fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Jak Facebook wpływa na naszą pracę?

Do surfowania po internecie w czasie pracy przyznaje się blisko 90 proc. osób.
shutterstock
Media społecznościowe wplatają się w życie zawodowe na wiele sposobów. Przez cyberslacking można stracić nie tylko pracę.

Przeglądanie witryn, czytanie prasy internetowej, wiadomości, zakupy, planowanie urlopów, pogaduszki, gry przeglądarkowe, quizy i przede wszystkim udział w tętniących życiem portalach społecznościowych to grzechy ok. 80 proc. pracowników.

Jeszcze jesteśmy uznawani za bardzo wydajnych pracowników na rynku europejskim, ale młode pokolenie Polaków już ogarnia internetowe włóczęgostwo. Problem jest złożony i nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy pracodawcy powinni blokować dostęp do sieci w miejscu pracy.

– To zależy od charakteru zadań. W firmach, gdzie każda minuta zamienia się w wartość dla pracodawcy, czas zobowiązuje. Wtedy blokowanie niektórych witryn jest uzasadnione – mówi Przemysław Lisek, trener zarządzania projektami.

W telemarketingu znacznie łatwiej jest przeliczyć zmarnowane godziny na złotówki. Wystarczy oszacować wartość pracy np. handlowca i pomnożyć ją przez stracone w miesiącu lub roku godziny. Liczby mówią same za siebie. Dlatego niektóre firmy decydują się na duże ograniczenia lub monitoring sieci. Jak podchodzą to tego podwładni?

– Jeśli pracownik przychodzi do nowej pracy i zastaje sztywne ramy, to zwykle łatwo się adaptuje do takich warunków – kontynuuje Przemysław Lisek. – Jest to jednak udawanie, że problem nie istnieje. Pracownicy korzystają z telefonów, ale wtedy staje się bardziej widoczne, czym się zajmują. Choć przynajmniej nie przeciążają sieci i nie wprowadzają wirusów.

Ograniczenie dostępu do źródeł zła

W firmach, gdzie praca wiąże się nierozłącznie z wędrówkami po internecie, problem cyberslackingu jest znacznie trudniejszy do oszacowania. 24 proc. respondentów badania „Internet w pracy" przeprowadzonego na 300 respondentach przez firmę E-marketing, zgłosiło, że korzystają z internetu przez cały wymiar czasu. Pozostali zaś deklarowali: do 1 godziny (18 proc. ankietowanych), od 1–2 godzin (18 proc.), od 2–4 godzin (26 proc.), od 4–6 godzin (10 proc.). Badanie objęło różne grupy zawodowe: zarówno pracowników i pracodawców małych firm, jak i dużych korporacji. Obecny biznes opiera się na dostępie pracowników do internetu. Czy zatem istnieje złoty środek?

Zakręcenie kurka

Dobrym rozwiązaniem jest monitoring sieci i blokowanie niektórych witryn. Wiele firm się na to decyduje. System pozwala pozostawić pracownikom dostęp do sieci w regulowanym i dość zindywidualizowanym zakresie. Blokowane są m.in. witryny zakupowe, społecznościowe, randkowe, bankowe i prywatne serwery pocztowe.

Monitoring sieci może mieć bardzo szeroki zakres. Jeśli nawet firma nie stosuje blokowania witryn, ponieważ część działalności biznesowej odbywa się w internecie i mediach społecznościowych, można śledzić ruchy pracowników i ich aktywność. Rzecz jasna wzbudza to wiele protestów i zarzutów o naruszanie wolności osobistej.

Osoby bardzo aktywne w internecie mogą odczuwać potrzebę dzielenia się ze swoim środowiskiem problemami i przemyśleniami. Takie wynurzenia mogą skończyć się źle i pojawia się coraz więcej przypadków utraty pracy przez brak kontroli nad własnymi wypowiedziami w internecie. Są to informacje o aktualnych projektach, które firma traktuje jako poufne, tajemnice handlowe, a także opinie o współpracownikach i przełożonych. Wpis o treści: „O rany, gdzie ja pracuję! Czy tu są sami idioci?" – może nieostrożnego fejsbukowicza kosztować utratę etatu.

Świadomość monitorowania ruchu w internecie w czasie godzin pracy daje pracownikom poczucie widoczności i skłania do rozważenia, jakie treści można umieszczać, a jakich lepiej nie.

Sam monitoring nie zakłada śledzenia wpisów na Facebooku lub Twitterze, ale pokazuje administratorom sieci często odwiedzane miejsca i prowadzi za rękę do ujawnienia, że zwolnienie lekarskie było w istocie urlopem w górach.

Gdzie nie sprawdza się monitoring? W grupach twórczych i działaniach nastawionych na budowanie relacji. Taki charakter zadań wymusza nieograniczony dostęp do sieci.

– Jeśli liczy się efekt kreatywnej pracy, wówczas ograniczenie strat czasu leży po stronie stylu zarządzania, a nie w mechanizmach blokujących dostęp do inspiracji. Chodzi o wypracowanie pewnej wewnętrznej dyscypliny – twierdzi Lisek.

Jeśli nie Facebook, to co?

Największe skłonności do marnowania czasu mają młodzi pracownicy między 20 a 29 lat. Na surfowaniu spędzają ok. dwóch godzin dziennie, podczas gdy starsi i stateczniejsi 40-latkowie – jedynie 1,4 h.

Oznacza to, że niewydajny czas pracy jest pewnego rodzaju normą. Media społecznościowe dały pracownikom jedynie narzędzie do oderwania się od pracy lub wypełnienia czasu nudy.

Wielokrotnie przeprowadzano badania tego zjawiska. Okazuje się, że człowiek jest w stanie wydajnie przepracować 5,5–6,5 godz. w ośmiogodzinnym cyklu.

Tę świadomość ma firma Google, znana z szerokiej oferty regeneracyjnych przerw dla pracowników – od przeróżnych możliwości uprawiania sportu w czasie godzin pracy po relaksację, spa i sen. Wychodzi z założenia, że wydajność nie zależy od mrówczego wykorzystywania każdej minuty, ale od stopnia realizacji celów, natomiast nuda w pracy zawsze wynika ze złego zarządzania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA