Uchodźcy

Pogłębia się kryzys migracyjny we Włoszech

AFP
Bruksela zapowiada pomoc, żeby nie powtórzył się scenariusz grecki sprzed dwóch lat.

Od stycznia na włoskie wybrzeże przybyło z Libii już 85 tysięcy imigrantów. W praktyce nie dopływają oni do samych Włoch, bo pokonanie takiej trasy na prowizorycznie skleconych i nadmiernie obciążonych łódkach byłoby niemożliwe. Wypływają tylko na wody międzynarodowe, gdzie muszą im udzielić pomocy pływające tam statki. W dużym stopniu są to włoskie jednostki ratownicze, ale coraz częściej także statki pod banderami innych krajów, kierowane tam przez organizacje pozarządowe.

Takiej praktyce sprzeciwia się Rzym. Kilka dni temu rząd zagroził, że zamknie swoje porty dla tych niewłoskich jednostek. Jego zdaniem gdy już imigranci są bezpieczni na pokładzie, mogliby równie dobrze płynąć do Francji czy Hiszpanii. Dopiero taka groźba ze strony Włoch spowodowała, że sprawą zajęła się we wtorek Komisja Europejska, a w najbliższy czwartek będą o niej rozmawiać w Tallinie ministrowie spraw wewnętrznych UE. – Nie zostawimy Włoch samych – obiecuje Frans Timmermans, wiceprzewodniczący KE.

Ale obietnice Brukseli muszą realizować państwa członkowskie, jak do tej pory nie dość zdeterminowane, bo nie narażone bezpośrednio na falę migracyjną. Timmermans przyznaje, że tym razem, w przeciwieństwie do fali greckiej z 2015 r., przybywają głównie imigranci ekonomiczni. Nie ma więc obowiązku udzielania im schronienia. – Trzeba pracować razem z krajami pochodzenia oraz krajami tranzytu. Nawet bardziej efektywne odsyłanie imigrantów nie rozwiąże tego problemu. Trzeba ich po prostu zatrzymać tam na miejscu – powiedział.

Chodzi przede wszystkim o wzmacnianie libijskiej straży przybrzeżnej, lepszą ochronę granicy między Libią a Nigrem i Mali i współpracę z krajami pochodzenia w Afryce. Ta ostatnia obejmuje zarówno wsparcie finansowe, jak i negatywne środki w razie braku współpracy, jeśli chodzi o ochronę granic czy przyjmowanie imigrantów z powrotem. KE zaapelowała także do państw UE o przyjęcie obiecanych kwot uchodźców uzgodnionych we wrześniu 2015 roku (Polska odmówiła wykonania tego rozporządzenia), chce też, żeby opracować nowy program przesiedleń, czyli przyjmowania imigrantów bezpośrednio z krajów pochodzenia.

Ważnym elementem niezadowolenia Włoch jest zachowanie organizacji pozarządowych. Włosi chcą opracować nowy kodeks postępowania, do którego tego typu organizacje miałyby się stosować na Morzu Śródziemnym. Bruksela zgadza się z nimi. – Impuls jest zawsze pozytywny, organizacje chcą ratować ludzkie życie – zastrzega z góry Timmermans. Ale potem przyznaje, że nieodpowiedzialne zachowanie na morzu może prowadzić nie tylko do wypadków, ale także może być czynnikiem zachęcającym kolejne grupy migrantów do wyruszenia w podróż do Europy.

Kryzys we Włoszech nie osiągnął jeszcze rozmiarów greckich. Głównie dlatego, że z Libii znacznie trudniej dostać się do Włoch niż z Turcji do Grecji. Ale liczba imigrantów zwiększa się i państwa sąsiednie obawiają się niekontrolowanej fali wtórnej, czyli wędrówki imigrantów z Włoch, gdzie i tak azylu nie dostaną, na północ.

Austria zapowiedziała, że zaostrza kontrole na przełęczy Brenner, która stanowi punkt graniczny między tym krajem a Włochami. Minister obrony Peter Doskozil poinformował, że wysłał już tam wozy opancerzone, a w gotowości jest 750 żołnierzy. Wiedeń zapowiada także przywrócenie kontroli na granicy. Na to jednak potrzebuje zgody Brukseli, bo oba kraje są w strefie Schengen. – Na razie nie otrzymaliśmy żadnej informacji na ten temat – powiedział Timmermans.

—Anna Słojewska z Brukseli

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL