fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Koronawirus: aptekarze chcą dostać pieniądze za nocne dyżury

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Przez obowiązek pełnienia bezpłatnych dyżurów nocnych apteki zmuszone są skracać godziny pracy w dzień. Lada chwila może nie być gdzie kupować leków.

Brak personelu i konieczność codziennej długotrwałej dezynfekcji pomieszczeń sprawia, że farmaceuci spędzają w aptekach kilkanaście godzin na dobę. Gdy dochodzi do tego obowiązek pełnienia nocnych dyżurów, placówki prowadzone przez jedną osobę powinny działać non stop.

Gdy kierowniczka jednej z aptek została poddana kwarantannie, aptekarze ze Świdnicy na Dolnym Śląsku postanowili skrócić nocne dyżury do godz. 24 i jeden z mieszkańców nie miał gdzie kupić leków dla chorego dziecka. Sprawa trafiła do starostwa powiatowego, które powiadomiło prokuraturę rejonową oraz wojewódzki nadzór farmaceutyczny.

Czytaj także:

To władze samorządowe, zgodnie z art. 94 prawa farmaceutycznego, mają obowiązek zapewnić dostęp do leków nie tylko w dni powszechnie, ale też w nocy, niedzielę, święta i dni wolne od pracy. Rozkład pracy aptek w nocy i święta określa w drodze uchwały rada powiatu, po zasięgnięciu opinii wójtów. Jednak ani powiat, ani wójt za te dyżury nie płacą.

– Apteki finansują je z własnych pieniędzy, a koszt dyżuru waha się od kilkuset do ponad 1 tys. zł – mówi mgr Mariusz Politowicz z Naczelnej Rady Aptekarskiej, który od lat walczy o to, by dyżury aptek trafiły do koszyka świadczeń gwarantowanych i były opłacane przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

– Bezdusznie trzymając się litery prawa, władze powiatu świdnickiego być może dowiodą swojej racji, występując do prokuratury. Bo dziura legislacyjna sprawia, że apteki mają obowiązek dyżurować, choć nie dostają za to pieniędzy. Ale powinny się głęboko zastanowić, czy to, co robią, ma sens, bo może się okazać, że – jeśli aptekarze trafią za kratki – na ich terenie nie będzie komu zapewnić dostępu do leków – zauważa Jerzy Przystajko, farmaceuta i ekspert ochrony zdrowia partii Razem.

A wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków dodaje, że sytuację pogarsza epidemia.

– W marcu przez kwarantannę czy konieczność opieki nad dziećmi w całej Polsce zamknęło się kilkadziesiąt aptek. A w kolejnych tygodniach kwarantanna wyłączy pewnie kolejne. Samorządy mają wybór: albo podawać nas do prokuratury, albo postąpić jak starosta powiatu wrocławskiego i zawiesić uchwałę dotyczącą dyżurów – mówi.

Dodaje, że wprowadzenie opłat za dyżury aptek leży w interesie państwa, bo jeśli starostwa nie zawieszą uchwał, placówki będą zmuszone skracać godziny pracy w dzień. A to jeszcze bardziej wydłuży kolejki po leki.

Mariusz Politowicz podkreśla zaś, że od dwóch lat w Ministerstwie Zdrowia spoczywa projekt nowelizacji art. 94 prawa farmaceutycznego, opracowany przez Naczelną Radę Aptekarską i Związek Powiatów Polskich.

– Zakładał finansowanie dyżurów przez NFZ w miastach będących siedzibami powiatu i liczących poniżej 40 tys. mieszkańców. Przyjęto, że w miastach powyżej 40 tys. mieszkańców działa mechanizm rynkowy, który zapewnia całodobową pracę aptek. Szacowany wówczas roczny koszt dyżurów wynosiłby ok. 40 mln zł dla całej Polski, czyli zaledwie ok. 1 zł w przeliczeniu na jednego Polaka – mówi Politowicz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA