fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Wiesław Dymny: krakowski Leonardo da Vinci

Anna i Wiesław Dymni. Zdjęcie z wystawy w krakowskim MOCAK-u
Archiwum
Krzysztof Materna, autor spektaklu „Dymny", przypomina wyjątkowego artystę i jego twórczość.

Przypomnijmy, kim był Wiesław Dymny, pierwszy mąż wybitnej aktorki Anny Dymnej?

Nazywano Wiesława ze względu na jego wszechstronność Leonardem da Vinci tamtych lat, bo studiował malarstwo, rzeźbił, za opowiadania otrzymał prestiżową Nagrodę Kościelskich. Pisał wiersze, piosenki, scenariusze, współtworzył kabaret Piwnica pod Baranami. Jeśli pamięć o nim osłabła, to chyba dlatego, że jak wielu ówczesnych artystów nie myślał o pijarze i lansowaniu się, tylko tworzył dla satysfakcji i uznania kolegów.

Co budowało pozycję Dymnego?

Napisał scenariusze do zjawiskowych filmów Henryka Kluby „Chudy i inni" oraz „Słońce wschodzi raz na dzień", gdzie zagrał m.in. z Wiesławem Gołasem, Franciszkiem Pieczką i Leonem Niemczykiem. Występował też w filmach „Sól ziemi czarnej" Kazimierza Kutza i „Wszystko na sprzedaż" Andrzeja Wajdy. Niedawno dowiedziałem się, że pisał dialogi do serialu „Doktor Ewa". Stworzył ponad pięćset piosenek dla zespołu Szwagry, którego był kierownikiem literackim, z czego 250 to były przeróbki cudzych przebojów naznaczone jego piętnem. W spektaklu, który przygotowuję w Teatrze Polskim w Szczecinie, przypominamy przebój Paula McCartneya „She's A Woman" w interpretacji Wieśka pod tytułem „A ty już jesteś śpiąca".

Słuchamy jego piosenek, a nie wiemy, że je napisał.

To prawda. Gdy mówimy „Czarne Anioły", pierwsze skojarzenie łączy tę piosenką z Ewą Demarczyk. Wygrała nią festiwal w Opolu, a słowa do muzyki Zygmunta Koniecznego napisał Dymny. „Pejzaż horyzontalny" kojarzy się Marylą Rodowicz, a piosenkę stworzył duet Jan Kanty Pawluśkiewicz–Wiesław Dymny. Mówimy o „Moim Aniele" Grzegorza Turnaua czy „Mojej czarownicy" Skaldów, a za tymi przebojami kryje się Wiesiek w towarzystwie wybitnych kompozytorów. Zamawiali u niego teksty, po pisał piękną poezję nadającą się do śpiewania. Anna Dymna, z którą byłem na roku w szkole teatralnej, otworzyła przede mną całe archiwum Wieśka i dowiedziałem się jeszcze więcej o jego liryczności. Udostępniła mi przepiękne listy, które do niej pisał, pełne niesłychanej wrażliwości, delikatności, choć sam Wiesiek w codziennym kontakcie był dość chropowaty, ascetyczny. Jednocześnie współtworzył najwspanialszy okres Piwnicy pod Baranami z Ewą Demarczyk, Stanisławem Radwanem, Zygmuntem Koniecznym.

Co dał Piwnicy Dymny?

Kolosalną dawkę absurdalnego poczucia humoru, ale także ocenę rzeczywistości i polskiej mentalności. Słynął z satyry politycznej, m.in. jako autor monologu „Na przykład Majewski", który był parodią towarzysza Wiesława Gomułki. Wzmacniał też Piwnicę jako dostawca tekstów dla innych, bo nie wszystkie wykonywał sam. Gdybym miał wymienić największe indywidualności Piwnicy pod Baranami, to wraz z założycielem i liderem Piotrem Skrzyneckim główną postacią był właśnie Dymny, ze swoją wszechstronnością i talentem wykonawczym.

A kim był dla pana?

Guru. Niesłychanie mi imponował, czułem się w jego towarzystwie wniebowzięty, zazdrościłem mu wszystkich talentów. Pozostawaliśmy w bliskich relacjach mistrz–uczeń przez co najmniej trzy lata. Byłem dumny, gdy odprowadzał mnie na dworzec, kiedy szedłem do wojska, a wcześniej troskliwie ostrzygł na zero, żebym nie dostał wszawicy.

Jak się spotkaliście?

To był początek lat 70., kiedy byłem już studentem wydziału aktorskiego, występowałem w studenckich kabaretach i prowadziłem Festiwal Piosenki Studenckiej, działając w duecie z Markiem Pacułą. To były takie czasy, że chodziło się wokół krakowskiego Rynku i wystarczyło wejść do kawiarni lub zejść do piwnicy, żeby spotkać nieprawdopodobne grono indywidualności. Kraków buzował od talentów. W Piwnicy był Skrzynecki, w Starym Swinarski, Wajda, Jarocki, a w tym pejzażu działał również Tadeusz Kantor. Do tych, którzy byli nam mentalnie najbliżej – my, młodzi, dosiadaliśmy się. Poznał mnie z Dymnym Jurek Cnota, który był jego prawą ręką. Chodził za nim z chlebaczkiem, a w chlebaczku była flaszeczka, bo nie ukrywajmy, że wiele twórczych dzieł powstawało w alkoholowych oparach. My też z Markiem Pacułą nosiliśmy za Wieśkiem flaszkę. Dlatego również ze względów osobistych przedstawienie jest dla mnie wyzwaniem i jestem wdzięczny, że gdy Jerzy Hausner wpadł na pomysł spektaklu, by wzbogacić nią program swojej cyklicznej konferencji ekonomicznej, zwrócił się właśnie do mnie. Przez długie lata Marek Pacuła był naturalnym kontynuatorem dorobku Dymnego po jego śmierci, dlatego nigdy nie pomyślałem, żeby zajmować się tą twórczością. Bardzo przeżyłem nagłą śmierć Marka, a propozycja Jerzego Hausnera wzmocniła jeszcze myśl, żeby przypomnieć twórczość Dymnego, złożyć mu ukłon, wspominając go.

Skąd pomysł premiery w szczecińskim Polskim?

Jego dyrektor Adam Opatowicz kultywował pamięć o Wiesławie Dymnym już 25 lat temu, organizując festiwal „Dymnalia". Repertuar Polskiego oparty jest na znakomitej literaturze, zaś muzyczne premiery przypominają Tuwima, Słonimskiego, Hemara, Starszych Panów czy Wojciecha Młynarskiego. A sala jest zawsze pełna.

Co zobaczymy na scenie?

Scenariusz mieści się pomiędzy konwencją prawie musicalową i tym, co nazywamy przebojami, a tekstami równie pięknymi, mądrymi, ale wymagającym większej uwagi. Jest w nim niemal obsesyjny tekst „Siedem bestii" czy ważny dla mnie „Pokój". Wyodrębniłem dwie części, korzystając z tekstu „Karczmy żydowskiej", będącej opisem mentalności Polaków, który sprawdza się w sposób absolutny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA