fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Jacek Jaśkowiak: Mogę wygrać z Dudą

tv.rp.pl
Nie dzwonił do mnie Grzegorz Schetyna. Nie mamy takiego zwyczaju, by do siebie dzwonić - tak prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak odpowiedział w #RZECZoPOLITYCE na pytanie, czy zdecydował się na start w prawyborach prezydenckich w PO po telefonie od lidera Platformy.

Dlaczego chce pan porzucić Poznań dla pałacu prezydenckiego?

Nie chcę porzucić Poznania, tak samo jak Nowej Soli czy Gliwic nie chcieli porzucać Wadim Tyszkiewicz i Zygmunt Frankiewicz, gdy zdecydowali się kandydować do Senatu. To była walka o Polskę. Wszyscy - samorządowcy, politycy - mamy świadomość, że od tego, czy zatrzymamy dewastacje państwa dokonywaną przez rząd PiS-u, zależy przyszłość nie tylko kraju, ale również naszych miast. Już dziś widzimy przecież, jak samorządy na tym cierpią, chociażby z powodu strat w budżecie będących konsekwencją „piątki Kaczyńskiego”. Nie należy tego zatem rozpatrywać w kategoriach porzucania czegoś, tylko walki o lepsze państwo. Poznaniacy wielokrotnie pokazali, że patrzą szerzej. Po przykłady można sięgnąć do historii, np. Powstania Wielkopolskiego, albo spojrzeć na ostatnie lata - gdy przeciwstawiali się działaniom PiS-u i walczyli o niezawisłe sądy - lub na to, co robimy dzisiaj, tworząc miasto tolerancyjne, otwarte i przyjazne dla wszystkich.

Rafał Trzaskowski nie kandydował między innymi z tego powodu, że bał się i nie chciał komisarza PiS-u w Warszawie, w razie gdyby tym prezydentem Polski został. Pan się nie obawia komisarza z PiS-u, w ratuszu poznańskim?

Nie obawiam się, bo ten komisarz byłby po pierwsze bardzo krótko, a po drugie nie sądzę, by rząd PiS-u chciał rozpocząć współpracę z nowo wybranym prezydentem Polski od zwarcia. Jestem przekonany, że po wyborach prezydenckich - gdyby ziścił się scenariusz z moją wygraną - znajdziemy jakieś kompromisowe rozwiązanie, takie które będzie możliwe dla wszystkich. W Gdańsku się udało, choć to była oczywiście inna sytuacja.

Grzegorz Schetyna do pana dzwonił i prosił: Jacek pomóż, kandyduj, nie mam kogo wystawić przeciwko Małgorzacie Kidawie-Błońskiej?

Nie dzwonił do mnie Grzegorz Schetyna. Nie mamy takiego zwyczaju, by do siebie dzwonić. Regularnie się spotkamy, rozmawiamy o Polsce. Akurat w dniu, gdy Donald Tusk ogłosił, że nie będzie kandydował, byłem na spotkaniu u Grzegorza Schetyny. Wsłuchałem się w to co mówił Donald Tusk i rozmawialiśmy o wyborach prezydenckich, nie mówiliśmy o personaliach, tylko ogólnie o tym, że będą to bardzo trudne wybory. PiS użyje wszystkich metod, żeby te wybory wygrać. Już podczas wyborów samorządowych widzieliśmy, jakie działania podejmowały media publiczne, czy służby. Odczuliśmy to my, samorządowcy, tacy jak Paweł Adamowicz, jak Wadim Tyszkiewicz, jak ja. Zdajemy sobie sprawę, że były to działania w mikro skali wobec tego, z czym będziemy mieli do czynienia teraz. Rozmawialiśmy też o wadze i znaczeniu tego urzędu, o tym jak ważna jest niezależność i niepartyjność osoby, która będzie go sprawować. Jakie to będzie miało znaczenie również dla opozycji na przyszłość - mam tu na myśli następne wybory parlamentarne, samorządowe i całą późniejszą sytuację polityczną.

Zdecydował się pan, kiedy Tusk ogłosił, że nie kandyduje?

Wtedy zacząłem o tym bardzo intensywnie myśleć, ale decyzję podjąłem w ostatnich dniach. Miało na nią wpływ wiele czynników, bardzo istotnym było przemówienie Tuska. Wsłuchałem się w powody, dla których nie kandyduje, dlaczego tak naprawdę nie może kandydować: liczyło się państwo i to, by do wyścigu o fotel prezydencki startował ktoś, kto ma większe szanse na wygraną. Zacząłem się wtedy zastanawiać na ile to, co zrobiliśmy w Poznaniu, dobre relacje z lewicą, z ruchami obywatelskimi, może mieć wpływ na decyzje ewentualnych wyborców. Przeprowadziłem wiele rozmów - m.in. z byłym sędzią trybunału stanu, sędzią TK, także z byłą panią premier i wieloma osobami świata kultury i sztuki, nauki, polityki, ale też biznesu. Pytali mnie, czy w takich okolicznościach nie powinienem wejść do ringu i się z tym zmierzyć.

Najpierw będzie się pan musiał zmierzyć z Małgorzatą Kidawą-Błońską. Dlaczego pan miałby być lepszym kandydatem na prezydenta z PO?

To już ocenią osoby, które w tych prawyborach będą miały prawo głosu. Będę je przekonywał do tego, że to ja mam większe szanse wygrania z Andrzejem Dudą. Będę je też przekonywał do swojej wizji. Oczywiście nie powoduje to żadnego negatywnego stosunku do Małgosi, bardzo ją lubię i szanuję, chociażby za to, że jest jedną z nielicznych osób ze świata ogólnopolskiej polityki, która uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych w Poznaniu.

Małgorzata Kidawa-Błońska jest politykiem formatu prezydenckiego?

Niewątpliwie jest, ma duże doświadczenie, ma zdolności koncyliacyjne, za co bardzo ją cenię.

To dlaczego pan jej nie poprze, tylko staje przeciwko? Może chce pan pomóc Schetynie i odwlec wybory na szefa PO?

To świadczy o naszym odpowiedzialnym podejściu do polityki. Sytuacja jest na tyle poważna, że wybór odpowiedniego kandydata jest tutaj elementem kluczowym. Mam szanse wygrania z Andrzejem Dudą i do tego będę przekonywał elektorów. To oni podejmą 14 grudnia decyzję, kto będzie kandydatem KO. Wcześniej czekają nas debaty. Nie zamierzam atakować podczas nich pani marszałek, aczkolwiek nie mam nic przeciwko temu, by być atakowanym, do tego już się przyzwyczaiłem. Mam w tym zakresie doświadczenie, w ostatnich latach niejednokrotnie odpierałem ataki mediów publicznych, więc potrafię sobie z tym radzić.

Więc będą trzy debaty?

Z tego co wiem, są zaplanowane dwie, na 30 listopada, i na 7 grudnia. Oczywiście, nie boję się tych debat. Zamierzam koncentrować się na pokazywaniu swoich mocnych stron, tego, co ja mogę zrobić, a nie na tym, by przekonywać kolegów, że moja kontrkandydatka jest niewłaściwą osobą.

Podpisy pod pańską kandydaturą, nie były zbierane in blanco, nie powinniśmy ich poznać?

Oczywiście, że państwo mogą je poznać. Bardzo mocno były zaangażowane w to struktury wielkopolskie, bo jestem również wiceszefem regionu PO na Wielkopolskę. Bardzo duże poparcie uzyskałem ze strony struktur Dolnego Śląska. Otrzymuję wiele życzliwych sygnałów, od różnych osób. Rozmawiałem już z Olą Dulkiewicz, z Wadimem Tyszkiewiczem, Tadeuszem Truskolaskim i wiem, że mogę liczyć nie tylko wsparcie struktur PO, ale również samorządowców, z którymi współpracuję od lat – podobnie jak z ruchami obywatelskimi. Gotowość poparcia mojej kandydatury deklaruje też wiele osób ze świata sportu czy kultury. Wiem, co należy robić, aby wygrywać wybory – dowiodłem tego dwukrotnie.

PO przeznaczy środki na pańską kampanię w tych prawyborach, po równo z Małgorzatą Kidawą-Błońską?

W ogóle nie liczę na jakiekolwiek środki ze strony partii w prawyborach.

Z poznańskiego budżetu będzie robił pan kampanię?

Nie, z własnych pieniędzy i to jest dla mnie oczywiste. Nie sięgałem po środki PO, również rok temu, podczas kampanii samorządowej. Została ona sfinansowana z funduszy, które zebrałem de facto samodzielnie. Rozmawiałem już z Grzegorzem Schetyną na temat kampanii prezydenckiej i powiedziałem wprost, że to ja będę decydował, kto będzie szefem sztabu i jaki będzie podział zadań. Te decyzje nie będą zapadały na piątym piętrze na Wiejskiej, tylko u mnie. Oczywiście będziemy konsultować kwestie programowe, będę się wsłuchiwał się w opinie kolegów, ale na końcu - to ja będę podejmował ostateczne decyzje.

Weźmie pan urlop z ratusza?

To są kwestie techniczne. Oczywiście, będą sytuacje, w których będę musiał skorzystać z urlopu, mam trochę zaległego. Ale nie ma takiej możliwości, bym na 6 miesięcy wyłączył się z pracy dla miasta.

Jest pan ateistą, osobą która chce rozdziału państwa od Kościoła, jest pan też za przyjmowaniem uchodźców. Ma pan poczucie, że Polacy są gotowi na prezydenta z takimi poglądami, a nie oczekują właśnie prezydenta pokroju Andrzeja Dudy, konserwatywnego?

Rok temu, w wyborach samorządowych dostałem 127 tysięcy głosów, wygrałem w pierwszej rundzie, pierwszy raz w historii Poznania. Donald Tusk zapytał się, jak mi się to udało w sytuacji, gdy miałem przeciwko sobie Kościół i „kiboli”. Odpowiedź jest prosta. Można być ateistą i jednocześnie utrzymywać z Kościołem dobre relacje. Współpracujemy w wielu obszarach. Jako pierwsze duże miasto dokonaliśmy poważnej wymiany gruntów. Oczywiście Kościół nie był przyzwyczajony do takiej wyprostowanej postawy. Jednak w wielu kwestiach udało nam się porozumieć. Obecnie robimy wspólnie z Kościołem o wiele więcej – m.in. na rzecz osób ubogich czy bezdomnych – niż mój poprzednik, który chodził na wszystkie msze i siedział zawsze w pierwszym rzędzie. Ja, mimo że nie jestem osobą wierzącą, do Pisma Świętego sięgam częściej niż niejeden praktykujący katolik. Jeżeli pan prezydent Duda będzie chciał podyskutować na temat Starego, czy Nowego Testamentu, to jestem do dyspozycji. W przeszłości chciałem być nawet jezuitą.

Polska powinna przyjmować uchodźców, zgodnie z deklaracjami wcześniejszego rządu?

Polityk migracyjna jest bardzo istotna, bo a historia Europy to w pewnym sensie także historia migracji. Oczywiście, nie może być mowy o niekontrolowanym napływie uchodźców czy osób z zewnątrz. Natomiast na dzisiaj w Poznaniu, 10% mieszkańców stanowią Ukraińcy, którzy zasilają nasz rynek pracy. Nie mam wątpliwości, że bez nich - przy bezrobociu na poziomie 1,4% - nasza gospodarka by tak dobrze nie wyglądała. Ukraińcy są bardzo ważnym elementem naszej społeczności. Świetnie się asymilują, mówią po polsku, włączają się w życie miasta.

Czyli uchodźcom mówi pan „tak”?

Nie mówię, że całkowicie otwieramy nasze granice i pozwalamy na niekontrolowany napływ uchodźców. Rozumiem jednak procesy migracyjne, które wiążą się nie tylko z napływem mieszkańców Ukrainy, ale i Zachodniej Europy. W Poznaniu mamy dużo osób z Włoch, Hiszpanii, studiują u nas ludzie z różnych stron świata, np. z Iranu, Iraku. Jako miasto i społeczność jesteśmy na to otwarci. Poznań zawsze z tego czerpał. Niedawno obchodziliśmy 300-lecie ściągnięcia do Poznania osadników z Bambergu. To też kiedyś byli uchodźcy, którym wiele zawdzięczamy, zarówno w obszarze gospodarki jak i kultury.

Jest pan otwarty na małżeństwa osób tej samej płci?

Zważywszy na obecną sytuację w Polsce - gdy naruszana jest Konstytucja, gdy łamane jest prawo, gdy do TK powołujemy osoby, które z formalnych powodów powinny być z tego wykluczone - musimy koncentrować się na tym, co jest dla przyszłości naszego kraju najważniejsze. Dyskusje wokół adopcji dzieci przez osoby homoseksualne, straszenie uchodźcami czy wywróceniem tradycyjnego modelu rodziny, to element wali politycznej i z tego musimy sobie zdawać sprawę. Nie zmienia to faktu, że regulacje w zakresie związków partnerskich są tematem dla znacznej części społeczeństwa ważnym. Dla mnie istotne jest na pewno to, by w zakresie dziedziczenia, czy dostępu do dokumentacji medycznej swojego partnera, osoby w związkach jednopłciowych miały takie same prawa, jak małżeństwa heteroseksualne. Należy też promować postawy równościowe w społeczeństwie, otwartość na różne środowiska, tolerancję. Staram się to robić chociażby poprzez udział w Marszu Równości, który jest wyrazem wsparcia dla wszystkich grup zagrożonych wykluczeniem - czy to ze względu na orientację seksualna, płeć, wyznanie, kolor skóry, poziom sprawności czy status materialny. Także poprzez inne działania – powielane już przez inne samorządy, tak jak np. projekty w zakresie wsparcia seniorów – pokazujemy Poznań jako miasto otwarte i przyjazne. Taka może być też Polska. Zależy mi na tym, by był to kraj, w którym wszyscy będą czuć się dobrze. To przekłada się również na nasz dobrobyt, ponieważ jest to parametr o istotnym znaczeniu dla inwestorów rozważających rozwój biznesu w Polsce.

Liczy pan na praktyczne wsparcie Donalda Tuska, powinien się zaangażować w wybory prezydenckie?

Liczę przede wszystkim na siebie, wiem już, jak powinien wyglądać mój sztab, wiele rzeczy zdążyłem już sobie przemyśleć. Jestem z biznesu i w biznesie, przedsiębiorcy liczą przed wszystkim na siebie, a jak coś się nie powiedzie, to nie narzekają na innych, tylko patrzą, czy sami czegoś nie zrobili źle.

Wybory w PO powinny się odbyć w terminie zaplanowanym i czy mógłby pan w przyszłości kandydować na przewodniczącego partii?

Nie mam zamiaru kandydować na przewodniczącego partii. Jestem co prawda wiceszefem regionu, ale tak naprawdę koncentruję się na Poznaniu. Jeżeli wygrałbym te wybory, to będę się skupiał się na zadaniach, które ma prezydent, a nie na życiu partyjnym.

A wybory na szefa PO powinny odbyć się w terminie?

Uważam, że teraz są ważniejsze sprawy, na dzisiaj powinniśmy się zajmować Polską, a nie sobą. 

Posłuchaj całej rozmowy:

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA