fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Rosyjscy kondotierzy jadą do Syrii

Rosyjscy żołnierze w bazie lotniczej koło syryjskiej Latakii
AFP
Moskwa wysyła najemników na Bliski Wschód. Ale pojawiają się też informacje o regularnych oddziałach.

Prezydent Putin kilkakrotnie zastrzegał się, że w Syrii będzie walczyć tylko rosyjskie lotnictwo. Nikt obecnie nie wie, jak wielkie wsparcie Moskwa wysłała prezydentowi Asadowi. Ale większość podobno stanowią najemnicy.

Największą grupę wysłała tam firma CzWK Wagner. Według rosyjskich dziennikarzy w jej oddziałach służy około tysiąca ludzi. Ale mimo że są to żołnierze najemni, przed wyjazdem ćwiczą na poligonie koło Krasnodaru (na południu Rosji) należącym do brygady GRU (oddziału podporządkowanego rosyjskiemu wywiadowi wojskowemu).

Nie wiadomo, kto obecnie wynajął firmę: Moskwa czy Damaszek. Brała ona już udział w walkach w Syrii w 2013 roku oraz w wojnie na Ukrainie, w okolicach Ługańska. Wtedy jej żołnierze zarabiali dziesięć razy więcej od rosyjskich żołnierzy, których wysyłało tam dowództwo armii.

Jak nieoficjalnie informowano w Moskwie, CzWK Wagner miała być rosyjską odpowiedzią na amerykańską Blackwater, której dwuznaczna sława pochodzi z czasów wojny w Iraku.

Komsomolcy

Jednak coraz częściej pojawiają się informacje, że w Syrii walczą już nie grupy specjalne czy oddziały najemników, ale zwykła piechota. Ma ona zastępować na froncie oddziały syryjskiej armii rządowej, które nie chcą już walczyć. Oficjalnie jednak Rosja wysłała do Syrii jedynie batalion żołnierzy do osłony swojej bazy lotniczej.

Od początku rosyjskiej interwencji w Syrii 30 września Kreml cały czas podkreślał, że możliwe jest, że do tego kraju napłyną „rosyjscy ochotnicy".

– Komsomolców dobrowolców nie można powstrzymać – mówił o nich już w tydzień po rozpoczęciu ataków lotniczych deputowany rosyjskiego parlamentu, admirał Władimir Komojedow. Kilka dni później ukraiński wywiad poinformował, że w Doniecku otwarto biura werbunkowe rosyjskich oddziałów, jakie zamierzano wysłać na Bliski Wschód. Jednocześnie na terenach zajętych przez separatystów miano rozpocząć formowanie „batalionu ochotników" pod nazwą Kriestonosiec (Krzyżowiec).

Część moskiewskich ekspertów twierdziła, że formowanie takich „kolonialnych oddziałów" na terenach separatystów jest świadomą polityką Kremla, który chce usunąć stamtąd przynajmniej część uzbrojonych ludzi, którzy wymykają się spod jego kontroli.

Proceder werbunkowy musiał być na tyle powszechny, że wywołał zaniepokojenie separatystów, którzy poczuli się porzuceni przez Moskwę. Doprowadziło to do incydentu w Siewierodoniecku z udziałem rosyjskiego obserwatora w OBWE Makisma Udowniczenko (jak się okazało, oficera GRU). Miejscowym mieszkańcom miał on tłumaczyć: „Nie martwcie się, troszkę powojujemy w Syrii i na pewno tu wrócimy". W konsekwencji Udowniczenko został usunięty z OBWE.

Ukraiński wywiad już w tydzień po rozpoczęciu rosyjskich bombardowań zaczął informować o znacznych stratach ponoszonych w Syrii przez rosyjskie oddziały lądowe, których oficjalnie tam nie było. Ciała zabitych miano przywozić z Bliskiego Wschodu m.in. do Sewastopola i bazy floty w Noworosyjsku.

Ślad na pustyni

Już w grudniu Ukraińcy ustalili, że rosyjscy żołnierze wysyłani są do Syrii z jednostek m.in. w Symferopolu, Jekaterinburgu i Nowosybirsku. Z kolei międzynarodowa grupa dziennikarzy śledczych Conflict Intelligence Team ustaliła, że Rosjanie walczyli na froncie w okolicach m.in. Homsu i Aleppo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA