fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Jaka płaca minimalna w 2021

materiały prasowe
Czy najniższe wynagrodzenie powinno poszybować w 2021 r. do 3 tys. zł, czy raczej trzeba je zamrozić? Partnerzy społeczni mają skrajne opinie.

Na wtorkowym posiedzeniu rząd ma się zająć założeniami do budżetu państwa oraz propozycją średnich rocznych wskaźników wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej na 2021 r. To początek dyskusji na temat przyszłorocznej płacy minimalnej, a w tym roku może ona być wyjątkowo ostra.

Ustawowe wymogi

Minister finansów Tadeusz Kościński ujawnił, że wedle jego propozycji płaca minimalna w 2021 r. powinna wynosić 2716 zł. To o 116 zł, czyli ok. 4,5 proc., więcej niż w 2020 r. Oznaczałoby to wzrost zgodny z ustawowymi wymogami, czyli o prognozowaną na przyszły rok inflację oraz o dwie trzecie prognozowanego wzrostu PKB. Minister Kościński zaznacza, że to punkt wyjścia do dyskusji, a oficjalną rządową propozycję, które będzie podlegać negocjacjom w Radzie Dialogu Społecznego, resort rodziny i pracy przedstawi do 31 lipca.

Na razie partnerom społecznym wstępna propozycja ministra nie przypadła do gustu – związki zawodowe chciałyby większej podwyżki, pracodawcy – mniejszej.

– Z naszych badań wśród przedsiębiorców wynika, że większość z nich opowiada się za utrzymaniem płacy minimalnej na tegorocznym poziomie, czyli 2600 zł – mówi „Rzeczpospolitej" Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. – W obecnym kryzysie kluczowa jest ochrona miejsc pracy. W przypadku zaś małych i średnich firm, najbardziej dotkniętych skutkami pandemii, podwyżka może oznaczać niemożność utrzymanie zatrudnienia – wyjaśnia Męcina.

Wyjątkowa sytuacja

Zamrożenie płacy minimalnej byłoby wyjątkowym rozwiązaniem i wymagałoby zmian w przepisach. Ale jak przekonuje Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP, sytuacja jest w ogóle wyjątkowa. – Tak jak w limitach dotyczących finansów publicznych zastosowano klauzulę wyjścia z okazji kryzysu pandemicznego, po podobną klauzulę można sięgnąć przy okazji płacy minimalnej – mówi Dudek „Rzeczpospolitej".

I wyjaśnia, że ustawowe algorytmy dla wzrostu minimalnego wynagrodzenia opierają się na prognozowanych wskaźnikach na kolejny rok. – A to oznacza, że nie uwzględniają w ogóle faktu, że w 2020 r. mamy recesję – zaznacza Dudek. Dodaje, że już skokowa podwyżka płacowego minimum do 2600 zł z 2250 zł rok wcześniej spowodowała, że mamy bardzo wysoki punkt startowy na 2021 r. Co więcej, jeśli w tym roku średnie wynagrodzenie w gospodarce wzrośnie tylko o kilka procent, to minimalne przekroczy 50 proc. średniego.

Podwyżka konieczna

– Moim zdaniem przyszłoroczna płaca minimalna powinna wynosić co najmniej 2800 zł – już w piątek stwierdził natomiast Piotr Duda, przewodniczący KK NSZZ Solidarność.

– Mamy świadomość, jak skomplikowana i trudna jest sytuacja na rynku pracy – wyjaśnia Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ Solidarność. – Trzeba szukać zrównoważonego poziomu płacy minimalnej. Z jednej strony nie można dopuścić do skokowego wzrostu kosztów w małych i średnich firmach. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że zamrożenie płacowego minimum czy zbyt ostrożne jego podnoszenie jest działaniem przeciwko małemu biznesowi. Bo jeśli nie rosną wynagrodzenia Polaków, to nie będą oni kupować towarów i usług MŚP – dodaje.

Także zdaniem Forum Związków Zawodowych wyraźna podwyżka płacy minimalnej jest elementem walki z kryzysem. – Rząd zapowiada, że gospodarka ma się rozkręcić głównie dzięki konsumpcji. Dobrze by więc było tę konsumpcję wzmacniać nie tylko poprzez transfery społeczne, ale także przez wzrost dochodów z pracy tych osób, które nie zawsze „łapią" się na rynkowe podwyżki – argumentuje Grzegorz Sikora, rzecznik FZZ. Dlatego wstępne stanowisko Forum to wzrost płacy minimalnej do 3000 zł w 2021 r. – Będziemy negocjować, jednocześnie chcemy jasno powiedzieć, że nie zgadzamy się na zamrożenie płac w budżetówce, w tym w służbie zdrowie – podkreśla Sikora.

Dziesięć dni na rozmowy

Nasi rozmówcy podkreślają jednocześnie, że na razie to wstępne stanowiska, bo prawdziwe negocjacje w Radzie Dialogu Społecznego zaczną się dopiero po przedstawieniu oficjalnej propozycji przez rząd, czyli po 31 lipca. Czasu na rozmowy będzie wyjątkowo mało: partnerzy społeczni będę mieć tylko dziesięć dni na ustalenie trzech podstawowych wskaźników: płacy minimalnej, wskaźnika wzrostu wynagrodzeń dla sfery budżetowej i wskaźnika waloryzacji emerytur i rent.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA