fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Skok Janosika na Wieliczkę

Pejzaż podhalański, 1924
Muzeum
Władysław Skoczylas, ojciec drzeworytu polskiego, przypomniany na świetnej wystawie.

Dumna sylwetka zbójnika wykonującego taneczne pas nad ogniskiem, uzbrojonego w siekierę i pistolet czy posągowy Janosik naciągający cięciwę łuku – to grafiki rozpoznawalne na pierwszy rzut oka. Wszystko to czarno-białe, mocne, zarazem dekoracyjne i syntetyczne; utrzymane w ludowej stylizacji, jednocześnie wyrafinowane, eleganckie.

Wiadomo, że ich autor to Władysław Skoczylas (1883–1934). Jego prace są też symbolem czasów, gdy Polska odzyskała niepodległość. Wówczas Polacy tęsknili za własnymi bohaterami. I odnaleźli ich w sztuce Skoczylasa.

Polskie, ale i modne

Zarazem jego prace wpisują się w klimat dwudziestolecia międzywojennego, podobnie jak malowidła Zofii Stryjeńskiej czy rzeźby Jana Szczepańskiego: mariaż modnej stylistyki art déco z folklorem. Tak powstała sztuka oddająca ducha narodu, przy tym nie zaściankowa czy wtórna, do tego dobrze przyjmowana w Europie.

– To nie jest przypadek, że prezentujemy dorobek Władysława Skoczylasa w Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce – zapewnia Klementyna Ochniak-Dudek, współorganizatorka przedsięwzięcia. – Tu się urodził i spędził dzieciństwo, a potem rodzina przeniosła się do pobliskiej Bochni. Nasze muzeum nabyło zestaw prac bezpośrednio od wnuczki artysty, co wraz z kolekcją warszawską daje pełny obraz jego dokonań. Dodam zaś, że inicjatywa zorganizowania pokazu w Wieliczce wyszła ze strony profesor Maryli Sitkowskiej, kuratorki wystawy i autorki obszernej monografii Skoczylasa.

Nie dany mu był długi żywot – zmarł w wieku 51 lat, niespodziewanie zaatakowany przez białaczką. A zdawał się niezniszczalny, o niespożytej energii. Jego aktywność nie ograniczała się do sztuki. Nauczał (m.in. w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, potem przekształconej w akademię), organizował nowe formacje artystyczne – poza Rytmem także Stowarzyszenie Artystów Grafików „Ryt", pełnił dyrektorskie funkcje w Ministerstwie Wyznań i Oświecenia Publicznego, angażował się w rozmaite inicjatywy, choćby w organizację Instytutu Propagandy Sztuki – alternatywę dla tradycyjnej Zachęty.

Nade wszystko zawdzięczamy mu renesans drzeworytu – najstarszej, znanej od średniowiecza techniki graficznej świata. Do dziś jego teki – „Zbójnicka" i „Podhalańska"– stanowią niedościgły wzorzec połączenia mistrzostwa warsztatowego i bezbłędnie znalezionej formy. Znakomicie opanował także akwarelę, co uwidacznia się we wczesnych pejzażach Podkarpacia, Kazimierza Dolnego czy w krajobrazach włoskich. Doskonale radził sobie z projektowaniem książek i plakatów, czego dowodem jest afisz zapowiadający bal studentów w 1905 roku.

Człowiek dumny

Nie unikał portretów, w młodzieńczej fazie kobiecych, łagodnych, miękkich. Z czasem stworzył własny gatunek człowieka – symbol dumy i wolności. Inspirował się wyglądem mieszkańców Skalnego Podhala, lecz w istocie wykreował wizerunek legendę.

Pokazał rodakom ludzi pięknych fizycznie i charakterologicznie. Niezależnych, dzielnych, rządzących się własnym kodeksem moralnym. Ich sylwetki zdają się wyciosane w twardej materii, twarze mają rysy wyraziste, charakterne.

A przecież nie urodził się dla sztuki, lecz dla... górnictwa. Syn sztygara w Wieliczce, potem Bochni, niewiele miał danych, by stać się tak wpływową postacią w sztukach plastycznych. Zadecydowały o tym liczne talenty, niezmordowana pracowitość i charyzmatyczna osobowość. Te cechy ujawniają się w autoportrecie: choć pozbawiony urody amanta, zwraca uwagę intensywnością spojrzenia.

Dodajmy, że Skoczylas trafił ze swą sztuką na właściwy moment. I nie był sam. Miał obok siebie podobnie myślących i w zbliżonym stylu tworzących znakomitych rzeźbiarzy, malarzy, projektantów.

Te wyzwania podjęli artyści zrzeszeni w ugrupowaniu Rytm. Myśl zaiskrzyła w roku 1921 w środowisku stołecznych twórców z tego samego pokolenia, urodzonych w latach 80. XIX wieku. Studiowali na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, potem obowiązkowo dokształcali się w Paryżu; w kraju zadebiutowali krótko przed I wojną. Po jej zakończeniu musieli debiutować ponownie, już w zupełnie innych okolicznościach polityczno-geograficznych.

W 1922 roku dziesięciu zuchów wystąpiło z pierwszym pokazem w warszawskiej Zachęcie. Był wśród nich Skoczylas, któremu przypadła rola teoretyka formacji.

Skoczylas pisał: „Głównym celem Rytmu jest osiągnięcie możliwie wysokiego poziomu artystycznego wystaw, z szerokim uwzględnieniem współczesnych tendencji artystycznych".

Rytm przez dekadę uchodził w Polsce za grupę przodującą. Nic dziwnego – jej członkowie nie byli radykalni, stosowali złoty umiar, nawiązywali do klasyki, no i mieli świetny warsztat.

Właśnie z warsztatem Skoczylasa wystawa w Wieliczce pozwala się zapoznać. Można obejrzeć narzędzia, których używał, prześledzić kolejne etapy pracy, od szkiców po wykończone kompozycje. A podczas wernisażu będą wykonywane odbitki z oryginalnej matrycy zrobionej ręką artysty.

Władysław Skoczylas, Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, wystawa czynna od dziś do 12 czerwca 2016 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA