fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Węgry 1956 - 1989

Károly Szerencsés: Trudne przebudzenie Węgier

Węgierski demokratyczny parlament wybiera na prezydenta kraju Árpáda Göncza, maj 1990 r.
FORTEPAN / dar. ZOLTÁN SZALAY
Niepewnie wygrzebując się z piwnicy na światło słoneczne, wielokrotnie, również w XX wieku, musieliśmy na Węgrzech obudzić się z ciężkiego koszmaru. I jakie trudne było każde takie przebudzenie!

Po II wojnie światowej – gdy na własnym podwórku znaleźliśmy sowieckich okupantów. Baliśmy się, a mimo wszystko napawało nadzieją to, że mogliśmy przeprowadzić właściwie wolne wybory w 1945 roku, wybory, w których naród zamanifestował pragnienie demokratycznego systemu politycznego pasującego do (zachodniej) Europy. Przybyli z Moskwy komuniści wyczuwali antypatię, dlatego reżim, który narzucili, nawet w ramach „obozu pokoju" wyróżniał się okrucieństwem i służalczością. Na to właśnie odpowiedzią, odpowiedzią godną i o znaczeniu światowo-historycznym, była węgierska rewolucja i walka o wolność 1956 roku. Także tym razem bój o wolność musieliśmy stoczyć sami. Walczące oddziały poniosły 50-procentowe straty, 200 tysięcy ludzi wyemigrowało, a ci, którzy pozostali w kraju, mieli wrażenie, że nic nie może przynieść powodzenia! Bo przecież oni sami dla wolności uczynili już wszystko – użyli kartki wyborczej i broni też, jeśli było to konieczne.

Wraz z klęską 1956 roku zdawało się, że komunistyczna dyktatura – która po zdławieniu walki o wolność dokonała bezprzykładnej masakry – utrzyma się jeszcze przez długi, bezgraniczny wręcz czas. To właśnie była ta paraliżująca podstawa intelektualna „epoki Kádára" trwającej aż 32 lata, co wiązało się również z degrengoladą moralną. Z uniżonością, z wyszukiwaniem furtek, z przesunięciem perspektywy i nakierowaniem na sprawy materialne. Wszystko to władza komunistyczna dobrze wykorzystała. Ale okazało się, że nie dysponuje prawdziwym fundamentem moralnym i ekonomicznym. Na koniec lat 70. „socjalizm gwarantujący pełną lodówkę" można było utrzymać, jedynie posiłkując się kredytami, a na początku lat 80. pojawiło się na horyzoncie widmo całkowitego krachu gospodarczego i finansowego.

Wypuszczenie z Węgier kilkudziesięciu tysięcy uchodźców z NRD do Austrii, otwarcie granicy, 11 września 1989 r.
FORTEPAN / dar. TAMÁS URBÁN

Tymczasem wpływ wywierały również uwarunkowania międzynarodowe. Olbrzymie znaczenie miał wybór Karola Wojtyły na papieża! Dało się odczuć, że wywoła to efekt piorunujący, prowadzący wręcz do eksplozji. Bardzo ważny był dla nas ten oto fakt, że w 1978 roku – po 33 latach nieobecności – powróciła ze Stanów Zjednoczonych do kraju Święta Korona, która jest wyjątkowym na świecie pryncypium wolności narodu. Również amerykańska polityka za prezydentury Ronalda Reagana dawała powody do nadziei, zwłaszcza po tym, jak w Związku Radzieckim doszedł do władzy Michaił Gorbaczow. Największy jednak wpływ miało powstanie i walka polskiej Solidarności. Jednocześnie z coraz większą irytacją obserwowaliśmy to, co działo się w Siedmiogrodzie, z tamtejszą dwumilionową wspólnotą węgierską, pod reżimem Ceaus,escu, który przystąpił do „homogenizacji" i niszczenia wsi. Ludzi coraz bardziej zajmowało to, że na Dunaju buduje się zaporę wodną (Gabczykowo-Nagymaros), która niesie wiele szkód, i w tym celu odwiecznie płynącą tam rzekę przesuwa się z jej pierwotnego koryta.

Pod wpływem tych wszystkich okoliczności powstawały na Węgrzech grupy opozycyjne, pojawiła się prasa drugiego obiegu i coraz bardziej rosło niezadowolenie. Zaczęły się demonstracje. Władza reagowała wtedy jeszcze w sposób brutalny. Lotem błyskawicy rozchodził się wiersz Gáspára Nagya, ten, w którym roztrząsał on kwestię osób odpowiedzialnych za stracenie premiera 1956 roku Imre Nagya. Czasopismo z tym wierszem skazano na przemiał. Lecz we wrześniu 1987 roku powstało Węgierskie Forum Demokratyczne – jego celem było już ustanowienie demokracji, a poprzez to zapobieżenie grożącej Węgrom wielkiej narodowej katastrofie. W następnym roku zawiązał się Fidesz, czyli Związek Młodych Demokratów, i zaczęło działać więcej ugrupowań opozycyjnych oraz „partii historycznych", których „wskutek zaniedbania" nie rozwiązano w 1948 roku.

Polacy na placu Bohaterów w Budapeszcie, 16 czerwca 1989 r.
FORTEPAN / dar. TM

Tymczasem część kierownictwa monopolistycznej partii zdała sobie sprawę, że trzeba się wyrzec dyktatury. Nie ma też co liczyć na pomoc Sowietów. Ci działacze odsunęli więc od władzy Jánosa Kádára i przystąpili do zorganizowania „pokojowej przemiany". Zapewniono możliwość prywatyzacji. Rozpoczął się sprytny transfer własności węgierskiego państwa w ręce komunistycznej elity, a stamtąd najczęściej za granicę. W tamtym czasie jednak mało kogo to interesowało, skoro otworzyła się szansa na ustanowienie demokratycznego parlamentaryzmu opartego na prawach wolności! Kiedy na początku 1989 roku minister stanu Imre Pozsgay oświadczył w radiu, że w 1956 roku miała miejsce nie kontrrewolucja, lecz uzasadnione powstanie narodowe, całą monopolistyczną partię komunistyczną dotknął upadek moralny. Lecz w tym oświadczeniu krył się też cechujący kłamliwy reżim brak zdolności przetrwania, co zawiodło państwo w ślepą uliczkę i upokorzyło naród. Ale w rękach reżimu znajdowały się organy i środki przymusu, i wciąż też stacjonowały na Węgrzech wojska sowieckie. Stąd zarówno opozycja, jak i partia monopolistyczna zdecydowały się na podjęcie rozmów. Przy Narodowym Okrągłym Stole zawarto porozumienie co do transformacji państwa monopartii w państwo prawa (18 września 1989 roku). Parlament przyjął niezbędne do tego ustawy. Tymczasem nastąpił także uroczysty pogrzeb Imre Nagya i jego towarzyszy, a w trakcie tej ceremonii Viktor Orbán, przywódca Fideszu, podniósł kwestię wycofania wojsk sowieckich z Węgier (16 czerwca 1989 roku).

Sowieci się nie obrazili, tak oto 23 października 1989 roku, w rocznicę wybuchu rewolucji 1956, powstała (demokratyczna) Republika. Wiosną następnego roku przeprowadzono też wolne wybory, w których zwyciężyły siły narodowo-chrześcijańsko-demokratyczne i to one mogły utworzyć rząd z Józsefem Antallem jako premierem. Sytuacja była nie do pozazdroszczenia: kasa państwowa i kasa emerytalna świeciły pustkami. Węgierska gospodarka stała na skraju załamania. Bardzo wysokie było bezrobocie, wystrzeliła inflacja. Ogromne było również zadłużenie. Do rozliczeń jednak nie doszło, a i wymiana elity politycznej odbyła się tylko na najwyższym szczeblu, nie osiągając 50 proc. Spłacaliśmy po wielokroć już spłacone kredyty i braliśmy nowe. Poziom życia mocno spadł. Mnóstwo fabryk zostało zamkniętych. Opozycja używała niegodziwych instrumentów, między innymi próbowała doprowadzić do całkowitego paraliżu kraju (blokady drogowe przewoźników pasażerskich i towarowych, jesień 1990). Ofiarom dyktatury, ludziom, których wyzuto dosłownie ze wszystkiego, nie przyznano godnej rekompensaty. Wyczuwało się rozczarowanie i irytację. Dlatego gdy 19 czerwca 1991 roku ostatni okupujący żołnierz sowiecki opuścił nasz kraj, mało kto zwrócił na to uwagę.

Wywalczenie wolności na Węgrzech nazywano też „rewolucją zwiędłą", „bez humoru", „zmianą metody", „wymianą gangsterów". A przecież po raz pierwszy bez rozlewu krwi mogliśmy być wolni, niezależni i suwerenni. Musimy to uszanować, nawet jeśli było to trudne przebudzenie. Musimy wznieść się ponad nasze rozczarowania, pójść dalej. Zwłaszcza dlatego, że zagrażają nam i straszą nas nowsze już zmory, które potrafią doprowadzić do stanu letargu bliskiego śmierci. Jeśli się im powiedzie, to nie jest pewne, czy w ogóle będzie jakieś przebudzenie.

prof. Károly Szerencsés (1960), historyk, nauczyciel akademicki, wykłada na Uniwersytecie im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA