fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

W domach pomocy społecznej podopiecznych mniej, ale koszty większe

Fotorzepa/Marian Zubrzycki
W domach pomocy społecznej pojawiły się wolne miejsca. To zupełnie inna sytuacja niż ta z poprzednich lat.

Na koniec 2019 r. na terenie całego kraju było 1238 wolnych miejsc (ok. 1,5 proc. ogółu miejsc) w domach pomocy społecznej (DPS). To wystarczyło, by zniknęły kolejki oczekujących. Obecnie tylko w Małopolsce na nowych mieszkańców czeka ich 566 (6,9 proc. miejsc w województwie), na Podkarpaciu – 457 (9,5 proc.), w Lubelskiem zaś – 517 (7,2 proc.).

– Pierwszy raz zniknęła kolejka do Domu Pomocy Społecznej. Mało tego, w naszym DPS jest pięć wolnych miejsc. Wynika to niestety nie z rozbudowy placówki, ale z tego, że mieszkańcy zmarli na covid. Jest też mniej chętnych. Ludzie boją się korzystać z DPS – mówi Cezary Dusio, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Płocku.

Czytaj też:

Okazuje się, że problemem jest nie tylko strach przed pandemią, ale też rosnące koszty.

Na przykład dom pomocy społecznej w Pcimiu, prowadzony przez starostwo myślenickie, ma 21 wolnych miejsc. Koszty jego utrzymania są stałe, a rozłożone na mniejszą liczbę mieszkańców windują miesięczna opłatę za pobyt do 5660 zł. W zeszłym roku opłata ta była prawie o tysiąc złotych niższa i wynosiła 4600 zł.

Okazuje się, że przy tak wysokich kosztach gminy po prostu nie chcą kierować swoich mieszkańców do DPS, bo najczęściej do ich pobytów dopłacają. Rosnące koszty utrzymania placówek muszą więc pokrywać powiaty. Prowadzenie domów pomocy społecznej to ich zadanie własne.

– To błędne koło. Zgodnie z prawem na poczet opłaty za pobyt możemy pobrać 70 proc. renty lub emerytury mieszkańca. Resztę powinna dopłacić rodzina, chyba że nie ma możliwości finansowych. Okazuje się, że najczęściej dochód rodziny zwalnia ją z partycypowania w kosztach. W rezultacie resztę musi dopłacić gmina – mówi Józef Tomal, starosta myślenicki. I dodaje, że gminy, zamiast kierować do DPS, starają się zapewnić opiekę w domu, a do placówek kierują tylko w ostateczności – osoby leżące lub psychicznie chore.

– Jeden opiekun może odwiedzić cztery osoby dziennie. Jego zatrudnienie kosztuje nieco ponad 3 tys. miesięcznie – zauważa Józef Tomal.

W rezultacie w DPS w Pcimiu różnica między dochodami a kosztami wyniosła w zeszłym roku aż 700 tys. zł.

– Podobne problemy mają niemal wszystkie DPS-y dla osób somatycznie chorych oraz w podeszłym wieku. Wyjątkiem są placówki prowadzone przez instytucje kościelne, bo tam opłaty za pobyt są dużo niższe. W naszych DPS-ach większość kosztów to wynagrodzenia pracowników. Kościół inaczej to rozwiązuje – zauważa Józef Tomal.

Ministerstwo Rodziny nie sprawdza na bieżąco, ile jest wolnych miejsc w DPS. Wstępne dane za ubiegły rok spłyną do resortu dopiero w marcu.

Problem tylko częściowo mogą rozwiązać szczepienia przeciwko koronawirusowi. Mieszkańcy DPS-ów byli zaszczepieni od 18 do 22 stycznia. Żeby otrzymać szczepionkę, nie musieli opuszczać placówek. Zorganizowane zostały dla nich mobilne punkty szczepień. Chętnych nie brakowało. Np. w małopolskich placówkach łącznie zaszczepionych zostało 5436 osób, co stanowi 70,8 proc. wszystkich mieszkańców DPS-ów. Szczepieni są też pracownicy tych placówek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA