fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Marek Jakubiak czeka. Co ze śledztwem ws. zbierania podpisów?

Fotorzepa/ Darek Golik
Prokuratura od dwóch miesięcy nie wszczyna śledztwa w sprawie rzekomego fałszowania podpisów na listach poparcia jednego z kandydatów na urząd prezydenta. A sprawę trzeba szybko wyjaśnić.

Półtora miesiąca temu Marek Jakubiak, biznesmen, były poseł Kukiz’15, a dziś kandydat w wyborach prezydenckich, złożył zawiadomienie o możliwości fałszowania list z podpisami popierającymi jego kandydaturę.

Stało się to po publikacji „Gazety Wyborczej”. Postawiła komitetowi wyborczemu kandydata ciężkie zarzuty – twierdziła, że do przepisywania list poparcia byłego posła zatrudniono cudzoziemców z Ukrainy, Białorusi i Rosji, by „zadawali jak najmniej pytań”.

Karty były wypełnione wyłącznie danymi: imię i nazwisko, adres oraz numer PESEL. Pozostałe pola: liczba porządkowa i własnoręczny podpis, pozostawały puste – donosiła „GW”. Jej informator twierdził, że jednego dnia można było sfałszować nawet ponad 17 tys. nazwisk. Jakubiak zebrał 140 tys. głosów poparcia.

Te zarzuty powinna szybko wyjaśnić prokuratura. Gdyby je potwierdzono, Jakubiak musiałby zostać skreślony z listy. Tym bardziej że już pod koniec marca o wątpliwościach co do prawidłowości podpisów pod jego kandydaturą informował Roman Giertych, adwokat, były polityk LPR. Giertych zaalarmował Państwową Komisję Wyborczą, a ta przekazała sprawę prokuraturze w Warszawie.

Okazuje się, że po dwóch miesiącach sprawa jest wciąż na etapie postępowania sprawdzającego, w którym są ograniczone możliwości: nie można przesłuchiwać świadków, weryfikować materiału dowodowego. Dotąd prokuratura okręgowa nie zdecydowała o wszczęciu śledztwa.

Tymczasem sytuacja jest fatalna dla wszystkich stron: dla Jakubiaka, bo ciążą na nim niewyjaśnione zarzuty, a także wyborców, którzy chcą go poprzeć, ale ich głosy mogą zostać „zmarnowane”, jeśli okaże się, że były nieprawidłowości przy zbieraniu podpisów.

– Artykuł w „Wyborczej" wyrządził mi dużą szkodę. To po części wyhamowało moją kampanię wyborczą. Obrzucenie kogoś błotem zostaje bez względu na to, czy jest to uzasadnione czy nie – mówi nam Marek Jakubiak. Dodaje, że złożył zawiadomienie do prokuratury, bo artykuł w „GW” to „jedna wielka prowokacja i mistyfikacja”. – Mnie zależałoby na tym, żeby prokuratura jak najszybciej sprawę wyjaśniła – zaznacza.

Jaki jest dziś jego status jako kandydata na fotel prezydenta RP?

– Nie wycofałem się z wyborów, ale moja kampania rzeczywiście osłabła. Teraz do niej przystąpię, będę jeździć po kraju, rozmawiać z ludźmi i przekonywać ich do siebie – podkreśla.

Według najnowszego badania pracowni Social Changes, przeprowadzonego dla portalu wPolityce.pl, z 29 maja Marek Jakubiak ma 1 proc. poparcia i zajmuje siódme miejsce.

Tomasz Grzelewski, rzecznik PKW, przyznaje, że nie otrzymali żadnej odpowiedzi z prokuratury w tej sprawie.

Wojciech Hermeliński, były przewodniczący PKW, przyznaje, że sytuacja jest patowa. – Kilka dni zajmuje weryfikacja osób w bazie PESEL, sprawdzenie, czy żyją. Prokuratura może to bardzo szybko sprawdzić, wszczynając śledztwo. Nie wiem, dlaczego tego nie robi. Na chwilę obecną nie ma dobrego wyjścia, a pan Jakubiak jest pełnoprawnym kandydatem w wyborach – mówi Hermeliński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA