Sprawę opisuje BBC. Zgodnie z obowiązującym w Wielkiej Brytanii od 2004 roku Prawem o Uznaniu Płci (Gender Recognition Act), transseksualista ma prawo do formalnej zmiany płci pod warunkiem, że wcześniej anuluje zawarte małżeństwo (jeśli takie zawarł).
Czytaj więcej:
Wojsko nie chce osób transseksualnych
Jednak zdaniem Trybunału Sprawiedliwości UE anulowanie małżeństwa przy zmianie płci nie może warunkować uzyskania emerytury w sytuacji takiej, jak sytuacja MB.
Sprawa jest o tyle ciekawa, że gdyby MB nie zmienił płci prawo do emerytury uzyskałby dopiero po ukończeniu 65 lat (to wiek przejścia na państwową emeryturę dla mężczyzn urodzonych między 6 kwietnia 1950 roku, a 5 grudnia 1953 roku). Jako kobieta ma do tego prawo pięć lat wcześniej.
MB ożenił się w 1974 roku i ze swoją żoną doczekał się dwójki dzieci. Od 1991 roku zaczął żyć jako kobieta, a w 1995 roku przeszedł operację zmiany płci. Nie wystąpił jednak o tzw. gender recognition certificate, czyli dokument formalnie stwierdzający zmianę płci obywatela Wielkiej Brytanii.
Kiedy MB skończyła 60 lat, w maju 2008 roku, wystąpiła o wypłacanie jej państwowej emerytury. Odmówiono jej jednak tego, ponieważ - w świetle prawa - MB był mężczyzną, w związku z czym prawo do emerytury przysługiwało mu dopiero po ukończeniu 65 lat.
MB skierowała sprawę do sądu - a ta ostatecznie trafiła do Sądu Najwyższego, w którym sędziowie okazali się podzieleni w tej kwestii - i zwrócili się o wytyczne do Trybunału Sprawiedliwości UE z prośbą o wytyczne.
Trybunał UE ocenił, że znajdujący się w brytyjskim prawie warunek dotyczący anulowania małżeństwa (którego celem było uniknięcie sytuacji, gdy dwie osoby tej samej płci pozostają w związku małżeńskim) jest "niezwiązany" z systemem emerytalnym.
Dlatego, zdaniem Trybunału Sprawiedliwości UE, brytyjskie prawo "zawiera przepisy bezpośrednio dyskryminujące ze względu na płeć", co stanowi naruszenie unijnego prawa.
Sprawa wróci teraz do brytyjskiego Sądu Najwyższego.