fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Dyrektywa o prawach autorskich: więcej praw dla twórców i więcej obowiązków dla portali

Adobe Stock
Więcej praw dla twórców i więcej obowiązków dla portali – to uzgodnienia w unijnej dyrektywie o prawach autorskich. Internautom może być trudniej.

Parlament Europejski i unijna Rada uzgodniły kompromis w sprawie dyrektywy o prawach autorskich. Negocjacje trwały ponad dwa lata, obfitowały w gwałtowne zwroty akcji, a ich uczestnicy znaleźli się pod niespotykaną presją biznesu, organizacji konsumenckich i pozarządowych. Ostatecznie uzgodniona wersja podoba się twórcom, czyli wydawcom i firmom fonograficznym. Ale krytykowana jest przez portale internetowe, zwolenników nieskrępowanej swobody w internecie i organizacje konsumenckie.

Propozycje zmian

– Porozumienie to ważny krok w kierunku zmiany sytuacji, która pozwoliła kilku firmom zarobić ogromne sumy bez odpowiedniego wynagrodzenia tysięcy twórców i dziennikarzy, od których zależą – mówił Alex Vossel, parlamentarny sprawozdawca dyrektywy. W całym wielkim akcie legislacyjnym kontrowersje od początku budziły dwa fragmenty. Artykuł 11 dyrektywy przewiduje przyznanie wydawcom praw pokrewnych, czyli de facto tych samych praw, które mają autorzy, jeśli chodzi o wielokrotne powielanie oraz publiczne odtwarzanie ich prac.

Miałoby to dać im efektywny instrument dopominania się o wynagrodzenie od portali internetowych czy wyszukiwarek typu Google News, dostarczających czytelnikowi za darmo treści z gazet, za które w innej sytuacji musiałyby zapłacić. To nie podoba się portalom, które żyją z agregowania opublikowanych przez innych dzieł.

Dla kogo bezpłatne

Przepis nie dotyczy natomiast indywidualnych użytkowników internetu – oni będą mogli cytować i zamieszczać linki. Zapłacić musiałby tylko portal, który czerpie z takich publikacji zyski. Nie ma też tu mowy o żadnych ograniczeniach przepływu informacji: publikowanie byłoby dozwolone, pod warunkiem że pośrednik zapłaciłby wydawcy dostarczającemu oryginalną treść.

Wydawcy mogliby też z takich opłat zrezygnować i dać portalom prawo do korzystania z ich treści, bo mogą uznać, że jest to dla nich korzystniejsze. Hiperłącza do artykułów informacyjnych, wraz z „pojedynczymi słowami lub bardzo krótkimi fragmentami" mogą być udostępniane bezpłatnie. Artykuł 11 bardzo podoba się wydawcom.

– Jakościowe dziennikarstwo jest sercem naszych demokracji i jeśli chcemy w przyszłości profesjonalnego dziennikarstwa w UE, musimy wspierać prasę i naprawić ten niezrównoważony ekosystem – oświadczyła ENPA, która jest federacją europejskich wydawców. Jej członkiem jest polska Izba Wydawców Prasy, na której czele stoi redaktor naczelny „Rzeczpospolitej" Bogusław Chrabota.

Jeszcze bardziej kontrowersyjny okazał się art. 13. Krytycy nadal nawołują do jego wykreślenia, mając nadzieję, że uda się jeszcze raz odwrócić sytuację na głosowaniu na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. Przepis ten mówi o konieczności filtrowania dostarczanych przez użytkowników treści pod kątem łamania praw autorskich. Portale typu YouTube musiałyby sprawdzać, czy ładowane do serwisu filmiki nie zawierają materiałów chronionych. Przeciwnicy tego rozwiązania nazywają to cenzurą prewencyjną.

Rozczarowani konsumenci

Koncerny internetowe są też temu przeciwne, bo to wymagałoby od nich opracowania odpowiednich rozwiązań technologicznych, a następnie wzięcia odpowiedzialności za ewentualne naruszenie takich praw. Ale przepis krytykują też organizacje konsumenckie.

– Efekt negocjacji jest rozczarowujący dla konsumentów. Indywidualnym użytkownikom będzie teraz znacznie trudniej dzielić się w sieci niekomercyjną muzyką, treściami wideo, kreacjami fotograficznymi. Ta reforma nie uwzględnia rzeczywistości i tego, jak ludzie dziś używają internetu – uważa Monique Goyens, sekretarz generalna BEUC, unijnej federacji konsumentów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA