Los Marcina Staneckiego, dotychczasowego szefa Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), wydaje się przesądzony. Jego odwołania chce marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. W środę zarówno Rada Ochrony Pracy (ROP), jak też sejmowa Komisja ds. Kontroli Państwowej poparły wniosek marszałka. Nie było takiej zgodności co do proponowanego następcy Staneckiego, byłego posła lewicy Janusza Krasonia. ROP poparła tę kandydaturę, ale w komisji sejmowej głosy za i przeciw w tej sprawie podzieliły się po równo. Oznacza to, że posłowie nie poparli kandydatury Krasonia.

Marszałek nie musi jednak przejmować się opiniami ani ROP, ani posłów. Według art. 4 ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, powoływanie i odwoływanie głównego inspektora pracy jest uprawnieniem marszałka Sejmu. Musi on w tej sprawie zasięgnąć opinii ROP i sejmowej komisji, ale te opinie nie są dla niego wiążące przy podejmowaniu decyzji.

Stanecki był dobrym inspektorem, ale jest do zmiany

– Jak możemy wiązać tę reformę, która dopiero ma wejść w życie, z osobą dotychczasowego inspektora? – pytała prof. Grażyna Spytek-Bandurska, członkini ROP. Zauważyła przy tym, że odwołanie byłoby logiczne, gdyby szef PIP nie radził sobie z jej realizacją. Inna członkini rady, prof. Monika Gładoch przypomniała, że rada nie miała kłopotów ze współpracą z PIP pod kierownictwem Marcina Staneckiego.

Wcześniej wątpliwości wobec zmiany na stanowisku głównego inspektora pracy formułowały organizacje gospodarcze. – W okresie wdrażania nowych regulacji przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim ciągłości przyjętej praktyki, spójnych interpretacji oraz konsekwentnej komunikacji ze strony organów państwa. Każda nagła zmiana organizacyjna w tak newralgicznym momencie może zwiększać niepewność prawną i utrudniać prawidłowe przygotowanie przedsiębiorców do nowych obowiązków – twierdzi prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i członek ROP.

Posłowie mówią o politycznej zmianie. Krasoń popierał umowy śmieciowe

W Sejmie posłowie zwracali uwagę na wielką różnicę w praktycznym doświadczeniu dotychczasowego szefa PIP i kandydata na to stanowisko. Posłowie zwracali uwagę, że Marcin Stanecki zdobył sporo praktyki w pracy kontrolerskiej w terenie, jak też w sądzie. Janusz Krasoń otwarcie przyznawał, że takiej praktyki nie ma.

– Dlatego chęć pana marszałka można streścić krótko: nominuję, bo mogę i zdejmuję, bo mogę – komentował poseł partii Razem Adrian Zandberg, sugerując polityczny charakter tej zmiany. Wytknął też Krasoniowi jego przeszłość.

– Pan Krasoń był 20 lat temu aktywnym politykiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej i otwarcie wspierał działania rządu Leszka Millera, zmierzające do liberalizacji rynku pracy. To wtedy nastąpiła eksplozja umów śmieciowych. Teraz jako szef PIP ma walczyć z tą patologią. To który Krasoń jest prawdziwy? – ironizował Zandberg.

Czytaj więcej

Główny inspektor pracy: Zostawiam urząd przygotowany do zmian

Krasoń przeciwko automatycznym zmianom umów B2B

– Dziś, po 20 latach od tamtego czasu jesteśmy dwudziestą gospodarką świata. Być może m.in. za sprawą tego, że zliberalizowaliśmy rynek pracy. Mamy dojrzałą gospodarkę i powinniśmy tępić nadużycia na rynku pracy – odciął się Zandbergowi Janusz Krasoń. Przyznał, że jakkolwiek z PIP jest związany od lat, to nie występował w sądzie. – Są tam specjaliści lepsi w tym ode mnie – powiedział Krasoń. Dodał, że aplikację kontrolera skończył dość dawno i nie ma doświadczenia jako kontroler, ale jest przygotowany do zarządzania PIP. – Lubię współpracować z ludźmi kompetentnymi i uczyć się od nich – przyznał kandydat.

Czytaj więcej

Rewolucja w PIP: Nowa ustawa i lawina skarg

Posłowie pytali też Krasonia o jego plany co do sposobu działania PIP. Zapowiedział, że nie zamierza robić żadnych czystek personalnych. Podejście Inspekcji do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę ma być rozsądne. – Nie będzie automatycznego zamieniania umów B2B na etaty. Za każdym razem będziemy analizowali stan faktyczny – obiecywał Janusz Krasoń.

Kandydat na szefa PIP zauważył też, że ta instytucja potrzebuje znaczącego wzmocnienia o doświadczonych prawników. – Inspektorzy stają w sądach naprzeciwko przedstawicieli potężnych kancelarii i, żeby mieli szansę wygrać, potrzebują profesjonalnego wsparcia – mówił Krasoń.

Przypomnijmy, że dyskusja o zmianie na stanowisku głównego inspektora pracy ma miejsce w przededniu znaczącej reformy PIP. Od 8 lipca będą obowiązywały przepisy dające PIP prawo do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. To jeden z tzw. kamieni milowych Krajowego Programu Odbudowy, warunkujący uzyskanie przez polski rząd wsparcia z Unii Europejskiej.

Wdrożeniem tej właśnie reformy od strony organizacyjnej w PIP zajmował się w ostatnich miesiącach Marcin Stanecki. Kierował on tą instytucją od czerwca 2024 r. Jest radcą prawnym. Ma blisko 20-letnie doświadczenie w PIP, gdzie był kontrolerem, a także oskarżycielem publicznym i pełnomocnikiem pracowników. W latach 2021-2024 był dyrektorem Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– To trochę tak jak z budową domu: ktoś go projektuje, kto inny buduje, a jeszcze ktoś inny w nim mieszka. Podobnie z reformą PIP: pan Stanecki ją zaprojektował, ja zajmę się budową, a w nowo zbudowanym domu zamieszkamy wszyscy – powiedział w Sejmie Janusz Krasoń.

Czytaj więcej

Premier Donald Tusk zdecydował. Jest nowy prezes ZUS