fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Papież Franciszek naciska na Beatę Szydło ws. uchodźców

W liście do Beaty Szydło nuncjusz powołuje się na autorytet papieża.
AFP
Od roku biskupi bez efektu proszą rząd o zgodę na utworzenie korytarza humanitarnego. Do akcji wkroczył nuncjusz.

Zdanie w kwestii uchodźców zmienia nie tylko Platforma, ale trochę także PiS. W czwartkowej rozmowie z „Rzeczpospolitą" premier Beata Szydło stwierdziła, że nie mówi „nie" pomysłowi utworzenia korytarza humanitarnego. Dodała, że rząd na razie analizuje możliwości i korytarz mógłby powstać, jeśli „uda się wypracować stanowisko satysfakcjonujące organizacje, które chciałyby współpracować z polskim rządem" w tym zakresie.

To kolejny głos czołowego polityka PiS w tej sprawie. W marcu – również w rozmowie z „Rzeczpospolitą" – o pomyśle pozytywnie wyrażał się Jarosław Kaczyński, zastrzegając, że decyzja należy do rządu.

Beata Szydło mówi, że zajęto się tym zagadnieniem, bo z inicjatywą wystąpił sam nuncjusz apostolski. To stwierdzenie zaskakujące. Pani premier ani słowem nie wspomina o tym, że od prawie roku o uruchomienie korytarzy humanitarnych zabiegają polscy biskupi. Nikt w rządzie nie podjął z nimi poważnych rozmów. Jesienią ub.r. abp Stanisław Gądecki mówił wręcz o niechęci ze strony rządzących do tego pomysłu. Sprawa stawała wprawdzie na posiedzeniach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, ale dalszego ciągu nie było.

Wszystko dotąd wskazywało na to, że rząd chce wziąć biskupów na przeczekanie. Teraz jednak władze postawił pod ścianą nuncjusz – a de facto papież Franciszek.

Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika bowiem, że abp Salvatore Pennacchio list do Szydło skierował po tym, gdy z papieżem spotkali się w Watykanie – razem z delegatem polskiego Episkopatu – przedstawiciele kilku samorządów zainteresowanych przyjęciem uchodźców. Mówili mu wówczas m.in. o oporze rządu w sprawie korytarzy. Według naszych informacji abp Pennacchio w liście do rządu powołuje się m.in. na liczne wypowiedzi papieża o konieczności pomocy uchodźcom, wspomina także o korytarzach włoskich. Stwierdza też, że do podjęcia rozmów ma upoważnienie Sekretariatu Stanu, czyli watykańskiego MSZ.

Rozpoczęcie rozmów z nuncjuszem to jednak kolejny dowód na lekceważenie przez rząd rodzimych biskupów. Pierwszą odsłonę jego dziwnej gry z Episkopatem można było bowiem zaobserwować kilka miesięcy temu. Zaledwie trzy dni po tym, gdy w liście do wiernych na Wielki Post kard. Kazimierz Nycz napisał, że korytarze trzeba utworzyć, a samorządy i parafie są gotowe do przyjęcia uchodźców, lecz brakuje zgody rządu, gabinet Szydło naprędce zorganizował wspólną konferencję ze Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Pani premier przekazała wówczas organizacji pieniądze na odbudowę szpitala w Aleppo, a jej szef – ks. prof. Waldemar Cisło – przekonywał, że korytarze są zbędne.

Ruch ten w kręgach kościelnych odebrano jako policzek wymierzony kardynałowi i pokazanie mu, gdzie jest jego miejsce. Oficjalnie żaden z hierarchów tego nie komentował, ale na marcowym posiedzeniu Episkopatu w prywatnych rozmowach biskupi nie kryli rozczarowania.

Teraz sprawa przybiera podobny obrót. Ewentualna zgoda na korytarze będzie odebrana jako sukces abp. Pennacchia – nie Episkopatu. Rząd wcale nie musi też uruchamiać korytarza z Caritas Polska, która została do tego upoważniona przez biskupów. Nie musi tego robić we współpracy z działającą także w Polsce Wspólnotą Sant'Egidio, która takie korytarze koordynuje we Włoszech, a na której doświadczenie wiele razy powoływał się kard. Nycz.

Bardziej prawdopodobne, że zrobi to ze Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie, za pośrednictwem którego przekazuje już do Syrii pieniądze. Sceptyczne podejście stowarzyszenia do idei korytarzy, które stoi na stanowisku, że lepsza jest pomoc w miejscu konfliktu, rodzi zaś podejrzenie, że rzecz idzie o przyjęcie jak najmniejszej liczby uchodźców. Nie 300–400 osób, jak chcą biskupi, lecz np. 100. Dla świętego spokoju. Tylko po to, by pokazać Watykanowi, że los uchodźców nie jest rządowi obojętny.

Ta strategia może jednak nie przynieść oczekiwanego rezultatu, a w dłuższej perspektywie rząd na niej straci. Arcybiskup Salvatore Pennacchio jest wprawdzie w Polsce zaledwie od pół roku, ale bywa na posiedzeniach Episkopatu i spotyka się z hierarchami przy innych okazjach. Ma zatem orientację w sprawie i trudno będzie zamydlić mu oczy. Inna rzecz, że rząd – zapewne jeszcze nieraz w tej kadencji – będzie potrzebował, przynajmniej cichego, wsparcia biskupów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA