fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Brak leków nie zagraża życiu pacjentów

Adobe Stock
Gdyby w Polsce zaczęto produkować substancje bazowe, problemy z dostępnością leków byłyby mniejsze – uważają eksperci.

Leki na nadciśnienie, cukrzycę, astmę czy choroby tarczycy – w wielu aptekach chorzy wciąż mogą mieć problem z ich zakupieniem. Dramatu jednak nie ma. Zarówno były wiceminister zdrowia Marcin Czech, jak i szefowa Izby Gospodarczej Farmacja Polska Irena Rej, są przekonani, że nawet przez moment nie mieliśmy do czynienia w aptekach z sytuacją zagrażającą życiu i zdrowiu pacjentów.

- W żadnym wypadku nie możemy mówić o tragedii. Chyba że komuś się skończy lek, mieszka w województwie podkarpackim, w lokalnej aptece leku brakuje, on nie ma auta, a rowerem nie pojedzie, bo ma np. astmę – tłumaczy były wiceminister. Chodzi o to, że hurtownia sprzedaje do tych podmiotów, które mają większy obrót. Duże sieci apteczne, działające w dużych miastach, są uprzywilejowane. Dlatego na wsiach i w małych miasteczkach problem był większy.

Wakacyjna panika

- Aptekarze podawali, że brakuje około 500 leków, ale nigdy nie chcieli ujawnić listy. Jako producenci chcieliśmy wiedzieć, których leków nie ma i temu zaradzić – mówi Irena Rej. Jak podaje, Izba zidentyfikowała 10 medykamentów, których chwilowo zabrakło. By opracować tę listę, wykorzystano jedną z największych hurtowni, biorąc pod uwagę pozycje najczęściej poszukiwane w aptekach. - Już każdy z tych leków jest w takich ilościach, w jakich kto chce. Mogę śmiało powiedzieć, że w tej chwili leków nie brakuje. Mało tego, po chwilowych zawirowaniach leków jest nadmiar i za chwilę wiele hurtowni będzie na siłę wpychać je do aptek – tłumaczy.

 Autor dokumentu „Polityka lekowa” Marcin Czech jest przekonany, że problem z dostępnością leków w niektórych aptekach absolutnie nie zagraża zdrowiu lub życiu pacjentów. - Mamy w Polsce bardzo rozbudowany, zdywersyfikowany i bogaty system dystrybucji. Samych aptek jest około 15 tysięcy. Nie brakuje także hurtowni. Do tego większość leków może być zastąpiona przez inne za zgodą lekarza lub na podstawie decyzji pacjenta po konsultacji z farmaceutą - mówi Czech.

Jego zdaniem na obecny niedobór niektórych leków nałożył się okres wakacyjny, kiedy pacjenci kupują lekarstwa na zapas. Ale także to, że po pierwszych doniesieniach prasowych o braku leków chorzy szturmowali apteki, by w obawie przed brakiem dokupić zażywane preparaty.

Eksperci zwracają uwagę na to, że w Polsce działają systemy monitorowania leków: albo poprzez wybrane apteki i informacje od producentów lub przez SMOL, czyli system monitorowania obrotu leków. - Fabryki mają przerwy urlopowe, awarie. My jednak jesteśmy od tego, aby to monitorować i stale kontaktować się z producentami – mówi Rej.

Zamknięto fabryki

Inną kwestią jest utrudniony dostęp do substancji czynnych wykorzystywanych do produkcji leków, wytwarzanych głównie w Chinach. Właśnie zamknięto je praktycznie z dnia na dzień. – Wiedzieliśmy, że fabryki są stare i będą wygaszane, ale nikt nie spodziewał się, że stanie się to tak szybko. Niestety jest też i tak, że urzędnik, dopóki coś się nie wali, stara się nie zwracać uwagi na problem, licząc, że może fabryki popracują dłużej lub mają jakieś zapasy – tłumaczy Czech. Jego zdaniem warto byłoby zastanowić się, czy nie przymierzyć się do produkcji tych substancji w Polsce w oparciu o Azoty lub jeszcze istniejące Polfy.

- Nie wolno dać się  także nabrać na retorykę polskich producentów, którzy mówią, że gdyby mieli lepsze warunki to produkowaliby więcej i nie byłoby kłopotów. Oni wszyscy kupują substancję czynną poza granicami. I nie bardzo popierają budowę takich fabryk w kraju, bo zawsze będzie troszkę drożej u nas niż w Chinach – mówi Czech.

Innym czynnikiem, o którym się mało mówi, a także przyczynił się do chaosu i braku leków, jest dyrektywa antyfałszywkowa, czyli tak zwana serializacja. Firmy nie zdążyły wypełnić obowiązku okodowania leków. Mają więc medykamenty, ale nie zostały na nie nabite kody.  

Marcin Czech mniejsze znaczenie przykłada do nielegalnego wywozu leków.- Ryzyko konfiskaty jest zbyt duże – wyjaśnia. Podobnego zdania jest także Irena Rej: Wywóz to kolejny mit. Przy tych karach i uszczelnieniach wywóz praktycznie się skończył. Główny Inspektorat Farmaceutyczny czuwa nad tym, śledzi nawet operacje na kontach hurtowni. Tych leków, których teraz brakuje, nikt nigdy nie wywoził – zapewnia.

W Polsce czkawką odbija się także to, że często udaje się negocjować niskie ceny leków u producentów. - To z jednej strony dobrze, bo możemy leczyć więcej osób, z drugiej jednak źle, bo jak firma ma leków za mało, to w pierwszej kolejności sprzeda je tam, gdzie może to zrobić drożej. Polska dostanie je jako jedna z ostatnich – mówi Czech.

Irena Rej zwraca także uwagę na niestabilność systemu refundacyjnego. – Listy refundacyjne zmieniają się co dwa miesiące. Część leków zostaje, inne spadają, kolejne wchodzą. To też zawsze powoduje zamieszanie - podsumowuje.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA