fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Turcja pozostanie poza Europą

Turecka policja raniła 7,5 tys. manifestantów, a czterech zabiła.
AFP
Jędrzej Bielecki
Skutkiem brutalnej pacyfikacji demonstracji przeciw Erdoganowi może być ostateczne określenie jednej z granic Unii.
Po trzech latach zawieszenia rozmów Bruksela miała w tym tygodniu zgodzić się na otwarcie kolejnego rozdziału w negocjacjach o przystąpieniu Turcji do Wspólnoty. Decyzję zablokowały jednak Niemcy popierane przez Holandię i Austrię.
– To były kraje, które do tej pory najbardziej sceptycznie odnosiły się do członkostwa Turcji. Jednak równie silny był w Unii obóz zwolenników przyjęcia Turcji do Wspólnoty złożony m.in. z Wielkiej Brytanii, Włoch i Polski. Teraz wszystkie kraje Unii poparły stanowisko Niemiec. To zasadnicza zmiana – mówi „Rz" Marco Incerti, ekspert Center for European Policy Studies (CEPS) w Brukseli.
Zamiast otwarcia rokowań o „polityce regionalnej" Rada UE nałożyła na Ankarę „okres próbny" do października. Właśnie wtedy Komisja Europejska opublikuje specjalny raport o tym, jak Turcy przestrzegają prawa człowieka i zasady demokracji. Zależnie od wydźwięku tego dokumentu Bruksela zdecyduje o otwarciu wspomnianego rozdziału bądź nie.
Na razie niewiele wskazuje na to, aby Rada UE miała zapalić w tej sprawie zielone światło. Od kilku dni tureckie siły podjęły zmasowaną akcję aresztowania manifestantów oskarżonych o „działalność terrorystyczną". Władze chcą także ograniczyć możliwość korzystania z takich mediów społecznościowych jak Twitter czy Facebook. Jednocześnie jednak rząd podjął decyzję o uwolnieniu policjanta, który wcześniej zabił jednego z manifestantów. To wywołało we wtorek kolejną falę protestów w Stambule – znów spacyfikowaną przez policję. Od początku protestów siły porządkowe użyły aż 130 tys. kanistrów gazu łzawiącego. Brutalne metody sił porządkowych spowodowały śmierć przynajmniej czterech osób. Rannych zostało 7,5 tysiąca. Ku irytacji Berlina, policja szturmowała nawet szpital niemiecki w Stambule oraz hotel, w którym byli zakwaterowani niemieccy dyplomaci.
– Dla Angeli Merkel przesunięcie decyzji o wznowieniu rokowań akcesyjnych z Turcją jest bardzo wygodne, bo zostanie ona podjęta już po wrześniowych wyborach do Bundestagu. Większość Niemców jest przeciwna przyjęciu Ankary do Unii – wskazuje Incerti.
Jednak kanclerz, która przyznała, że jest „zaszokowana" bezwzględnymi metodami Erdogana, tak naprawdę ma już teraz związane ręce. Przyjęty w niedzielę przez rządzącą CDU program wyborczy stanowczo odrzuca możliwość przyznania Turcji członkostwa w Unii, ponieważ „państwo to nie spełnia warunków akcesji". Niemieccy konserwatyści stwierdzają także, że ze względu na wielkość i strukturę gospodarki akcesja kraju doprowadziłaby do paraliżu Unii". 76-milionowa Turcja z powodu szybkiego przyrostu liczby ludności, w razie ewentualnego przystąpienia do Wspólnoty miała by najwięcej głosów w Radzie UE.
Program CDU nie zakłada nawet przyznania Turcji „uprzywilejowanego partnerstwa" w Unii, co Merkel wielokrotnie w przeszłości sygnalizowała.
– Nie możemy udawać, że nic w ostatnich tygodniach się nie stało. Proces akcesyjny nie odbywa się w oderwaniu od bieżących wydarzeń – powiedział szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle, który do tej pory był zwolennikiem integracji Turcji.
– Nie ma zgody na podwójne standardy. Europa jest wspólną wartością i musi respektować prawo do swobody wypowiedzi i manifestacji – uznał z kolei minister spraw zagranicznych Austrii Michael Spindelegger.
Sama Austria w 2000 roku padła ofiarą bojkotu ze strony innych krajów Unii gdy Chadecy utworzyli koalicję rządową ze skrajnie prawicową Partią Wolnościową Jörga Haidera.
Pewne nadzieje na ocieplenie stosunków między Turcją i Unią pojawiły się po zwycięstwie we Francji w maju ubiegłego roku w wyborach prezydenckich socjalisty Francois Hollande'a. W przeciwieństwie do swojego poprzednika Nicolasa Sarkozy'ego nie odrzucał on całkowicie perspektywy przystąpienia Turcji do Unii, zapowiadając jedynie, że akcesja „nie nastąpi w trakcie obecnej kadencji" (upływa w 2017 roku). Teraz stanowisko Paryża ponownie się usztywniło.
Patem na linii Ankara–Bruksela coraz bardziej zirytowane są jednak także władze tureckie.
– Mamy alternatywne opcje w stosunku do integracji z Unią – powiedział w wywiadzie dla „Süddeutsche Zeitung" minister ds. europejskich Turcji Egemen Bagis.
Jeszcze przed pacyfikacją manifestacji przez Erdogana negocjacje o przystąpieniu Turcji do Unii toczyły się w żółwim tempie. Rozpoczęły się w 2005 roku, 18 lat po złożeniu w tej sprawie wniosku przez Ankarę. W tym samym czasie Bruksela rozpoczęła także rokowania z Chorwacją, ale dziś oba kraje są w zupełnie innym punkcie. Podczas gdy Chorwaci przystąpią do UE już 1 lipca, Turkom udało się zamknąć zaledwie jeden z 35 i to zupełnie drugorzędny (współpraca naukowa) rozdział negocjacji. W takim tempie rozmowy będą trwały jeszcze 272 lata.
Paraliż rokowań z Turcją faktycznie oznacza, że Unia określiła swoje docelowe granice na wschodzie. Już wcześniej Bruksela nie zgodziła się na wpisanie tzw. perspektywy europejskiej w układzie stowarzyszeniowym, jaki być może na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, w listopadzie podpisze z Ukrainą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA