczyk Federico Fazio, który był kiedyś uważany za wielki talent, ale sukcesy z młodzieżową reprezentacją Argentyny nie miały dalszego ciągu. Drugi środkowy obrońca Nicolas Parejo nie dokończył meczu, zszedł z kontuzją i nie wróci do gry przez dwa miesiące. Trener Unai Emery przyznaje, że w obronie za często zdarzają się pożary, i będzie jeszcze szukał nowych piłkarzy.
Zawstydzający dla Sevilli był zwłaszcza trzeci gol, po długim rajdzie Cristiana Rodrigueza. Wyglądał jak instruktaż dla Waldemara Soboty: rób to, co ci w ostatnich tygodniach wychodziło najlepiej, a Śląsk nie wyjedzie z Hiszpanii bez gola.

W cieniu Raula

Sobota zamienił na razie mecze wrocławskiego klubu w LE w swój show (choć kilka asyst pomocników Śląska tym rajdom nie ustępowało), ostatnim, który tak obiecująco czarował w polskim klubie, był Maor Melikson w Wiśle, dwa lata temu. Sobota jest coraz bliżej transferu do Bundesligi, gole w ostatniej rundzie eliminacji to byłby zapewne w jego sytuacji prezent pożegnalny. A bez strzelenia gola na wyjeździe trudno będzie myśleć o wyeliminowaniu drużyny, która jest tak mocna w ataku.
Sobota przyciąga uwagę, ale równie ważni jak solista będą dziś ci, którzy, cytując stare piłkarskie przysłowie, noszą jego fortepian. Ci, którzy będą musieli wyzwać rywali z Sevilli na takie pojedynki, na jakie wyzwali piłkarzy Brugge. Znaleźć ich słaby punkt, zmusić się do takiego wysiłku, do jakiego nie zmusi żaden mecz ekstraklasy. Przepychać się z taką górą mięśni jak Geoffrey Kondogbia, który akurat z Atletico zagrał jako rezerwowy. Trzymać cały czas na uwięzi tych zawodników Sevilli, którym nie wolno dać swobody nawet na chwilę: Marko Marina i Diego Perottiego.
A to wszystko w upale, który będzie uciążliwy, mimo że mecz zaczyna się o 21.30. Ten z Atletico zaczynał się o 23 i było ponad 30 stopni.

Europa dla odważnych

Dla Śląska to najatrakcyjniejszy mecz od lat, od starć z Realem Sociedad w Pucharze Zdobywców Pucharów pod koniec lat 80. Z hiszpańskiego punktu widzenia mecz jeden z wielu. Tak mało kuszący, że nie było chętnego do pokazania go i produkcji sygnału, co z kolei wiązało ręce walczącemu o prawo do transmisji Polsatowi. Godzinę później zaczyna się w Madrycie benefis Raula, w meczu Realu z katarskim Al-Sadd o Trofeo Bernabeu i to on usunął walkę Sevilli ze Śląskiem w cień. W ostatniej chwili udało się jednak znaleźć porozumienie i mecz pokaże Polsat Sport.
Unai Emery kurtuazyjnie chwali Śląsk za technikę i szybkość, choć przyznaje, że wszystkich piłkarzy rywala nie zna. Trener Stanislav Levy boi się gry w upale, ale zapowiada, że jego drużyna się nie cofnie, bo to byłoby proszenie się o karę. Europa czeka na odważnych, zresztą akurat Śląskowi tego po meczach z Brugge powtarzać nie trzeba.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA