fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Horror narodowy

Bydgoska „Halka” opowiada o okrutnym świecie mężczyzn. Na zdjęciu Łukasz Goliński (Janusz) i Leszek Skrla (Stolnik)
Rzeczpospolita, Roman Bosiacki Roman Bosiacki
Co zostanie z „Halki”, gdy zedrze się z niej patriotyczno-góralski kicz?
Sobotnia premiera w Operze Nova inaugurująca XX Bydgoski Festiwal Operowy jest kolejną próbą odświeżenia narodowego dzieła. Teatry w Polsce odczuwają dziś wyrzuty sumienia, bo wiedzą, że nie powinny zapominać o Moniuszce. Mają jednak świadomość, że trzeba go pokazywać inaczej niż dotąd.
Inaczej, czyli jak? Jednego pomysłu nie ma. Inscenizacje ostatnich lat – w Gdańsku, Warszawie czy teraz w Bydgoszczy – łączy to, że zrealizowali je przedstawicie pokolenia, które odreagowuje traumatyczne przeżycia z „Halką" w młodości. Przez dziesięciolecia prowadzano dziatwę szkolną do teatru, by poznawała polskie arcydzieło, ona widziała zaś nieprawdziwą opowieść na tle sztucznych gór z podstarzałą śpiewaczką jako młodą góralką i tenora z ciupagą mającego w pasie półtora metra i tyleż samo wzrostu.
W bydgoskiej Opera Nova wykonawcy głównych ról są młodzi, choć zaśpiewanie partii Halki wymaga warsztatowej dojrzałości. Widzowie nie muszą o tym pamiętać, więc debiutantka Jolanta Wagner bardzo się podoba. Ma głos ładny, świeży i mocny, jest żywiołowa i szczera w swych reakcjach. Ciekawe tylko, czy ona wie, że na samych emocjach, które pomagają jej w śpiewie i dodają prawdy roli, nie da się zbudować operowej kariery, bo trzeba jeszcze intensywnie popracować nad techniką?
Młody jest też Jontek. O jodłach, co szumią na gór szczycie, śpiewa naturalnie i bez wysiłku. Można natomiast się zastanawiać, czy jest to postać bezbarwna, gdyż Tadeuszowi Szlenkierowi brak temperamentu, czy reżyserka Natalia Babińska nie dała mu szans, aby z prostolinijnego górala zrobił prawdziwego faceta.
„Halka" w Bydgoszczy jest bowiem spektaklem na nasze czasy – feministycznym. To opowieść o dziewczynie w brutalnym świecie mężczyzn. Pokazuje to już pierwszy akt, w którym zaręczyny u Stolnika zostały zamienione w bal samców, a zamiast mazura mamy popis męskiej próżności. Janusz (Łukasz Goliński) nie ma tu szans na obronę, wszelkie jego wyrzuty sumienia po tym, jak potraktował Halkę, zostały z partytury wycięte. W tym świecie kobieta staje się uległą zabawką jak Zofia (Darina Gapicz). Może też próbować dochodzić swych praw jak Halka i wówczas na pewno przegra, bo śmierć czai się tu od pierwszej minuty.
Moniuszkowską „Halkę" reżyserka Natalia Babińska spróbowała dopasować do dzisiejszych czasów i do współczesnej kultury masowej. To drugie zamierzenie jej się lepiej udało, zresztą nikt przed nią nie wpadł na pomysł, by narodową operę zamienić w stylowy horror.
W przedstawieniu zachowano historyczne kostiumy, ale po to, by wykreować na pół realny świat. Kapiący od złota dwór Stolnika, gdzie goście noszą karnawałowe maski, nie jest rekonstrukcją sarmackich czasów. Złoto to raczej kolor śmierci jak w barokowym malarstwie trumiennym lub zapowiedź zła, które nadejdzie. Świat Halki spowijają nocny mrok i mgła, z której mogą wyłonić się zjawy, co rzeczywiście się staje. Tytułowa bohaterka nie zostanie jednak wampirem, lecz raczej jak romantyczna Giselle rozpocznie pozaziemskie życie.
Ta „Halka" nie odkurza narodowych schematów, lecz próbuje dopasować się do europejskich standardów. I w dużej mierze się to udaje za sprawą profesjonalnego zespołu Opery Nova, w którym nie ma słabych punktów, a przede wszystkim dyrygenta Piotra Wajraka. On pokazał, że Moniuszko nie był prowincjuszem, lecz dobrze znał ówczesne operowe prądy i umiał twórczo je wykorzystywać we własnej muzyce.
Takiego Moniuszki nie musimy się wstydzić. Inscenizacyjnego, nowoczesnego klucza szukajmy nadal.

Od Mozarta do polskiego musicalu

Pierwszy festiwal odbył się w 1994 r., dziś to największa impreza operowa w kraju, ciesząca się prestiżem w tej części Europy. – Kiedy organizowaliśmy go po raz pierwszy – mówi Maciej Figas, dyr. Opery Nova w Bydgoszczy – nie przypuszczaliśmy, że doczekamy dwudziestolecia, tyle mieliśmy wtedy kłopotów. Każdą edycję inauguruje premiera gospodarzy, potem prezentują się goście. Tegoroczny festiwal potrwa do 12 maja. Do Bydgoszczy przyjadą: Łotewska Opera Narodowa z Rygi z „Don Giovannim" Mozarta, Narodowy Teatr Wielki Opery i Baletu z Mińska z wielkim dziełem Musorgskiego „Chowańszczyzna", katalońska formacja La Tendre Amour z zarzuelą „Los Elementos" Literesa, zespół Danza Contemporanea de Cuba oraz Opera Krakowska z „Ariadną na Naxos" Straussa i Teatr Muzyczny z Gdyni z musicalem „Lalka" według powieści Prusa. Odbędą się też dwie premiery kameralnych utworów współczesnych – Petera Eötvösa i Przemysława Zycha. – Chcieliśmy, by jubileuszowy charakter tegorocznego festiwalu podkreślała silniejsza obecność zespołów z zagranicy – mówi dyr. Maciej Figas. – Mniejsza liczba krajowych spektakli nie świadczy więc o tym, że teatr operowy w Polsce odczuwa skutki kryzysu.—j.m.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA