Służby mundurowe

„Anakonda-18": Cywile z atrapami w ogniu walki

Ćwiczenia „Anakonda-16”, na zdjęciu desant wojsk amerykańskich w Toruniu
Fotorzepa, Roman Bosiacki
Organizacje proobronne będą na ćwiczeniach „Anakonda-18", pomimo wątpliwości Amerykanów.

Manewry wojskowe pod kryptonimem „Anakonda" odbywają się co dwa lata, to największe ćwiczenia wojskowe w tym roku. Odbędą się od 7 do 16 listopada. Weźmie w nich udział około 12,5 tys. żołnierzy, a dodatkowo blisko 5 tys. w krajach bałtyckich oraz na morzu.

Z informacji, które uzyskaliśmy w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych, wynika, że weźmie w nich udział także ok. 450 członków z ponad 20 organizacji proobronnych. Zostaną oni zgrupowani w ośmiu plutonach, które mają współdziałać z Siłami Zbrojnymi, m.in. na poligonie w Orzyszu i Drawsku Pomorskim.

Jak nas informuje ppłk Piotr Walatek z Dowództwa Operacyjnego, udział w ćwiczeniach takich organizacji wynika z porozumienia podpisanego pomiędzy dowództwem a organizacjami, a także z decyzji ministra obrony wydanej 12 października 2018 r. Decyzja na razie nie została opublikowana w Dzienniku Urzędowym Ministerstwa Obrony Narodowej, dlatego nie znamy szczegółów udziału tych organizacji w ćwiczeniach.

Oficerowie Wojska Polskiego informują nas, że członkowie organizacji będą posiadali własną broń, ma ona być pozbawiona cech bojowych – wyjdą na poligon z atrapami broni.

Udział członków takich organizacji w ćwiczeniach wojskowych budzi kontrowersje. Dlaczego?

Po raz pierwszy członkowie organizacji wzięli udział w dużych manewrach dwa lata temu w trakcie ćwiczeń „Anakonda-16" za zgodą ówczesnego ministra Antoniego Macierewicza. Niejako została ona wymuszona na armii przez Biuro ds. spraw Proobronnych MON. Początkowo szef resortu Antoni Macierewicz wyraził zgodę na udział w nich trzech organizacji. Jednak na kilka dni przed ćwiczeniami został do nich włączony jeszcze Związek Strzelecki.

Wątpliwości US Army

Zanim decyzja o udziale tych organizacji zapadła, jakimś sposobem o planach MON dowiedziała się ambasada USA (żołnierze amerykańscy stanowili bowiem znaczący komponent ćwiczących).

Ustaliliśmy, że z notatki, która 27 kwietnia 2016 roku trafiła do Centrum Operacyjnego MON wynikało, że dzień wcześniej w trakcie spotkania w Biurze do spraw Proobronnych MON przedstawiciele amerykańskiej armii wyrazili niepokój w związku z udziałem w ćwiczeniach cywilów z formacji paramilitarnych.

Przedstawiciel ataszatu powiedział dyrektorowi biura Waldemarowi Zubkowi o obostrzeniach dotyczących ćwiczeń wojsk USA na poligonach w innych krajach. Przedstawiciel amerykańskiej armii zaznaczył, że w rejonie bezpośrednich ćwiczeń wojsk USA nie mogą przebywać cywile.

Z naszych ustaleń wynika, że o tych zastrzeżeniach nie zostało poinformowane wówczas Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych, organizator ćwiczeń.

Nie ma też pewności, czy o samym spotkaniu zostały poinformowane wojskowe służby specjalne, czyli SKW.

Nie tylko „Anakonda"

Mimo to organizacje proobronne wzięły udział w ćwiczeniach. Ich członkowie zostali jednak rozmieszczeni tak, aby nie mieli styczności z wojskami amerykańskimi.

Członkowie tych organizacji otrzymali m.in. scenariusze ćwiczeń i rejonów działania. Posługiwali się atrapami broni.

Mimo zastrzeżeń członkowie organizacji ponownie zostali włączeni do odbywających się w 2017 roku ćwiczeń „Dragon-17". I chociaż ich celem było „zgranie funkcjonowania dowództw z działaniami wojsk, zgodnie z wojennym przeznaczeniem oraz doskonalenie ich współdziałania z WOT i organami administracji publicznej". Nie było mowy o organizacjach pozarządowych.

Jakie są wątpliwości co do ich udziału w wojskowych manewrach?

– Nie wiadomo, w jaki sposób te organizacje miałyby zostać włączone w system obronny państwa. Nie mają określonych zadań w czasie pokoju lub wojny, np. wsparcia ludności cywilnej – w przeciwieństwie np. do Wojsk Obrony Terytorialnej – tłumaczy nam jeden z ekspertów wojskowych.

MON nie określił m.in. modelu funkcjonowania organizacji pozarządowych w systemie obrony państwa, w tym np. korzystania z obiektów wojskowych czy wyposażenia Sił Zbrojnych. Co więcej resort nie zdefiniował jednoznacznie, czym są organizacje proobronne.

Wątpliwa jest też podstawa prawna włączenia ich do ćwiczeń wojskowych, tylko na podstawie decyzji ministra i dwustronnych porozumień.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że takich argumentów użyli urzędnicy NIK, którzy kontrolowali sposób funkcjonowania niektórych komórek resortu obrony narodowej.

– W przypadku mobilizacji i tak członkowie tych organizacji zostaną wcieleni do wojska, nie będą stanowili oddzielnych komponentów, dlatego ich udział w ćwiczeniach jest wątpliwy – tłumaczy nam jeden z oficerów Wojska Polskiego. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL