fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

PiS wciąż liczy, że prezydenta uda się wybrać w maju

Jarosław Kaczyński na razie nie dopuszcza wariantu przesunięcia wyborów
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Kontrowersyjnym pomysłem głosowania korespondencyjnego Sejm ma zająć się w piątek. PiS wciąż liczy na to, że prezydenta da się wybrać w maju.

Pomysł jest kontrowersyjny przede wszystkim w samej Zjednoczonej Prawicy. Jak pisała „Rzeczpospolita", zgody na powszechne głosowanie korespondencyjne w formie zaprezentowanej we wtorek nie ma w Porozumieniu Jarosława Gowina. Politycy tej formacji już oficjalnie mówią, że zagłosują za tym rozwiązaniem, ale tylko pod warunkiem, że poprze je także cała opozycja. To zaś nie wchodzi w grę.

Tymczasem otoczenie Jarosława Kaczyńskiego ciągle utrzymuje niezmienny kurs wobec wyborów prezydenckich. Mają odbyć się 10 maja. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, który jest jednocześnie jednym z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego, przekonuje, że tak przeprowadzone wybory mają sens.

– Pytaliśmy Pocztę Polską, policję, Ministerstwo Zdrowia. Poczta by na tym dobrze zarobiła, więc byłaby zainteresowana – powiedział w środę i dodał, że zmianą w prawie wyborczym Sejm zajmie się w piątek.

Zakulisowe rozmowy trwają. Obecnie linia PiS jest taka, że w piątek Sejm zajmie się projektem, który umożliwia nie tylko głosowanie korespondencyjnego dla wszystkich, ale również daje nowe możliwości PKW. Chodzi o inny sposób organizacji komisji wyborczych. Teraz samorządowcy z wielu miejsc w Polsce otwarcie mówią, że nie będą tego robić. A to właśnie na nich spoczywa obecnie obowiązek wsparcia logistycznego całego procesu wyborczego.

Teorie, teorie, teorie

W obozie rządzącym jest kilka teorii tłumaczących, dlaczego PiS utrzymuje datę wyborów. Jedna z nich dotyczy tego, że Jarosławowi Kaczyńskiemu brakuje politycznego wyczucia sytuacji z pandemią i mocno się pogubił. – Nie wystąpił przed wyborcami, obywatelami w trakcie posiedzenia Sejmu. Nie czuje, co jest dla ludzi teraz najważniejsze – mówi nam jeden z polityków PiS.

Kolejne wytłumaczenie tej postawy ma dotyczyć przekonania, że PiS nie może wprost zrealizować życzeń opozycji, która domaga się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Co do samej opozycji to już teraz PiS sugeruje, że jeśli kontrolowany przez nią Senat „zamrozi" na 30 dni projekt zmian w prawie wyborczym, to nie będzie czasu, by wybory przeprowadzić w nowy sposób. Sam wicemarszałek Terlecki sugerował to w Sejmie w środę. Projekt musi jednak wyjść z Sejmu, co przy twardej postawie Jarosława Gowina i jego 18 posłów będzie niemożliwe.

W PiS można spotkać się też z opinią, że tylko majowy termin wyborów daje prezydentowi Andrzejowi Dudzie szansę na zwycięstwo, nawet jeśli będzie ono później kontestowane. Każdy późniejszy termin oznaczałby rywalizację z opozycją na coraz trudniejszym gruncie. Kaczyńskiego mają zachęcać też dobre notowania prezydenta Dudy w sondażach, w których teraz wygrywa w I turze. Wielkimi zwolennikami wyborów 10 maja jest też frakcja Zbigniewa Ziobry.

Za rok?

Opozycja lansuje własną teorię. W działaniach PiS ma chodzić o odwrócenie uwagi od kłopotów gospodarczych, w które za sprawą koronawirusa wpada Polska.

Kandydaci na prezydenta mówią też, że to wszystko ma ma pokazać siłę prezesa PiS. – To jest techniczno-taktyczne zagranie, które ma pokazać, że Jarosław Kaczyński jest w grze, że walczy o władzę i będzie w stanie wykiwać opozycję parlamentarną – powiedział w programie #RZECZoPOLITYCE Szymon Hołownia, niezależny kandydat na prezydenta.

W ubiegłym tygodniu „Rzeczpospolita" apelowała o przesunięcie wyborów na 2021 rok. Taką propozycję złożył też wicepremier Jarosław Gowin. Wybory w przyszłym roku akceptuje kandydat PSL-Koalicji Polskiej Władysław Kosiniak-Kamysz. W środę w stanowisku przekazanym portalowi Onet.pl politycy PO Paweł Zalewski oraz Kazimierz Michał Ujazdowski napisali, że pomysł ten jest „godny uwagi". Jest to pierwsza taka deklaracja ze strony polityków z obozu Koalicji Obywatelskiej.

Opozycja bardzo jednoznacznie komentuje pomysł organizacji wyborów w czasie, gdy trwa epidemia. – Tylko osoba albo niezrównoważona, albo wyjątkowo cyniczna może dążyć do tego, by 10 maja były wybory – mówił w środę lider Platformy Obywatelskiej Borys Budka.

Mimo podziałów i rywalizacji w tej akurat sprawie opozycja tworząca dawną Koalicję Europejską (PSL, PO, Lewica, Nowoczesna) mówi jednym głosem. Politycy PSL stawiają tezę, że projekt głosowania korespondencyjnego to pułapka na opozycję, a Robert Biedroń zwraca uwagę, że wybory w tej formie mocno narażają samych pracowników Poczty Polskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA