fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Sondaż: Wybory raczej nie w maju, a najlepiej w przyszłym roku

AdobeStock
Co czwarty Polak chce, by wybory prezydenckie odbyły się w maju, ale co trzeci badany woli poczekać z głosowaniem do przyszłego roku – wynika z sondażu IBRiS.

Respondentom dano do wyboru kilka możliwych terminów wyborów. Niektóre z nich przynależą konkretnych podmiotów politycznych, inne nie są promowane przez żadną partię.

Najwięcej zwolenników ma termin przyszłoroczny, bez sprecyzowania konkretnej daty (32,1 proc). Przekładając to na realia polityczne: ta data najbliższa jest propozycjom KO, choć Borys Budka zgłosił konkretną datę – 16 maja 2021 roku. Pomysł przesunięcia wyborów na następny rok najgoręcej popierają Lewica i osoby o przekonaniach liberalnych – za takim rozwiązaniem opowiada się 78 proc. elektoratu Roberta Biedronia, 52 proc. osób chcących głosować na Małgorzatę Kidawę-Błońską, a także 45 proc. wyborców Władysława Kosiniaka-Kamysza i 59 proc. wyborców Krzysztofa Bosaka z Konfederacji.

Obóz władzy dąży z wielką determinacją do wyborów w maju, utrzymując oficjalnie datę ogłoszoną przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek, czyli 10 maja. Nieoficjalnie, zgodnie z ustawą o głosowaniu korespondencyjnym, PiS dopuszcza jednak dwie inne daty: 17 maja i 23 maja. Ta druga wymagałaby ogłoszenia przez premiera soboty dniem wolnym od pracy. Ten pomysł popiera 25,4 proc. badanych, co nie odpowiada nawet poparciu dla obozu dobrej zmiany w jego elektoracie. Wśród osób deklarujących poparcie dla Andrzeja Dudy majowych wyborów chce 70 proc., w innych elektoratach poparcie dla tego terminu jest śladowe lub nieobecne.

Trzecie miejsce na liście preferowanych terminów zajmuje propozycja, by wybory odbyły się w październiku tego roku – ta data podoba ponad 10 proc. respondentów. Termin ten nie jest promowany przez żadną partię, ale stoją za nim argumenty „zdroworozsądkowe" – brak świąt w tym miesiącu, odpowiednio długi czas na przygotowanie głosowania i wiara w to, że pandemia pozwoli na poluzowanie wymogów sanitarnych. – To także tradycyjny termin na głosowanie, poprzednie wybory prezydenckie też odbywały się w październiku – mówi Marcin Duma, szef IBRiS. Największe uznanie data październikowa zyskała w obozie zwolenników Szymona Hołowni, kandydata niezależnego – 37 proc.

Inne terminy, w tym takie, które pojawiają się w oficjalnych stanowiskach politycznych – czyli sierpień tego roku i przełożenie wyborów o dwa lata, co proponuje Jarosław Gowin wraz ze zmianą Konstytucji – nie przekraczają 6 proc. poparcia.

Warto zwrócić też uwagę, że obawy przed rozwojem epidemii czy zmęczenie ograniczeniami w gospodarce czy szkolnictwie nie wpływają bezpośrednio na preferencje co do terminu wyborów. Np. wśród tych, którzy „zdecydowanie nie martwią się o rozwój epidemii koronawirusa w Polsce", 31 proc. wskazuje termin majowy, a 37 proc wolałoby głosowanie za rok.

– Okazuje się, że to nie kwestia tego, czy ktoś obawia się, że zachoruje, tylko stare dobre podziały polityczne determinują to, czy opowiadamy się za wyborami już teraz, czy wolimy, żeby je odłożyć – mówi Marcin Duma. – Wyborcy opozycji chcą po prostu odsunąć porażkę, którą przewidują. A PiS chce wygrać jak najszybciej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA