fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Przestępcy czy ofiary nieudanej integracji uchodźców

shutterstock
Niemcy częściej dostrzegają w uchodźcach kryminalistów, lecz nie widzą powodu, aby zamykać przed nimi granice.

Jeżeli ktoś w Niemczech sądził, że kryzys imigracyjny minął bezpowrotnie bez większych konsekwencji, ten musiał w ostatnich dniach przeżyć sporo rozczarowań. A to za sprawą trzech dramatycznych wydarzeń, które wstrząsnęły opinią publiczną.

W mniej więcej tym samym czasie aresztowano 24-letniego Afgańczyka, który zamordował swą żonę, także z Afganistanu, i jej ciało ze śladami 70 ciosów nożem upchnął w kufrze.

Niedługo później na ulicy w Stuttgarcie imigrant z Jordanii podający się za Syryjczyka użył w czasie sprzeczki ze znajomym Niemcem maczety. Ugodził go śmiertelnie na oczach córki Niemca.

Takie informacje musiały wywołać społeczną debatę nad skutkami otwarcia niemieckich granic dla uchodźców i imigrantów oraz obawy, że oto w wyniku tej decyzji z września 2015 r. powstają na oczach wszystkich tzw. nowe społeczeństwa równoległe odporne na wszelkie wysiłki integracyjne. Niemal dekadę temu środowiska takie kojarzono zasadniczo ze społecznością turecką, co opisał Thilo Sarrazin w książce „Samolikwidacja Niemiec" sprzedanej w nakładzie ponad 1,5 mln egzemplarzy. Do dzisiaj trwa procedura wykluczenia go z SPD za szerzenie ksenofobii i rasizmu.

Od tego czasu do Niemiec przybyło ponad 2 mln imigrantów. I napływają dalej w tempie ok. 10 tys. miesięcznie. Jest to jedna z przyczyn sukcesu ksenofobicznej Alternatywy dla Niemiec (AfD) oraz coraz większych obaw związanych z bezpieczeństwem.

– Przybywają do nas ludzie z innych kultur, którzy znacznie szybciej rozwiązują konflikty przy użyciu przemocy. Jest rzeczą bezsporną, że wśród przybyszów, zwłaszcza nowych, odsetek sprawców czynów kryminalnych jest nadproporcjonanie wysoki – zwraca uwagę Joachim Hermann, szef MSW Bawarii.

Słowa ministra Hermanna wydają się potwierdzać statystyki policyjne. Wynika z nich, że w 2018 r. zarejestrowano 1,9 mln podejrzanych o czyny przestępcze, nie licząc spraw związanych z nielegalnym przekroczeniem granicy i podobnych. 30,5 proc. podejrzanych nie miało niemieckiego paszportu. Wśród nowych imigrantów stanowiących ok. 2 proc. społeczeństwa odsetek podejrzanych wynosił 8,6  proc. W przypadku takich spraw jak morderstwo czy zabójstwo odsetek sięgał niemal 15 proc.

Obserwacje bawarskiego ministra wywołują jednak oburzenie w niektórych środowiskach. Tak na przykład Florian Post, ekspert SPD do spraw imigracyjnych, tłumaczył „Bildowi", że uwagi Hermanna są „trudną do przebicia głupotą", gdyż nie uwzględniają kontekstu łamania prawa przez imigrantów. Podobne opinie usłyszeć można z ust przedstawicieli Zielonych. Chodzi o to, że imigranci to w ogromnej większości młodzi mężczyźni. Właśnie ta grupa Niemców jest także odpowiedzialna za wysoki odsetek przestępstw.

– Dyskusja na tematy imigracyjne jest w Niemczech mocno zideologizowana. Tematyka przestępstw dokonywanych przez imigrantów jest podnoszona przez środowiska, które pragną wykorzystać ją politycznie. Inne z kolei czynią wiele, aby jej unikać, gdyż jest dla nich niewygodna. Nikt przy tym nie daje odpowiedzi, jak skutecznie integrować przybyszów – mówi „Rzeczpospolitej" Jochen Staadt, politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Zwraca uwagę, że jedną z najważniejszych przyczyn kryminalizacji imigrantów jest frustracja związana z tym, że po pewnym czasie odkrywają, iż Niemcy nie są ziemią obiecaną oraz krainą płynącą mlekiem i miodem.

Sami Niemcy są podzieleni w ocenie zjawiska imigracji. Jak wynika z badań opublikowanych w marcu tego roku przez fundację Friedricha Eberta, 53 proc. Niemców uznaje imigrację za zjawisko pozytywne. 70 proc. jest zdania, że RFN powinna w przyszłości przyjmować tyle samo uchodźców co do tej pory przybywających z rejonów, gdzie toczy się wojna lub uciekających przed prześladowaniami.

Równocześnie dwie trzecie pytanych (68 proc.) jest przekonanych, że rząd nie ma planu, w jaki sposób postępować z tymi imigrantami, którzy już w Niemczech są. Nie zgadza się z tym jedynie 14  proc. respondentów. Największe obawy związane są z szerzeniem się prawicowego ekstremizmu (86 proc.), podziałem społeczeństwa (81 proc.). Dalej zaś strach przed wzrostem przestępczości i terroru (73 proc.) i coraz większym wpływem islamu (64 proc.).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA