fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Program jest kosztowny, a kołdra za krótka

Mirosław Gronicki, były minister finansów
Rzeczpospolita, Robert Gardziński Robert Gardziński
Wkrótce okaże się, że wzrost dochodów, które mają finansować wydatki socjalne, nie będzie nadążać za wzrostem tych wydatków - mówi Mirosław Gronicki, były minister finansów.
Rz: Jak pan ocenia program 500+ po pierwszym roku?
Mirosław Gronicki: Mam mieszane uczucia. Ten program został tak zdefiniowany, że trafia do większości rodzin w Polsce, a jednocześnie pomija osoby najbardziej potrzebujące. Dodatki na dzieci otrzymują rodziny bardzo zamożne, choć dla nich ta pomoc ma niewielkie znaczenie. Za to samotna matka wychowująca dziecko i zarabiająca 1,7 tys. zł albo rodzina z jednym dzieckiem, o zarobkach 2,5 tys. zł na miesiąc, nie dostanie żadnego wsparcia, choć ich dochody są relatywnie niskie.
Jakich zmian należałoby dokonać w programie?
Z politycznego punktu widzenia wiadomo, że partia, które chciałaby zlikwidować ten program czy też znacząco go ograniczyć, zostałaby odpowiednio potraktowana przez wyborców. Bo wyborcy, większość Polaków, są zadowoleni z dodatków na dzieci. Ale rzeczą rządzących jest rozsądne wydawanie publicznych środków, a 500+ w niektórych aspektach nie jest rozsądny. Część pieniędzy można zaoszczędzić i przeznaczyć na osoby, które tego najbardziej potrzebują.
Jak i ile można zaoszczędzić?
Stworzyć górną granicę dochodów, od której te 500 zł by nie przysługiwało. Oczywiście odpowiedź na pytanie, ile by to przyniosło oszczędności, zależy od tego, na jakim poziomie zostałaby ustalona taka granica. Ale gdyby to było przykładowo 2 tys. zł na osobę, to myślę, że wystarczyłoby na dodatki na dzieci dla tych rodzin, które dzisiaj nie są beneficjentami systemu, a być powinny.
Koszt programu 500+ to ok. 23 mld zł. Czy nas na to w ogóle stać? Jeszcze rok temu wydawało się, że taki wydatek spowoduje katastrofę, teraz rząd przekonuje, że spokojnie mieści się w budżecie państwa.
Rzeczywiście, do bankructwa państwa ten program nie doprowadza, ale to wcale nie znaczy, że jest bezpieczny dla finansów publicznych. Tym bardziej że rząd dokłada kolejne programy niezwykle kosztowne dla państwa. Wkrótce okaże się, że wzrost dochodów, które mają finansować wydatki socjalne, nie będzie nadążać za wzrostem tych wydatków. Co się stanie wówczas? Jak mówiłem, ze względów politycznych likwidacja programu nie wchodzi w rachubę, rząd będzie więc albo ograniczał inne wydatki, także te socjalne, albo podnosił podatki, albo zwiększy deficyt.
Nie wierzy pan, że uda się uszczelnić system podatkowy na tyle, by tylko w 2017 r. znaleźć dodatkowe 10 mld zł?
To nie jest kwestia wiary, tylko chłodnej analizy tego, co się dzieje. Dziś bez emocji można powiedzieć, że program jest kosztowny, a kołdra za krótka.
Czy program spełnił swoje cele?
Jeśli chodzi o demografię, wolałbym się nie wypowiadać. Jako ekonomista patrzę przede wszystkim na wskaźniki ekonomiczne. Czy pomógł w zwiększeniu konsumpcji? Tak, bo konsumpcja rośnie szybciej niż długookresowe trendy. Czy pomógł gospodarce? Nie, bo jednocześnie przyhamowały inwestycje i tempo wzrostu osłabło. Więc dobrobyt narodowy, konsumpcja, w jednym roku lekko się podniesie, o ok. 2 proc. A przez ostatnie 25 lat spożycie prywatne wzrosło 2,5-krotnie dzięki realnym zmianom w gospodarce. Wydawanie publicznych pieniędzy na programy społeczne nigdy nie było i nie będzie sposobem na trwałe podniesienie wzrostu gospodarczego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA