fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Mariana Banasia nie da się szybko odwołać ze stanowiska prezesa NIK

Marian Banaś
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Prezesa NIK chroni konstytucja i pozbawienie go stanowiska jest bardzo trudne, ale nie niemożliwe.

Próby kreatywnej interpretacji ustawy zasadniczej, by usunąć z urzędu prezesa NiK, trochę na wzór skrócenia kadencji pierwszej prezes SN Małgorzaty Gersdorf, budzić będzie zastrzeżenia konstytucjonalistów. Narażałoby PiS na zarzut omijania konstytucji.

Tej oceny nie zmienia świeża wypowiedź prezydenta Andrzeja Dudy, że jeśli którykolwiek zarzut z przedstawianych w mediach okaże się prawdziwy, to Marian Banaś musi odejść z urzędu prezesa NIK. Prezydent dodał, że niepokoi go fakt, że Marian Banaś powrócił do wypełniania swoich obowiązków, chociaż nie wyjaśniono jeszcze sprawy.

Przypomnijmy: po doniesieniach mediów, że kontrola CBA oświadczeń majątkowych prezesa NIK wykazała duże nieprawidłowości finansowe, opozycja oczekuje jego natychmiastowej rezygnacji. A ten nie rezygnuje.

Czytaj też:  Umowa dożywocia od Banasia: 500 zł miesięcznie dla AK-owca

Sprawa Banasia: Odnowa moralna wystawiona na próbę

Na razie tylko perswazja

Na przeszkodzie odwołania Mariana Banasia wbrew jego woli stoi zaś konstytucja. W art. 205 stanowi ona, że prezes NIK jest powoływany przez Sejm za zgodą Senatu, na sześć lat, a sytuacje, w których może być odwołany, wskazuje ustawa o NIK. Żadnej z nich Banaś obecnie nie spełnia: nie rzekł się stanowiska; nie stał się trwale niezdolny do pełnienia obowiązków na skutek choroby; nie został skazany prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwo; nie złożył niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego stwierdzonego orzeczeniem ani też Trybunał Stanu nie orzekł w stosunku do niego zakazu zajmowania kierowniczych stanowisk.

Jakiś początek postępowania przeciwko prezesowi NIK mogłoby dać postępowanie karne, gdyby oczywiście były do tego podstawy. Na początku Sejm musiałby wyrazić zgodę na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej.

I dopiero w takiej sytuacji można sobie wyobrazić ustawowe rozszerzenie przesłanek odwołania prezesa NIK, np. gdy z powodu aresztowania nie może pełnić dłużej niż przez trzy miesiące obowiązków. Ale to wymaga orzeczenia sądu.

– Ta nowa okoliczność odwołania szefa NIK musiałaby być określona jako nadzwyczajna – ocenia Marek Chmaj, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS.

Wojciech Hermeliński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, uważa, że byłoby to jednak obejście konstytucji, i to „na wydrę”, więc jedynym wyjściem jest perswazja. Uważa nadto, że gdyby wprowadzono nowe przesłanki odwołania prezesa NIK, to mogą one skutkować na przyszłość – tak jak to było ze skróceniem wieku emerytalnego sędziów.

„Nie” dla specjalnej ustawy

Słyszy się też, że być może należy zmienić konstytucję i tą drogą rozwiązać „problem Banasia”, ale to płonne nadzieje. Po pierwsze, PiS nie ma wystarczającej większości w żadnej z izb parlamentu do takiej zmiany (musiałaby się w nią zaangażować opozycja), poza tym taka nowela wymagałaby co najmniej kilku miesięcy.

W ocenie prof. Ryszarda Piotrowskiego, konstytucjonalisty z Uniwersytetu Warszawskiego, nie można dla „tak trywialnego” (jednostkowego) przypadku zmieniać konstytucji, po drugie, taka nowela czy to konstytucji czy ustawy, która byłaby jej obejściem, mogłaby mieć zastosowanie dopiero do nowego prezesa NIK.

Problem należy rozwiązywać w ramach obecnych przepisów. Podobne zdania jest prof. Genowefa Grabowska, z Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie:

– Redagowanie ustaw pod kątem sympatii politycznych czy tym bardziej potrzeb doraźnych to droga donikąd. Ustawa to nie mechanizm, który ma zaspokajać chwilową potrzebę. Mielibyśmy nadto powtórkę sporu o SN: czy taka ustawa działa wstecz czy tylko na przyszłość.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA