fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Nowe rozwiązania prawne i nowe podatki to kłopot dla inwestorów

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nasi przedsiębiorcy dostrzegają dużą zmienność warunków prowadzenia biznesu w Polsce. Wyzwaniem jest też dostępność pracowników – mówi Michael Kern, dyrektor generalny Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Jaka jest sytuacja niemieckich inwestorów w Polsce?

Dobra, nawet bardzo dobra. Nasze badania wskazują, że firmy pozytywnie oceniają warunki biznesowe i efektywność swoich inwestycji. 90 proc. z nich zainwestowałoby w Polsce ponownie, gdyby miały podjąć taką decyzję. Bardzo ważne jest dla nich, że Polska stanowi część wspólnego europejskiego rynku, wysoko oceniają możliwości polskich dostawców oraz oczywiście produktywność pracowników. Widzimy też potencjał do nowych inwestycji, być może nie będą to już wielkie przedsięwzięcia, tylko raczej o średniej wielkości. To bardzo pozytywne strony, ale widzimy też wyzwania.

Wyzwania, czyli?

Nasi przedsiębiorcy, inwestorzy dostrzegają dużą zmienność warunków prowadzenia biznesu w Polsce. Pojawia się sporo zmian w prawie, także niespodziewanych, których nie przewidywali podczas podejmowania decyzji inwestycyjnych dotyczących waszego kraju. Drugim coraz bardziej widocznym wyzwaniem jest dostępność pracowników w przyszłości, nie tych z wykształceniem akademickim, lecz pracowników produkcyjnych.

Co ma pan na myśli, mówiąc o zmienności warunków do prowadzenia biznesu w Polsce?

Nowe rozwiązania prawne czy nowe podatki, których wcześniej nasi przedsiębiorcy się nie spodziewali. To na przykład kwestie dotyczące regulacji cen w sektorze energetycznym likwidujące w zasadzie budowany przez wiele lat rynek energii czy represyjny wobec przedsiębiorców charakter ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, której restrykcyjne stosowanie może przyczynić się do istotnego zwiększenia ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej. Zresztą to kłopot nie tylko dla członków naszej izby. Wiemy, że inne krajowe i zagraniczne organizacje gospodarcze również są zaniepokojone z tego powodu. W dodatku zdarza się, że nie dostajemy czasu na konsultacje projektów aktów prawnych. Ma to duże znaczenie, gdyż firmy planują swoje inwestycje z wyprzedzeniem co najmniej dziesięcioletnim i raczej powinny wiedzieć, co je spotka w trakcie tych dziesięciu lat. Co ważne, z ankiet prowadzonych wśród inwestorów wynika, że problem braku stabilności prawa w Polsce jeszcze kilka lat temu nie był dla zagranicznych inwestorów tak znaczący.

Banki, także z niemieckim kapitałem, protestowały w sprawie rozwiązań dotyczących franków.

Wygląda na to, że powstanie już czwarty czy piąty fundusz, na który będą musiały wpłacać pieniądze, teraz w ramach ustaw frankowych. To odbije się na wynikach, a koszty zostaną przerzucone na konsumentów. Banki tego nie chcą i to naturalne, że się bronią. Także dlatego, że widzą groźbę destabilizacji systemu finansowego. A to swego rodzaju novum w Polsce – inwestorzy wybierali ten kraj także z powodu dojrzałego i stabilnego systemu finansowego. Teraz obawiają się, że może się to zmienić.

Dodatkowy paradoks tej sytuacji polega na tym, że sami frankowicze nie są zadowoleni z proponowanych rozwiązań.

Jakie konsekwencje może wywołać ten dyskomfort inwestorów?

Najgroźniejsza jest oczywiście ta ostatnia obawa o sytuację systemu finansowego. Trzeba pamiętać, że Polska konkuruje o jak najbardziej atrakcyjne inwestycje z innymi krajami. Przecież inwestorzy – w szczególności ci o średniej wielkości – nieustannie porównują warunki prowadzenia biznesu z różnymi krajami. W tej części Europy z Czechami, Węgrami czy Słowacją. Jeżeli wyjdzie im, że gdzie indziej te warunki są lepsze, bardziej stabilne, to albo nie zainwestują nad Wisłą, albo zaczną rozważać scenariusz przeniesienia inwestycji.

Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa od 14 lat prowadzi badania inwestorów niemieckich w Polsce. Od czwartej edycji robimy je we współpracy z innymi izbami bilateralnymi w Polsce, aby objąć ankietą innych inwestorów zagranicznych. Pytamy m.in. o ranking atrakcyjności inwestycyjnej krajów w Europie Środkowo-Wschodniej. W ostatnich trzech edycjach Polska przegrywa w tym badaniu z Czechami, przede wszystkim właśnie z powodu braku stabilności prawnej i nieprzewidywalności polityki gospodarczej.

A Węgry? Od strony politycznej mają w Europie bardzo złą opinię, jednak inwestorzy z Niemiec są tam aktywni.

Tutaj musimy wrócić do tego, że decyzja o inwestycjach typu bezpośredniego zależy od wielu czynników. To nie tylko polityka, lecz także dostępność siły roboczej, kwestie logistyczne, poziom dostawców. W naszych badaniach bierzemy pod uwagę łącznie 21 czynników atrakcyjności inwestycyjnej. Ważne, że Polska nie zaczęła spadać także w przypadku tych pozostałych czynników. W przypadku Węgier głośno jest o niemieckich inwestycjach w przemyśle motoryzacyjnym. Trzeba jednak pamiętać, że inwestorzy mają w sobie trochę instynktu stadnego – często wędrują tam, gdzie już są i dobrze prosperują fabryki z danej branży. To jest właśnie przypadek węgierski – oni pierwotnie przyciągnęli inwestycje motoryzacyjne już dość dawno temu.

Wspomniał pan o potencjalnych brakach siły roboczej w Polsce. Inwestorzy widzą ten problem?

Bardzo wyraźnie. Po prostu obawiają się, że zacznie brakować pracowników w nowoczesnym przemyśle, przemyśle 4.0. Nie chodzi tutaj o osoby z wykształceniem akademickim, lecz o specjalistów potrafiących obsługiwać rozwinięte pod względem technologicznym urządzenia.

Jak inwestorzy próbują temu zaradzić?

Oczywiście szkolą pracowników na własną rękę, co oznacza dodatkowy koszt. Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby odpowiedni system kształcenia takich specjalistów funkcjonował na poziomie ogólnokrajowym.

Jak więc ocenia pan perspektywy dla niemieckich inwestorów w Polsce?

Trzeba wziąć pod uwagę horyzont czasowy. Trudno prognozować, co się wydarzy za dziesięć lat, obydwa kraje mają duży potencjał, myślę, że olbrzymie pole do współpracy otworzy się w branży IT. W krótkim, dwu-, trzyletnim okresie przewidujemy duże zainteresowanie niemieckich firm inwestowaniem w Polsce, podobnie zresztą jak polskich firm rynkiem za Odrą.

Tylko że polski biznes narzeka na swoisty rodzaj zamknięcia rynku niemieckiego, preferującego własne firmy. Zdobycie jakiegoś zezwolenia czy certyfikatu przez polską firmę często okazuje się niemożliwe.

Mogę podać cały zestaw przykładów dowodzących czegoś przeciwnego. Oczywiście niemiecki rynek ma swoje wymagania, tylko że obowiązują one także firmy rodzime czy wszelkie zagraniczne firmy w Niemczech. Po prostu musimy dbać o najwyższy poziom i jakość produkcji w Niemczech. Nasza gospodarka jest przy tym bardzo konkurencyjna i trzeba bardzo się postarać, aby znaleźć w niej miejsce. A z naszych ankiet wśród polskich przedsiębiorców wynika, że nie postrzegają działalności w Niemczech tak źle. Na przykład zdecydowanie chwalą sobie system regulowania płatności i współpracę z administracją gospodarczą w Niemczech.

CV

Michael Kern jest dyrektorem generalnym, członkiem zarządu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska) w Warszawie od 2010 r. Wcześniej pracował w izbach przemysłowo-handlowych w Norwegii, Czechach i na Słowacji. Magister ekonomii, studiował na uniwersytetach w Kalrsruhe i Kilonii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA