fbTrack
REKLAMA

Wspomnienia

Paolo Rossi. Lubił ludzi i ludzie go lubili

Paolo Rossi
Paolo Rossi (1956–2020)
AFP
Zmarł Paolo Rossi, król strzelców mundialu w Hiszpanii w roku 1982, potem partner Zbigniewa Bońka w Juventusie Turyn.

Włosi mieli dwóch królów strzelców mundiali: Rossiego i Salvatore Schillaciego, który błysnął w roku 1990, a potem zgasł.

Rossi to co innego. Przez dziesięć sezonów w Serie A strzelił 103 bramki dla Vicenzy, Perugii, Juventusu, Milanu i Hellasu Werona. Z Juventusem zdobywał mistrzostwo i Puchar Włoch. W roku 1985 wystąpił w Brukseli w finale Pucharu Mistrzów Juventus – Liverpool. Mecz ten będzie zawsze łączył się z tragedią, w wyniku której zginęło 39 osób. Rossi nie był jego pierwszoplanową postacią. Zwycięski gol dla Juventusu padł po rzucie karnym Michela Platiniego i to nie Rossiego faulowano, ale Zbigniewa Bońka.

Z mundialu 1978 Włosi wracali z czwartym miejscem, ale Rossi był najbardziej wygranym z włoskich piłkarzy. Zdobył trzy bramki, miał 22 lata i zaledwie kilka miesięcy wcześniej debiutował w reprezentacji. Poleciał na mundial jako zawodnik AC Lanerossi Vicenza, ale po takim sukcesie klub wypożyczył go do Perugii.

W roku 1980 zaczął się najgorszy okres w jego życiu. Został wplątany w jedną z największych afer w historii włoskiej piłki, tzw. totonero. Udowodniono mu udział w ustawianiu meczów i chociaż nie przyznał się do winy, zdyskwalifikowano go na trzy lata. Miał wtedy 24 lata, wchodził w najlepszy wiek dla piłkarza, ale nie mógł grać. Ostatecznie karę skrócono do dwóch lat, dzięki czemu pojechał na mundial do Hiszpanii.

Jak się okazało – ku utrapieniu Brazylii, Polski i Niemiec. W jednym z najbardziej emocjonujących meczów Włosi pokonali Brazylię 3:2, a Rossi strzelił wszystkie trzy bramki. W półfinale wbił dwie Polsce, a w finale jedną Niemcom. Został mistrzem świata i królem strzelców. Przyznano mu też tytuł najlepszego piłkarza turnieju. Pół roku później tygodnik „France Football” uhonorował go Złotą Piłką.

W roku 1986 pojechał po raz trzeci na mistrzostwa świata, ale z Meksyku wracał już bez sukcesów.

W ciągu ośmiu lat rozegrał w reprezentacji Włoch 48 meczów i strzelił 20 bramek. Bilans byłby efektowniejszy, gdyby nie dyskwalifikacja.

Stanowił fizyczne zaprzeczenie środkowego napastnika: szczupły, uśmiechnięty, sprawiał raczej wrażenie ofiary dla każdego obrońcy. Nic bardziej błędnego.

W jednym z wywiadów wspominał, że kiedy miał 12 lat, tata wsadził go na skuter Vespa i razem pojechali do Florencji, żeby zobaczyć Pelego grającego w barwach FC Santos przeciw Fiorentinie. Tata patrzył na Pelego jak na Boga, a potem na syna. Nic nie mówił. No i kilkanaście lat później doczekał się: Paolo też zdobył Puchar Świata.

Zbigniew Boniek w książce „Mecze mojego życia” tak wspomina Rossiego: „Jeden z moich najlepszych kumpli w Juventusie. Kapitalnie się z nim grało, ale i poza boiskiem był kompanem, jakich mało. Wesoły, życzliwie usposobiony do świata i ludzi (...). Ściągał na siebie uwagę obrońców w polu karnym, robił często miejsce Platiniemu i mnie, a gole dla Juventusu i tak padały. Świetna »dziewiątka« – niby filigranowy, a znakomicie blokował i zastawiał piłkę. Miał nosa w szesnastce rywali (prawdziwy piłkarski sęp, czekający na okazję). Umiał podejmować szybkie, nawet błyskawiczne decyzje. Twardziel, jakich mało”.

Po zakończeniu kariery Paolo Rossi współpracował z telewizją RAI. Mieszkał w rodzinnej Toskanii, pielęgnował własną winnicę i chętnie przyjmował gości. Lubił ludzi i ludzie jego lubili. Zmarł – jak podano – na nieuleczalną chorobę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA