fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Trzeci koncert Bolta

ROL
Usain Bolt podbił Moskwę i obiecuje ciąg dalszy w Pekinie. Polska wedle możliwości – tylko w rzutach wciąż silna.
Tym razem Bolt nie bił rekordów, raczej oszczędzał nogi, by zdrowia wystarczyło na komercyjne mityngi, w których wkrótce będzie pomnażał potrójne złoto z Moskwy, ale i tak został władcą zawodów.
Jego nazwisko to był największy magnes dla publiczności, także rosyjskiej. Łużniki w weekend kończący mistrzostwa były wreszcie prawie pełne. W nagrodę zobaczyły, jak jamajski szybkobiegacz w sobotę wygrał sprint na 200 m i w niedzielę kończył zwycięsko sztafetę 4x100 m. Trzy razy złoto, król bieżni nie zawiódł.
Sukces na 200 m przyszedł mu łatwo, jak niemal zawsze. Usain Bolt popędził z pełną mocą tylko za wiraż, potem dał sobie odpocząć, dlatego jego kolega z drużyny, młody Warren Weir, mógł poczuć adrenalinę i mieć wrażenie, że dogania mistrza. Bolt miał czas 19,66, wicemistrz 19,79, poza nimi bariery 20 sekund nie złamał nikt.
– Kiedy wbiegłem na prostą, poczułem zmęczenie, moje nogi stały się trochę ciężkie. Trener mówił, żebym w takiej sytuacji nie forsował się za bardzo, więc dałem sobie nieco luzu. Właśnie z wygrywania na siłę biorą się kontuzje – wyjaśnił swoje podejście Usain.
Cieszył się z drugiego złotego medalu długo. Innych mistrzów sędziowie dyskretnie usuwali z bieżni po rundzie honorowej, ale Bolta nie śmieli. Dlatego mógł przez ponad 20 minut wykonać zwyczajowy show: robić miny i gesty do kamer, fotki z żeńską sztafetą Wielkiej Brytanii oraz pstrykać pożyczonym aparatem pamiątkowe zdjęcia Weirowi.
Sztafeta 4x100 m była do trzeciej zmiany bardziej wyrównana, Amerykanie trzymali się dzielnie, ale gdy Justina Gatlina trochę zniosło i złapał pałeczkę nieco za późno, Bolt nie miał już wiele do roboty.
Jamajski sprinter pozostanie symbolem wielkości lekkiej atletyki, choć były w tych mistrzostwach znaczące powroty (Jelena Isinbajewa), inne wielkie osiągnięcia (trzy złote medale Shelly-Ann Fraser-Pryce, dwa Mo Faraha), walka niemal na poziomie rekordów świata (skoczkowie wzwyż, młociarki, trójskoczek Thierry Thamgo) oraz pasjonujące wydarzenia. Kulomiot David Storl zdobył złoto dzięki fotografii jego stóp, zakosami uciekał rywalom mistrz maratonu Stephen Kiprotich.
Usain Błyskawica wyrównał rekord Carla Lewisa i zdobył 10 medali mistrzostw świata (osiem złotych w Berlinie, Daegu i Moskwie, dwa srebrne w Osace), więc kolejny cel – pobić Lewisa jest jasny. To też znak czasu – atrakcyjność mistrzostw wyznaczają osobowości (a właściwie jedna osobowość), a o rekordach świata trzeba zapomnieć. Może padną w drugiej części sezonu, w sprzyjających warunkach mityngów w Zurychu, Sztokholmu lub Brukseli.
Dla Rosjan mistrzostwa stały się atrakcyjne dopiero wtedy, gdy okazało się, że mogą wyprzedzić w klasyfikacji medalowej USA. Po sobocie prowadzili, przewaga jednego złotego medalu nie była duża (w srebrnych przegrywali z kretesem), lecz wszystko ułożyło się, jak chcieli.
Polskie radości mistrzostw świata skończyły się już  w piątek, gdy Anita Włodarczyk zdobywała srebro i biła rekord kraju w rzucie młotem. Szóste miejsce Tomasza Majewskiego przyjęto ze zrozumieniem, bo leczenie kontuzji zabrało mu szansę na więcej. Szóste miejsce i rekord życiowy (1,97) Joanny Kasprzyckiej w skoku wzwyż przyjęto ciepło, jako jedyny znak, że w skokach nie ze wszystkim jest gorzej.
W niedzielę, gdy na Łużnikach wręczano ostatnie medale, a polskie sztafety 4x100 m odpadały w eliminacjach, Włodarczyk była już kilka godzin po powitaniu na Okęciu. W hali przylotów na gorąco podsumowała start, który dał reprezentacji Polski trzeci i ostatni medal mistrzostw.
– Wierzyłam, że stać mnie na złoto. Byłam świadoma, że trzeba w tym celu rzucić daleko, nawet 78 metrów. Gdybym nie pobiła rekordu Polski, na pewno czułabym niedosyt, ale przecież mój wynik jest niesamowity, to czwarty rezultat w historii rzutu młotem. Z Łysenko zrobiłyśmy świetny spektakl. Nawet Rosjanie do mnie podchodzili i dziękowali za walkę. Mimo że Tatiana wygrała, jestem szczęśliwa – mówiła na lotnisku polska medalistka.
Przed nią jeszcze kilka startów, pierwszy już w środę w Dubnicy (Słowacja), podczas mityngu zaliczanego do cyklu IAAF Hammer Throw Challenge. Następny w niedzielę na stadionie Orła w Warszawie podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej.
Będzie tam cała nasza Rzeczpospolita Rzutowa: Anita Włodarczyk, Paweł Fajdek, Piotr Małachowski, Tomasz Majewski oraz ich główni rywale z mistrzostw na Łużnikach. Pojawi się też jedyny biegacz, który był blisko medalu – Marcin Lewandowski. Słowem, kto nie widział Moskwy w polskim wydaniu, zobaczy mniej więcej to samo nad Wisłą, tylko w pigułce.
Za niewiele ponad pół roku na halowe MŚ zaprosi Sopot, a kolejne, 15. lekkoatletyczne mistrzostwa świata odbędą się w sierpniu 2015 roku w Pekinie. Dwa lata to raczej niewiele, by coś się w sporcie zmieniło – w Polsce i na świecie. Będziemy zatem czekać na wyniki kontroli antydopingowych, na Bolta w wersji tuż przed trzydziestką, na dalekie polskie rzuty i, być może, odrodzenie polskich skoków oraz, jak się obiecuje, nowe stadiony lekkoatletyczne tam, gdzie rodzą się Fajdkowie i Włodarczykówny.

Ostatnie finały

KOBIETY:
800 m:
1. E. J. Sum (Kenia) 1.57,38;
2. M. Sawinowa (Rosja) 1.57,80;
3. B. Martinez (USA) 1.57,91.
5000 m:
1. M. Defar (Etiopia) 14.50,19;
2. M. Cherono (Kenia) 14.51,22;
3. A. Ayana (Etiopia) 14.51,33;
...
14. D. Nowakowska (Polska) 15.58,26.
100 m ppł:
1. B. Rollins (USA) 12,44;
2. iS. Pearson (Australia) 12,50;
3. T. Porter (W. Brytania) 12,55.
4x100 m:
1. Jamajka 41,29;
2. Francja 42,73;
3. USA 42,75.
4x400 m:
1. Rosja 3.20,19;
2. USA 3.20,41;
3. W. Brytania 3.22,61.
Skok wzwyż:
1. S. Szkolina (Rosja) 2,03;
2. B. Barrett (USA) 2,00;
3. A. Cziczerowa (Rosja) 1,97;
...
6. J. Kasprzycka 1,97;
7. K. Stepaniuk (obie Polska) 1,93.
Rzut oszczepem:
1. Ch. Obergföll (Niemcy) 69,05;
2. K. Mickle (Australia) 66,60;
3. M. Abakumowa (Rosja) 65,09.
MĘŻCZYŹNI:
200 m:
1. U. Bolt 19,66;
2. W. Weir (obaj Jamajka) 19,79;
3. C. Mitchell (USA) 20,04.
1500 m:
1. A. Kiprop (Kenia) 3.36,28;
2. M. Centrowitz (USA) 3.36,78;
3. J. Cronje (RPA) 3.36,83.
4x100 m:
1. Jamajka 37,36;
2. USA 37,66;
3. Kanada 37,92.
Maraton:
1. S. Kiprotich (Uganda) 2:09.51;
2. L. Desisa (Etiopia) 2:10.12;
3. T. Tola (Etiopia) 2:10.23.
Trójskok:
1. T. Thamgo (Francja) 18,04;
2. P. P. Pichardo (Kuba) 17,68;
3. W. Claye (USA) 17,52.
Rzut oszczepem:
1. V. Veselý (Czechy) 87,17;
2. T. Pitkämäki (Finlandia) 87,07;
3. D. Tarabin (Rosja) 86,23.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA