fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Po szczycie G20: Wojny handlowej nie ma

Uczestnicy szczytu. Przywódcy 19 krajów należących do G20, Unii Europejskiej, instytucji międzynarodowych oraz państw zaproszonych (Gwinei, Hiszpanii, Holandii, Norwegii, Senegalu, Singapuru, Wietnamu), czyli prezydenci, król saudyjski, szefowie rządów: w środku gospodyni Angela Merkel, szefowie instytucji unijnych, szefowie ONZ, MFW, Banku Światowego, WHO, OECD i Międzynarodowej Organizacji Pracy.
PAP/EPA
Przeciwnicy i zwolennicy wolnego handlu, czyli Trump i reszta świata, chwilowo pogodzeni.

Korespondencja z Brukseli

Angela Merkel, gospodyni hamburskiego spotkania, uparła się, żeby przywódcy najważniejszych gospodarek świata, zarówno krajów rozwiniętych, jak i rozwijających się, wydali na koniec szczytu G20 wspólny komunikat. Może mówić o dyplomatycznym sukcesie.

Udało się wynegocjować dokument, który podtrzymuje determinację 19 uczestników szczytu w realizacji postanowień szczytu klimatycznego w Paryżu. Choć przyjmuje do wiadomości zamiar USA wycofania się z tego porozumienia. I wypowiada walkę protekcjonizmowi, czego chciała UE. Choć podkreśla prawo do uzasadnionego blokowania stosowanych pod płaszczykiem globalizacji nieuczciwych praktyk handlowych, przy czym upierały się USA. Jeśli skutkiem spotkania w Hamburgu będzie walka ze zmianą klimatyczną, bez złudzeń odnośnie do USA, i uniknięcie amerykańskich karnych ceł, to będzie można mówić o wielkim sukcesie. Pokazuje to, jak głęboka wyrwa zrobiła się w świecie zachodnim, skoro cieszyć się należy z tego, że USA nie wywołają globalnej wojny handlowej.

Stalowe starcie

Bo że poziom oczekiwań w relacjach z USA zjechał do zera, to wiadomo już od kilku miesięcy. Waszyngton wycofał się na pozycje izolacjonistyczne w gospodarce i nie zamierza uczestniczyć w dalszych postępach globalizacji. Prezydent Trump zerwał podpisane przez poprzednią administrację, ale ciągle nieratyfikowane, Partnerstwo Transpacyficzne. Zamroził też negocjacje nad TTIP, czyli porozumieniem z UE. Warto pamiętać, że to drugie miało nie tylko znosić cła czy pozacelne bariery w handlu. Mowa była o ułatwieniach inwestycyjnych, dopuszczeniu do przetargów publicznych, ale przede wszystkim bardzo daleko idącej współpracy regulacyjnej.

TTIP miał na przyszłość ustalić standardy dla reszty świata. Waszyngton pod nowym przywództwem nie chce takich wpływów, bo handel widzi w ujęciu bardzo transakcyjnym. Czyli ile USA sprzedają do UE, a może nawet konkretniej do Niemiec, i ile od niej kupują. A ponieważ mają deficyt, więc w żadne porozumienia nie zamierzają się angażować.

Już ta pasywność Ameryki wydawała się wystarczająco pesymistyczna. Ostatnio okazało się jednak, że Waszyngton może iść nawet dalej i wypowiedzieć wojnę handlową swoim naturalnym sojusznikom, jak UE czy Kanada. Tydzień temu na wewnętrznym spotkaniu w Białym Domu dyskutowano o wprowadzeniu karnych ceł na stal. Tylko pozornie jest to postulat wymierzony w Chiny. Rzeczywiście ten kraj zalewa świat tanim dotowanym surowcem, ale w ostatnich latach jego sprzedaż do USA znacząco spadła. Ameryka kupuje natomiast wiele stali od innych, których trudno posądzić o nieuczciwe praktyki handlowe, jak choćby od UE czy Kanady. I dlatego ta zapowiedź stała się jednym z głównych tematów szczytu G20. Strona europejska groziła, że odpowie środkami odwetowymi i zablokuje np. import amerykańskich produktów rolno-spożywczych.

Amerykanie mieliby raczej nikłe podstawy, żeby taką wojnę wywołać, bo prezydent chciałby to zrobić na podstawie przepisów mówiących o względach bezpieczeństwa narodowego.

Upadek hut w tej kategorii się nie mieści. Ale skoro poważnie to rozważa, wbrew swoim doradcom, świadomy rewanżu i przegranej batalii w WTO, to znaczy, że gotów jest na wszystko. Dlatego dyskusja na ten temat w Hamburgu i wynegocjowane zapisy są tak ważne. Bo Amerykanie zgodzili się, żeby była tam mowa o otwartych rynkach i walce z protekcjonizmem, ale jednocześnie na ich wniosek wpisano zdanie mówiące o walce z nieuczciwymi praktykami handlowymi z użyciem uzasadnionych instrumentów ochronnych. I zawarto fragment sugerujący, że Chiny mają szybko się zająć swoimi nadwyżkami stali. Do listopada ma powstać raport zawierający planowane konkretne posunięcia. Te dyplomatyczne sformułowania mogą powstrzymać Trumpa przed rozpętaniem wojny handlowej. Choć gwarancji oczywiście nie ma.

Nie tuszować różnic

W sprawie klimatu też ambicje były bardzo ograniczone. Nikt nie wierzył, że Trump zmieni zdanie i pozostanie przy porozumieniu paryskim. – Jest zupełnie jasne, że w tej sprawie nie może być jednomyślności. Ale nie próbowaliśmy tuszować różnic, jasno o nich mówimy w naszym komunikacie – powiedziała Angela Merkel.

Z punktu widzenia zwolenników tej umowy ważne jest, że nikt inny nie próbuje wykorzystywać decyzji Waszyngtonu jako pretekstu do odłączenia się od porozumienia. USA z kolei obiecują, że będą się angażować w inicjatywy niskoemisyjne. W zamian dostali zapis uznający ich prawo do współpracy z innymi w dostarczaniu im paliw kopalnych, które będą używane w sposób czystszy i bardziej efektywny. To ważne dla Polski, która chce LNG od Amerykanów.

Trump i Brytyjczycy

Szczyty G20 są zawsze okazją do spotkań dwustronnych. Pozornie obiecujące było spotkanie prezydenta USA z premier Wielkiej Brytanii i obietnica szybkiego wynegocjowania dwustronnego porozumienia handlowego.

– Pracujemy nad umową handlową, która będzie bardzo, bardzo duża i bardzo znacząca, wspaniała dla obu krajów i myślę, że osiągniemy to bardzo, bardzo szybko – powiedział Trump w typowym dla siebie stylu. Faktycznie jednak może się to okazać całkiem skomplikowane. Bo Londyn nie może się angażować w żadne negocjacje z krajami trzecimi, póki jest w Unii, czyli do 29 marca 2019 roku. Nawet gdyby chciał to skrycie uczynić, to trudno, żeby na linii Waszyngton–Londyn pojawiły się jakieś konkrety, dopóki nie będzie wiadomo, jakie relacje handlowe będą łączyły w przyszłości Wielką Brytanię z UE. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA