fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Jak blisko porozumienia z UE jest Polska?

Przełom w rozmowach był możliwy dzięki bezpośrednim kontaktom Mateusza Morawieckiego i Jeana-Claude’a Junckera. Na zdjęciu spotkanie w Brukseli 8 marca.
AFP
Bruksela: Już za parę tygodni może zostać zażegnany spór o praworządność. Umowę zwieńczy przyjazd Junckera.

Od wybuchu konfliktu dwa i pół roku temu szef polskich negocjatorów jeszcze nie zdradzał takiego optymizmu.

Czytaj więcej:

Wyborczy kompromis PiS z Brukselą

Szułdrzyński: Kto przekonał prezesa PiS

 

– Nigdy nie byliśmy tak blisko porozumienia z UE w sporze o praworządność. Ale musimy pamiętać, że jest wiele sił krajowych i zagranicznych, które zrobią wszystko, by to potrzebne porozumienie utrudnić – mówi „Rz" wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański.

Pozytywny sygnał w wywiadzie dla „Gazety Polskiej" wysłał też Jarosław Kaczyński.

– Z informacji, którymi dysponuję, wynika, że to porozumienie jest możliwe. Planujemy dokonać zmian uzgodnionych z KE. To nie jest łatwe, ale unormowanie sytuacji tego wymaga – powiedział prezes PiS. Ocenił na 80 proc. szanse porozumienia z Brukselą. I oświadczył, że do takiego uzgodnienia może dojść „niebawem".

Obniżenie oczekiwań

W poniedziałek do Warszawy przyjedzie wiceszef KE Frans Timmermans. Poza rozmowami w MSZ i Kancelarii Premiera spotka się w Pałacu Prezydenckim z szefem gabinetu Andrzeja Dudy Krzysztofem Szczerskim i jego zastępcą Pawłem Muchą, który monitoruje nowelizację ustaw o sądach powszechnych, Sądzie Najwyższym i organizacji Trybunału Konstytucyjnego. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom KE, zaproponowano m.in. aby minister sprawiedliwości nie mógł odwołać prezesa i wiceprezesa sądu bez pozytywnej opinii kolegium sądu lub KRS, a także zrównanie wieku przechodzenia w stan spoczynku sędziów dla kobiet i mężczyzn do 65 lat. Te zmiany nie były jednak jeszcze omawiane w Sejmie, co ułatwia wprowadzenie kolejnych modyfikacji. A takich oczekuje Bruksela, aby doszło do ostatecznego porozumienia.

– Obie strony bardzo chcą teraz kompromisu. Po naszej stronie nastąpiło wyraźne obniżenie oczekiwań. Ale to, co jest na stole, to za mało. Traktujemy to jako wstęp do ostatecznego porozumienia – mówią „Rz" wysoko postawione źródła unijne. Ich zdaniem jedną z dodatkowych zmian mogłoby być zniesienie skargi nadzwyczajnej, jaką wprowadził do ustawy o Sądzie Najwyższym prezydent Duda.

Warszawa najwyraźniej jest gotowa do kompromisu. Polskie źródła podkreślają, że „to nie są wszystkie zmiany, na które możemy się zgodzić". Jednak zdaniem naszych rozmówców w zamian Bruksela musiałaby wykonać jasny gest, że takie ustępstwo prowadzi do jakościowo nowej sytuacji. Inaczej, obawiają się polskie władze, Bruksela będzie domagała się kolejnych ustępstw bez jasnego końca.

Takim gestem mogłaby być wizyta szefa KE Jeana-Claude'a Junckera w Polsce. Jeśli pominąć szczyt NATO w Warszawie w lipcu 2016 r., Luksemburczyk ani razu nie był w Polsce, odkąd trzy i pół roku temu stanął na czele unijnej egzekutywy. W tym czasie nasz kraj kilkakrotnie odwiedzili prezydenci USA, kanclerz Niemiec, był nawet papież Franciszek. To sytuacja kuriozalna, tym bardziej że Polska jest jednym z sześciu (wkrótce pięciu) państw UE wagi ciężkiej.

– Kilkakrotnie przygotowywaliśmy „na sucho" wizytę Junckera w Warszawie, ale nigdy nie było na to warunków. On nie chce być twarzą konfliktu, ale przeciwnie, uważa, że przyjazd nad Wisłę powinien być zwieńczeniem rozwiązania sporu z Polakami – można usłyszeć w otoczeniu Luksemburczyka.

To nie są słowa rzucone na wiatr. Po rekonstrukcji rządu i odejściu niektórych radykałów, jak Witold Waszczykowski i Antoni Macierewicz, Juncker zdecydował się na nawiązanie bezpośrednich rozmów z Mateuszem Morawieckim, niejako za plecami również uważanego za radykała Fransa Timmermansa. Obaj politycy kilkakrotnie spotykali się w cztery oczy, ostatnio na marginesie szczytu UE, 22 marca. Także były szef gabinetu Luksemburczyka, a obecnie sekretarz generalny KE, Martin Selmayr rozmawiał z „wysłannikiem" prezesa Kaczyńskiego Adamem Bielanem.

– Bez rozmów Morawieckiego z Junckerem w ogóle nie doszłoby do przełomu w sprawie praworządności. Juncker ma wielkie doświadczenie polityczne, chce doprowadzić do przezwyciężenia podziałów w Unii przed końcem mandatu w przyszłym roku – mówią polskie źródła.

Bez głosowania

Ogromny wpływ na postawę Junckera mają jednak także Niemcy. W sporze Angeli Merkel z Emmanuelem Macronem o kształt przyszłej reformy strefy euro, Luksemburczyk zdecydowanie stanął po stronie tej pierwszej, sprzeciwiając się stworzeniu odrębnego budżetu dla państw unii walutowej. Jego zdaniem „wszystkie kraje są powołane do przyjęcia wspólnego pieniądza", więc nie ma potrzeby budowy „awangardy" krajów Unii, jakby tego chciał Paryż. Wszystko musi być robione z udziałem Polski. A temu nie służy przedłużanie sporu o praworządność z Warszawą, o ile nie jest to konieczne. Sama kanclerz w czasie wizyty w polskiej stolicy 20 marca powiedziała, że oczekuje, iż spór z Polską zostanie rozwiązany na poziomie Komisji Europejskiej, bez konieczności głosowania w tej sprawie w Radzie UE.

Skoro tak, to czas goni. 17 kwietnia szefowie ds. dyplomacji krajów UE mają się zająć sprawą praworządności w Polsce, 2 maja zaś KE ma przedstawić projekt przyszłej, wieloletniej perspektywy finansowej, w której może (lub nie) znaleźć się propozycja powiązania wypłat z budżetu UE z przestrzeganiem zasad praworządności. Rozstrzygającym czynnikiem będzie postęp do tego czasu negocjacji z Polską.

Niemcy są przeciwne wpisaniu takiej zależności. Ale niektóre inne kraje, jak Francja, Holandia, Szwecja czy Austria, nie miałyby nic przeciw przedłużeniu sporu z Polską, związaniu rządowi w Warszawie rąk. Podobnie zresztą jak część opozycji, dla której konflikt rządu z Brukselą jest dobrym paliwem przed rozpoczynającą się kampanią w wyborach samorządowych. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA