fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Pokojowy protest w Hongkongu. Organizatorzy: 1,7 mln osób

AFP
Setki tysięcy osób wzięło udział w pokojowej demonstracji w Hongkongu. Organizatorzy twierdzą, że na ulice wyszło nawet 1,7 mln osób. To jedenasty tydzień protestów w azjatyckim centrum finansowym.

Frekwencja na dzisiejszej demonstracji pokazuje, że ruch nadal cieszy się szerokim poparciem obywateli, mimo scen, jakie miały miejsce w ostatnich dniach, gdy protestujące osoby zajęły lotnisko, za co część działaczy później przepraszało.

Dzisiejsza demonstracja była najspokojniejszą z dotychczasowych. - Wszyscy mówią, że jesteśmy buntownikami. Dzisiejszy marsz ma pokazać wszystkim, że tak nie jest - powiedział 23-letni Chris, na co dzień pracownik działu marketingu, który na proteście przyszedł ubrany na czarno.

- Nie oznacza to, że nie będziemy walczyć. Zrobimy wszystko, co będzie konieczne, aby wygrać. Dziś robimy przerwę, aby dokonać później ponownej oceny - dodał.

Spokoju podczas demonstracji pilnowali sami uczestnicy. Jedna z osób krzyczała w stronę tych, którzy szydzili z policjantów - Dziś jest spokojny marsz! Nie wpadajcie w pułapkę! Świat nas obserwuje - mówił.

Późnym wieczorem uczestnicy namawiali pozostałych, by udali się do domów i odpoczęli.

Wściekłość z powodu zawieszonego obecnie projektu ustawy, który pozwoliłby na ekstradycję podejrzanych o przestępstwa w Hongkongu do Chin kontynentalnych, wybuchła w czerwcu. Zamieszki podsyciły szersze obawami o ograniczenie wolności. 

Odbywająca się regularnie protesty są jednym z największych wyzwań dla prezydenta Chin Xi Jinpinga od czasu objęcia stanowiska w 2012 roku. 

Organizatorzy dzisiejszej demonstracji nie mieli zgody władz na organizację wydarzenia, mimo to park nie mógł pomieścić tłumu, który zajął również pobliskie ulice. 

Niemożliwe było dokładne określenie liczby protestujących. Organizatorzy oszacowali tę liczbę na 1,7 miliona. Zdaniem policji w szczytowym momencie w parku było około 128 tys. osób.

- Jest gorąco i pada deszcz. Szczerze mówiąc bycie tutaj to tortura, ale musimy tu być, nie ma innego wyjścia - mówi 24-letni Jonathan.

- Musimy to kontynuować, dopóki rząd nie okaże nam szacunku, na jaki zasługujemy - dodał. 

Źródło: Reuters
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA