Reklama

„Wujaszek Wania" Wyrypajewa: znakomity spektakl z gwiazdami

„Wujaszek Wania" to teatralne delikatesy z gwiazdorskimi rolami Karoliny Gruszki, Andrzeja Seweryna i Macieja Stuhra.

Publikacja: 11.12.2017 17:36

Foto: Teatr Polski, Kasia Chmura-Cegiełkowska

„Koniec komedii!" – oznajmia w warszawskim Teatrze Polskim Astrow (Maciej Stuhr), tracąc nadzieję na miłość Heleny (Karolina Gruszka). A Iwan Wyrypajew potraktował te słowa jako wskazówkę do wyreżyserowania ludzkiej komedii z dystansem.

W drewnianym rosyjskim domu, otoczonym świerkowym lasem, zaprojektowanym przez Annę Met jest samowar, a nawet kaflowy piec. Zamiast czechowowskiej melancholii z teatralnych stereotypów reżyser woli bowiem pokazać, jak buzują ludzkie nadzieje i emocje. Oglądamy dwugodzinną reżysersko-aktorską szarżę. Do walki o serce Heleny zrywa się nawet zazwyczaj smętny tytułowy bohater (Dariusz Chojnacki), równie głośny i dynamiczny jak Astrow – protoplasta ekologów, krytykujący wycinkę puszczy.

Znacząca jest scena sortowania chrustu przez Marynę i Telegina. O, jakże Anna Nehrebecka i Szymon Kuśmider są w niej pedantyczni. Tylko po to, by jednym zabawnym gestem unieważnić wykreowany teatralny realizm. Znajdowalibyśmy się w samym jego centrum, gdyby nie to, że nad sceną zawisnął neon o treści „Wujaszek Wania. Antoni Czechow".

Neon – sam w stylu retro – bierze teatralne retro w cudzysłów. Każdy akt zaczyna się staroświecko podniesieniem kurtyny, ale towarzyszy temu głos konferansjera anonsujący „sceny z życia ziemiaństwa". Gwiazdy, w tym Teresa Budzisz-Krzyżanowska (Wojnicka), nie przeżywają dramatu postaci, jak kazał twórca psychologicznego teatru Stanisławski. Bawią się rolami, jak Wyrypajew bawi się teatrem.

Efekt „teatru w teatrze" podkreśla również nałożony drewniany podest służący do grania aktorskich solówek – wyraźnie i głośno.

Reklama
Reklama

Widzowie, którzy czują się znużeni eksperymentami, wulgaryzmami i nagością, oglądają spektakl „jak w starych dobrych czasach". Wszystko ma być piękne jak znakomita Karolina Gruszka i Ewelina Pankowska, która o swojej postaci Soni mówi, że choć jest dobra, to brakuje jej urody. Katarzyna Lewińska zaprojektowała zaś eleganckie kostiumy z epoki.

Teatralne piękno jest nam serwowane jak morfina z kuferka doktora Astrowa. Widzowie mają się zrelaksować, bo przecież na co dzień są zaharowani niczym Wania w finałowej scenie. A bywa też, że nieszczęśliwi jak tytułowy bohater, Sonia, Astrow czy Helena. Cierpi nawet nieczuły na innych profesor Serebriakow. Andrzej Seweryn prezentuje postać z Moliera i Gogola – hipochondryka opatulonego trzema kocami. To kabotyn, egoista i leń. Dlatego, gdy Seweryn z mistrzowskim przerysowaniem akcentuje kwestię „Trzeba coś robić!", widzowie odpowiadają gromkim śmiechem.

Chociaż oglądamy komedię, scena, w której Helena i Astrow wyznają sobie skrywane dotąd uczucia i wydaje się, że są blisko szczęścia, wywołuje wzruszenie. Towarzyszący spektaklowi blues ustępuje magii dzwoneczków. Połykamy teatralny haczyk Iwana Wyrypajewa i chcielibyśmy, żeby tulącym się po raz pierwszy bohaterom powiodło się w życiu tak jak nam samym.

Tylko od nas zależy, czy nie staniemy się ofiarami własnej niemocy – podpowiada Wyrypajew, który zrealizował swoje kolejne marzenie: stworzył stylową komedię, jakiej nie było w teatrze polskim od lat.

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama