Przed rozpoczynającym się w czwartek kluczowym szczytem przywódców Wspólnoty w polskim obozie negocjacyjnym panuje optymizm.
– Porozumienie jest w zasięgu ręki – mówi nam wysoki rangą przedstawiciel polskich władz. Ale zastrzega: szczyt zakończy się sukcesem, jeśli wszyscy przywódcy Unii pójdą na kompromis, zrezygnują z ekstremalnych żądań.
Bo też Angela Merkel, dla której ten szczyt jest zwieńczeniem 15 lat rządów, sięgnęła po nietypową metodę: ustalenia z Warszawą i Budapesztem ram kompromisu, zanim zapoznają się z nim inni przywódcy UE.
– Nie wiem, co zawarły w tym pakiecie Niemcy – mówił w środę rano wysoki rangą przedstawiciel czołowego kraju Unii.
Z naszych informacji wynika, że w trakcie spotkania we wtorek wieczorem Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego z Viktorem Orbánem zapadła decyzja, aby – jak chce Berlin – przystać na rozporządzenie o uzależnieniu wypłaty funduszy unijnych od przestrzegania zasad państwa prawa, które dwa tygodnie wcześniej mimo polsko-węgierskiego sprzeciwu przyjęła Rada UE. Ale z zastrzeżeniem, że w konkluzjach nadchodzącego szczytu przywódcy UE przyjmą warunki, które mocno ograniczą stosowanie wspomnianego mechanizmu.
– Konkluzje szefów państw i rządów to najwyższy rangą dokument polityczny, jaki może przyjąć Unia. Nie zdarzyło się, aby zostały złamane. Dlatego de facto mają moc prawną – przekonują polskie źródła rządowe.
Dokładna treść zapisów szczytu, które muszą być przyjęte jednomyślnie przez przywódców 27 państw, dopiero się jednak wykuwa. Pomysłów na wyjście naprzeciw obawom Polski i Węgier przed arbitralnym stosowaniem przez Komisję Europejską mechanizmu praworządności jest kilka. Jeden z nich zakłada odwołanie do art. 325 traktatu o UE, który precyzuje, na czym polega ochrona interesów finansowych Unii, oraz do art. 4, który gwarantuje utrzymanie kompetencji krajów członkowskich. Nasi negocjatorzy liczą, że odwołanie do art. 4 przekreśli szerszą interpretację praworządności, obejmującą m.in. sam kształt wymiaru sprawiedliwości.
Innym pomysłem, o którym mówił „Rz" w poniedziałek hiszpański minister ds. europejskich Juan Gonzalez-Barba, jest zobowiązanie, że dopóki Trybunał Sprawiedliwości UE nie wypowie się w sprawie zgodności rozporządzenia z unijnymi traktatami, nie będzie ono stosowane. To oznaczałoby, że przez prawie dwa lata mechanizm pozostałby martwy. Zwłoka byłaby pewniejsza, gdyby przywódcy UE zgodzili się stosować mechanizm dopiero w odniesieniu do budżetu UE na lata 2021–2027, z którego fundusze popłyną za kilkanaście miesięcy. Kolejna możliwość: wpisanie do konkluzji szczytu katalogu warunków, które KE miałaby spełnić, aby wszcząć procedurę prowadzącą do zablokowania wypłat. A także dodanie mechanizmu opóźnienia całej procedury na wniosek oskarżonego kraju.
Każdy z tych zapisów będzie przedmiotem trudnych negocjacji. Na środowy wieczór Niemcy zwołali spotkanie ambasadorów „27", na którym się okaże, na ile państwa UE zasygnalizują gotowość do kompromisu. – Szczyt może potrwać znacznie dłużej niż dwa dni – przyznają nasi rozmówcy.
Aby zwiększyć szanse na sukces, Polska podjęła w stolicach Unii kampanię dyplomatyczną, której częścią była środowa wizyta w Pradze prezydenta Andrzeja Dudy. – Najtrudniej do kompromisu będzie przekonać Holandię – mówią nasi negocjatorzy.
Główne punkty proponowanego porozumienia
- Powiązanie budżetu UE z praworządnością pozostaje w mocy
- Zgodność mechanizmu z traktatami UE weryfikuje TSUE
- Będzie on używany tylko odnośnie do interesów finansowych UE
- Mechanizm może być opóźniony na wniosek oskarżonego kraju