fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Wojna w Syrii: Tragedia Aleppo trwa

Żołnierze sił prorządowych w Aleppo
AFP
Tysiące mieszkańców wschodniej części miasta pozostaje uwięzionych w gruzach. Rozejm pozostawał jedynie na papierze. Dopiero dziś wieczorem rebelianci poinformowali o nowym porozumieniu, które przewiduje ewakuację bojowników i ludności cywilnej z oblężonej części Aleppo.

Wbrew porozumieniu o zawieszeniu broni, które miało wejść w życie we wtorek wieczorem, w środę po południu we wschodnim Aleppo nadal trwały walki. Słychać było odgłosy eksplozji oraz serie karabinowe. – W rękach bojowników antyasadowskiej opozycji znajdują się jeszcze trzy, cztery dzielnice – relacjonował „Rzeczpospolitej" Paweł Krzysiek, pracownik Międzynarodowego Czerwonego Krzyża oczekujący w zachodniej części miasta na udzielenie pomocy mieszkańcom.

Mogłoby to nastąpić po wycofaniu się resztek bojowników z miasta. Wynegocjowane przez Turcję i Rosję porozumienie o zawieszeniu broni przewidywało, że bojownicy wycofają się wraz z lekką bronią w kierunku graniczącej z Turcją północno-zachodniej prowincji Idlib. Szef tureckiej dyplomacji oskarżył prezydenta Asada o torpedowanie zawieszenia broni. Ten wyjaśnił w Russia Today, że miałoby ono jedynie na celu „ocalenie terrorystów".

Wieczorem rebelianci walczący z siłami syryjskiego reżimu poinformowali o nowym porozumieniu. Zakłada ono ewakuację bojowników i ludności cywilnej z oblężonej części Aleppo. Według źródeł w szeregach rebeliantów, na które powołuje się Reuters, wejście w życie porozumienia ma nastąpić ok. godz. 5 czasu polskiego.

– Zniszczenia są ogromne, sterty gruzów. Tysiące mieszkańców opuściło wschodnie Aleppo bez jakiekolwiek dobytku. Przez tygodnie, jeżeli nie miesiące nie mieli możliwości skorzystania z prysznica. Są w dramatycznej sytuacji – opowiada Paweł Krzysiek.

– Zdobycie Aleppo nie zakończy trwającej już prawie sześć lat wojny. Jest jeszcze wiele punktów oporu w różnych częściach kraju, jednak opanowanie Aleppo gwarantuje przyszłość polityczną prezydentowi Asadowi przynajmniej w najbliższym czasie – zapewnia „Rzeczpospolitą" Mario Abu Zaid, politolog z Bejrutu. Wojna domowa w Syrii nie toczy się wyłącznie pomiędzy siłami zbrojnej antyasadowskiej opozycji a siłami reżimowymi.

W kraju walczą dziesiątki, jeżeli nie więcej ugrupowań zbrojnych, nacjonalistycznych, islamistycznych, szyickich, sunnickich, Kurdów syryjskich, a także związanych z Al-Kaidą, jak Dżabhat Fath asz-Szam (były islamistyczny Front an-Nusra), w którego rękach znajduje się prowincja Idlib.

W sumie po zdobyciu Aleppo prezydent Asad kontroluje jedną czwartą terytorium kraju, na którym znajduje się w tej chwili 60 proc. mieszkańców. Kilkanaście miast syryjskich jest obleganych przez wojska reżimowe wspomagane przez Rosjan, bojowników libańskiego Hezbollahu, a także irańskich Strażników Rewolucji.

Nietrudno przewidzieć, że po ostatecznym opanowaniu Aleppo nastąpi natarcie sił reżimowych na Idlib. Chodzi o to, aby zdobyć jak największe obszary Syrii przed objęciem władzy w USA przez Donalda Trumpa. Na tym zależy Rosji, która liczy, że kontrolując zachodnią część Syrii, skłoni Waszyngton do współpracy w walce z tzw. Państwem Islamskim, co z kolei mogłoby zaowocować zbliżeniem obu mocarstw, zniesieniem sankcji za Krym i w ogóle pojednaniem.

Nie wiadomo przy tym, jak długo jeszcze Turcja wspierać będzie zbrojną opozycję i czy nie uzna realiów politycznych w postaci zwycięstwa Baszara Asada. Sytuację komplikuje dodatkowo wroga rywalizacja o wpływy na Bliskim Wschodzie pomiędzy Iranem a Arabią Saudyjską. Rijad wspiera militarnie i finansowo szereg organizacji walczących z Asadem i nie zamierza zmieniać swej polityki. Przed nami jeszcze ofensywa na Rakkę, stolicę samozwańczego Państwa Islamskiego, oraz upadek Mosulu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA