fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Hollande na miejsce Merkel

Abdelhamid Abaaoud został zabity w środę w Saint-Denis. To on zorganizował zamachy w Paryżu. A także cztery z sześciu ataków, jakim od lata udało się zapobiec francuskiej policji
AFP
Prezydent Francji rozprawia się z terrorystami i chce zabezpieczyć Unię przed falą uchodźców. To alternatywa dla planów słabnącej kanclerz otwarcia szeroko bram Europy.

Specjalne oddziały francuskiej policji RAID odniosły w czwartek spektakularny sukces. Po trwających wiele godzin badaniach prokurator Paryża François Molins ogłosił, że zabity dzień wcześniej w Saint-Denis terrorysta to rzeczywiście Abdelhamid Abaaoud, organizator nie tylko piątkowych zamachów, ale także czterech spośród sześciu ataków, jakim udało się francuskiej policji zapobiec w ostatnich miesiącach.

To jednak nie oznacza końca zagrożenia dla Francji. Przeciwnie, występując w Zgromadzeniu Narodowym, premier Manuel Valls ostrzegł, że „nie może wykluczyć w najbliższym czasie ataku z użyciem broni biologicznej lub chemicznej".

– Znajdujemy się w stanie wojny. Nie wojny, do której nas przyzwyczaiła historia. Nie, wojny nowego typu, zewnętrznej i wewnętrznej, w której terror jest najważniejszym celem i główną bronią – mówił szef rządu.

Chwilę później deputowani przyjęli przytłaczającą większością 551 głosów „za" przy sześciu „przeciw" ustawę o przedłużeniu o trzy miesiące stanu wyjątkowego, w której wprowadzono szereg nowych przepisów pozwalających na skuteczną walkę z terroryzmem. Od tej pory każdy podejrzany będzie mógł być zatrzymany bez postawienia zarzutu na 72 godziny, a nie 24, jak do tej pory. Aresztowani mogą zostać wszyscy podejrzani o przygotowywanie działań wymierzonych w porządek publiczny. Władze będą mogły przeszukać wszystkie lokale bez zezwolenia sądu. Wyjątkiem mają być biura posłów, redakcje gazet i kancelarie adwokackie. W nowych przepisach wycofano możliwość kontroli prasy przez władzę, ale przewidziano natychmiastową delegalizację organizacji wzywających do przemocy lub takich, do których należały osoby aresztowane.

To tylko część zmian. Służby specjalne otrzymały nakaz przygotowania substancji, które mogłyby zneutralizować ewentualny atak chemiczny. Generalna Dyrekcja Policji Narodowej (DGPN) wydała wszystkim funkcjonariuszom polecenie noszenia broni, wraz ze specjalnymi opaskami, także poza czasem służby. Hollande nakazał także zatrudnić 8,5 tys. dodatkowych policjantów.

Od zamachów 13 listopada prawdziwe oblężenie przeżywają punkty rekrutacji armii: każdego dnia zgłasza się półtora tysiąca ochotników!

– Zamachy z dnia na dzień zmieniły nastroje społeczne. Naród jednoczy się wokół prezydenta, który jeszcze niedawno był bardzo mało popularny – mówi „Rz" Camille Grand, dyrektor paryskiej Fundacji na rzecz Badań Strategicznych (FRS).

Działania Hollande'a, które obejmują także zdecydowaną walkę z Państwem Islamskim w Syrii, popiera aż 73 proc. Francuzów – wynika z sondażu dla dziennika „Le Parisien". Aż 91 proc. pytanych uważa za słuszne pozbawienie francuskiego obywatelstwa islamistów, 84 proc. – poszerzenia uprawnień policji. Prezydent zdobywa nawet poparcie 63 proc. zwolenników prawicy. I, co może być najbardziej znaczące, 62 proc. opowiada się za przeprowadzeniem przez francuską armię ofensywy lądowej, choć Hollande takiej opcji nie rozważa.

Prezydenta wziął nawet w obronę Alain Juppé, mer Bordeaux i jeden z przywódców opozycyjnej partii Republikanie. Hollande'a zaatakował bowiem jego poprzednik Nicolas Sarkozy. Zarzucił mu, że po zamachach na „Charlie Hebdo" „zbyt wolno" wprowadzał zabezpieczenia państwa. Tyle że w latach 2007–2012 to Sarkozy, który sam siebie określał „pierwszym gliną" Francji, zlikwidował 10 tys. etatów w policji. Z tego powodu francuskie służby nie były w stanie kontrolować 10,5 tys. osób figurujących na listach „S" (Suretéu de l'Etat – groźny dla bezpieczeństwa państwa).

– Trzeba mieć choć trochę skromności. Przed 2012 r. nie wszystko było znakomite, a po 2012 r. nie wszystko jest katastrofalne – mówi Juppé, który według sondaży ma większe szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich 2017 r. niż sam Sarkozy.

Pozycja Hollande'a po zamachach się umacnia, podczas gdy zaufanie do Angeli Merkel z powodu gwałtownego napływu uchodźców do Niemiec słabnie. Kanclerz ufa już tylko 47 proc. rodaków, natomiast 38 proc. domaga się jej przedterminowej dymisji.

- Francja stanęła w obliczu śmiertelnego zagrożenia i siłą rzeczy stawia na bezpieczeństwo. To inne perspektywa rozwiązania problemu uchodźców niż ta, którą od lata lansuje Merkel – mówi Grand, choć podkreśla, że Hollande także stawia w tej sprawie na współpracę w Unii.

Szczególna różnica między Paryżem a Berlinem dotyczy obowiązkowego systemu podziału uchodźców.

– Jeszcze przed zamachami Francja na takie rozwiązanie się nie zgadzała. W obecnej atmosferze jest to tym bardziej niemożliwe – mówi Grand.

We wrześniu Hollande zgodził się przyjąć dobrowolnie 24 tys. uchodźców – proporcjonalnie do potencjału kraju tyle samo co Polska (9,5 tys.). Ale to tylko kropla w morzu, skoro w tym roku Niemcy spodziewają się nawet 1 mln uchodźców.

Francja stawia teraz przede wszystkim na wprowadzenie ścisłych, systematycznych kontroli osób przekraczających granice zewnętrzne Unii oraz jednolitego rejestru pasażerów linii lotniczych w całej Unii.

– W nowym układzie to Hollande w większym stopniu niż Merkel będzie nadawał ton w debacie nad rozwiązaniem problemu uchodźców. Kluczowe kraje Unii, takie jak Hiszpania, Polska, Włochy i Wielka Brytania, także nie zgadzają się na obowiązkowy system podziału uchodźców – uważa Grand.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA