fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Nieuznawanie wyroków TSUE źle się skończy dla Polski

Adobe Stock
Wstrzymane inwestycje czy zagrożone dopłaty dla rolników – takie mogą być skutki oporu naszego rządu.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał 19 listopada 2019 r. wyrok w sprawie polskiej KRS i Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Wszystko wskazuje jednak na to, że polski rząd nie zamierza go respektować. Co nam za to grozi?

Znani prawnicy twierdzą, że jeśli państwo nie chce, to wyroku nie uzna. Poniesie jednak konsekwencje.

Po pierwsze, sądy polskie nie będą uznane za sądy w rozumieniu prawa europejskiego. A więc podstawowa zasada wzajemnego zaufania do swoich wymiarów sprawiedliwości nie będzie istniała. Oznacza to tyle, że wyroki sądów polskich będą tratowane jako drugorzędne.

Po drugie, w Komisji Europejskiej jest już projekt rozporządzenia, które wprowadza uznanie warunkowości wypłaty środków finansowych od przestrzegania podstawowych gwarancji składających się na zasadę praworządności. Państwo dostaje pieniądze z Unii, ale tylko jeśli jego sądy spełniają wymogi niezawisłości. Jeśli nie, nie ma podstawy do wypłaty pieniędzy, bo nie ma organu, który będzie w sposób niezawisły zapewniał, że są wydawane zgodnie z ich celem.

I po trzecie, TSUE będzie rozstrzygał sprawy wniesione przez Komisję Europejską na podstawie przepisu traktatu, który mówi o skardze przeciwko państwu za naruszenie prawa europejskiego. A tam kompetencje Trybunału do orzekania są ukształtowane nieco inaczej niż w przypadku orzeczeń wstępnych. Trybunał może oceniać zgodność prawa polskiego z prawem europejskim. Jeśli pojawi się skarga Komisji na Izbę Dyscyplinarną, Trybunał nie będzie już formułował kryteriów takiej oceny, tylko sam zastosuje do oceny prawa polskiego kryteria, które podał Sąd Najwyższy w wyroku z listopada 2019 r.

Profesor Adam Strzembosz, pierwszy prezes SN w stanie spoczynku, uważa, że gdyby opinia publiczna w Polsce znała konsekwencje nierespektowania wyroku TSUE z listopada 2019 r., nacisk na decydentów byłby olbrzymi.

– Gdyby się okazało, że będą zagrożone dopłaty dla rolników, a inwestycje już zaplanowane realizowane z opóźnieniem lub tylko częściowo albo wcale, to wszyscy byśmy chcieli tego uniknąć, bo to przecież nie jest kwestia satysfakcji tej czy innej strony, ale przyszłości naszego kraju – zauważa prof. Strzembosz. Pytany o to, czy polscy sędziowie zniosą te trudne czasy, odpowiada, że skoro w znacznie trudniejszych warunkach w stanie wojennym część sędziów sobie poradziła, to o czymś to świadczy. Dziś, jego zdaniem, jest łatwiej. Sędziowie mogą się oprzeć na wolnej prasie i opinii publicznej, by walczyć o własną niezawisłość i niezależność sądów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA