fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ukraina: kryzys bez końca

W parlamencie następuje powolny rozpad koalicji rządzącej
STR/NurPhoto
Prezydent Poroszenko odwołał wizytę w Londynie z powodu politycznych kłopotów w Kijowie.

W parlamencie zaczęła się rozsypywać większość, która ledwo miesiąc temu wybrała nowy rząd Wołodymyra Hrojsmana.

Odrzucono kandydaturę jednego z bliskich współpracowników prezydenta na prokuratora generalnego. Nie wiadomo, czy deputowani przyjmą program współpracy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, którego delegacja przyjechała właśnie do Kijowa.

„Kilkumiesięczna walka z rządem Arsenija Jaceniuka i jego dymisja nie stały się wcale końcem (politycznego) kryzysu, ale wejściem w kryzys" – stwierdził ukraiński publicysta Witalij Portnikow.

Detonatorem okazały się głosowania nad kandydaturą Jurija Łucenki na prokuratora generalnego. Poprzedni został usunięty ze stanowiska po trzymiesięcznych awanturach w parlamencie. Zarówno deputowani, jak i zachodni partnerzy Kijowa zarzucali mu, że uporczywie nie zwalcza korupcji na Ukrainie. Ta z kolei podminowuje nowe władze, spośród których co chwila ktoś jest oskarżany o nieuczciwość.

Panama w Kijowie

Ostatnią ofiarą tej fali stał się sam prezydent. W opublikowanych w zeszłym tygodniu kolejnych dokumentach afery Panama Papers znajduje się aż nadto dowodów na to, że wyprowadzał pieniądze do rajów podatkowych.

– Bardzo możliwe, że Poroszenko wykorzystał po prostu kryzys parlamentarny jako pretekst, by nie jechać do Londynu – powiedział „Rz" jeden z kijowskich analityków. W Londynie bowiem prezydent miał wziąć udział w międzynarodowej konferencji na temat korupcji. Brytyjski premier David Cameron już stał się autorem skandalu, mówiąc przy mikrofonach (których nie zauważył), że Nigeria i Afganistan to „bardzo skorumpowane kraje". Poroszenki w tym kontekście nie wymienił, ale bez wątpienia po publikacji ostatnich dokumentów Panama Papers jego pobyt w Londynie nie byłby przyjemny.

Ale Panama dopadła go i w Kijowie. Przywódca populistycznej frakcji Partii Radykalnej Ołeh Laszko zablokował trybunę i żądał, by rozpoczęto śledztwo w sprawie pieniędzy prezydenta w rajach podatkowych. Z powodu takich m.in. zarzutów upadła kandydatura nowego prokuratora generalnego, bliskiego współpracownika prezydenta Jurija Łucenki.

Część deputowanych doszła do wniosku, że Poroszenko chce obsadzić prokuraturę własnymi ludźmi, by zablokować ewentualne śledztwa w sprawie swoich pieniędzy. Tym bardziej że Łucenko byłby pierwszym szefem tej instytucji, który nie ma prawniczego wykształcenia – z tego powodu miała być jednocześnie zmieniona ustawa o prokuraturze, co jeszcze bardziej rozzłościło deputowanych.

Zarzucono prezydentowi, że „kroi ustawę pod człowieka". Atmosferę podgrzały informacje, że na skutek innej ustawy, której nie chciano „skroić pod ludzi", Ukrainę opuszczają zagraniczni reformatorzy, gdyż świeżo uchwalone prawo zabrania urzędnikom posiadania podwójnego obywatelstwa. W ciągu dwóch dni do dymisji podało się dwoje Rosjan, zastępców gubernatora Odessy Micheila Saakaszwilego (w tym Maria Gajdar, córka pierwszego niekomunistycznego premiera Rosji Jegora Gajdara), oraz wiceminister spraw wewnętrznych, Gruzinka Eka Zguładze – twórczyni nowej policji ukraińskiej.

Inne wartości

– Wyrzucą ich wszystkich (reformatorów przybyłych z zagranicy), a ich miejsce zajmą ci od Janukowycza – tak w rozmowie z „Rz" jeden z ekspertów opisał ponurą atmosferę panującą wśród kijowskich demokratów.

Przy podliczaniu wyników głosowania na prokuratora okazało się bowiem, że na Łucenkę głosowali byli „regionałowie" (czyli politycy z prorosyjskiej partii zbiegłego prezydenta Wiktora Janukowycza), a przeciw byli demokratyczni deputowani.

„Walka (parlamentarnej) koalicji z własnym rządem, wyjście z niej frakcji, które obiecywały wspólnie pracować nad reformami" – opisał Portnikow powstały chaos.

– Jestem gotów ponieść odpowiedzialność za wspólny wybór ekipy, za jej niepopularne decyzje. Ale nie chcę i nie będę ponosił odpowiedzialności za decyzje łatwo uzgodnione z „regionałami", a nie z tymi, których trzeba przekonywać, z którymi trzeba się spierać, którzy nie są grzeczni, ale dla których własne portfele nie są najważniejszą wartością – tłumaczył z kolei motywację buntowników z demokratycznego obozu jeden z byłych przywódców Majdanu, Ukrainiec afgańskiego pochodzenia Mustafa Najem.

Jednocześnie w Kijowie rozpoczęła się tygodniowa wizyta delegacji Międzynarodowego Funduszu Walutowego, która zadecyduje, czy Ukraina dostanie kolejną transzę kredytu w wysokości 1,7 mld dolarów. Ukraińskie władze próbują renegocjować warunki otrzymania pieniędzy, ale nie wiadomo, czy to się uda w sytuacji permanentnego kryzysu politycznego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA