Służby mundurowe

Rośnie liczba mieszanek pirotechnicznych przechwytywanych przez policję

Zwalczające terror służby inwestują m.in. w specjalistyczny sprzęt, taki jak ten robot używany przez policyjnych pirotechników, służący do bezpiecznego przenoszenia ładunków (zdjęcie z festynu w Warszawie, 2008 r.).
Fotorzepa, Dariusz Majgier
Policja przechwytuje coraz większe ilości substancji służących do wytwarzania ładunków wybuchowych.
W ciągu niespełna dekady ilość skonfiskowanych przez Centralne Biuro Śledcze Policji chemikaliów i mieszanek pirotechnicznych wzrosła 15-krotnie – z ok. 25 kg rocznie do kilkuset kilogramów. Tak wynika z najnowszych danych, które zebrała „Rzeczpospolita".
– Rzeczywiście, ujawniamy coraz więcej takich substancji, czyli tzw. prekursorów materiałów wybuchowych. Do tych działań przywiązujemy szczególna wagę, m.in. dlatego, że w większości zamachów terrorystycznych w Europie użyto właśnie mieszanin pirotechnicznych – mówi „Rzeczpospolitej" Mariusz Pośnik, naczelnik Wydziału do Zwalczania Aktów Terroru Centralnego Biura Śledczego Policji.

Groźne mieszanki

Aceton, urotropina, kwas siarkowy i tym podobne środki są trzymane w garażach, piwnicach, a nawet mieszkaniach. Jeśli substancje są rozdzielone, można je posiadać. Jednak mieszanie ich w celu produkcji ładunku wybuchowego grozi zarzutami.
Z mieszanin takich substancji tzw. bombę szybkowarową zrobił 22-latek, który w maju podłożył ładunek we wrocławskim autobusie. Miała podobną konstrukcję do użytej przez braci Carnajewów w Bostonie, ale na szczęście nie wybuchła, tylko się zapaliła.
Także w maju ładunki z butli wypełnionych płynem i materiałem wybuchowym młodzi mężczyźni próbowali podłożyć pod radiowozami w warszawskiej dzielnicy Włochy.

U babci w wersalce

Niektóre historie domorosłych bombiarzy nawet policjantom od zwalczania terroru jeżą włos na głowie. Jak ta, której bohaterem jest nastoletni syn sapera robiący „doświadczenia chemiczne".
Młodzieniec mieszał substancje w domu babci, która leżała sparaliżowana w łóżku. – Odwiedzając babcię, przenosił ją z wersalki, na której leżała. W środku trzymał bowiem ok. 200 kg prekursorów materiałów wybuchowych – opowiada naczelnik Pośnik.
Podczas zatrzymania chłopak był spokojny, za to ojciec na widok wybuchowego magazyny w wersalce wpadł w nieopisany gniew na syna.
Okazało się, że młody chemik eksperymentował, próbując zrobić TATP, czyli „matkę szatana" – ulubioną bombę terrorystów, i groźny ładunek o nazwie HMDT. Cud, że nie wysadził domu w powietrze.
– TATP, czyli nadtlenek acetonu, wybucha gwałtownie, nawet pod wpływem lekkiego ogrzania lub potarcia. Podobnie HMTD, czyli nadtlenek urotropiny. To substancje bardzo wrażliwe na bodźce mechaniczne czy termiczne. Sekunda nieuwagi i następuje wybuch – mówi prok. Mariusz Marciniak z Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej, który przeszedł specjalistyczny kurs organizowany przez Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.
Takie szkolenia dla prokuratorów są konieczne. – Np. TATP to proszek wyglądający jak sól kuchenna. Potrzeba wiedzy, by podczas przeszukania na taki środek zwrócić uwagę – zaznacza prok. Marciniak.
Motywacje sprawców bywają przeróżne. W jednej ze spraw CBŚP zatrzymało niezadowolonego z rozwodu małżonka, który kupił tysiąc petard, wysypał ich zawartość, by zrobić bombę i zabić żonę. Nie zdążył, urwało mu dwie ręce.
W innym przypadku chory psychicznie chciał wysadzić blok, aby – jak mówił – być większym terrorystą od Bin Ladena. Policjanci wspominają też mężczyznę, który podłożył ładunek pod auto kierowcy za to, że zaparkował na jego miejscu.
– Nigdy nie wiadomo, co siedzi w głowie takich osób. Zawsze są groźni, bo do domorosłych chemików mogą dotrzeć gangi czy ekstremiści skłonni zapłacić za wyprodukowanie bomby – przyznają śledczy. – Mieszanina 3–4 kg środków, wzbogacona o śruby, wybucha siłą trotylu – mówi jeden ze specjalistów.
Bliscy chemików amatorów nie zdają sobie sprawy, czym mogą się skończyć eksperymenty. Często są przekonani, że chodzi tylko o zrobienie niegroźnych pirotechnicznych zabawek.

Jawne zakupy

Dotąd w Polsce nie doszło do krwawych zamachów terrorystycznych. Zawdzięczamy to m.in. działaniom służb.
– Monitorujemy osoby, które interesują się chemią, wymieniają się informacjami – zapewnia Mariusz Pośnik. Metody są okryte tajemnicą.
Dekadę temu policja przejęła w ciągu jednego roku ponad tonę materiałów wybuchowych, ale chemikaliów, które można wykorzystać do produkcji bomb, było tak mało, że statystyki o nich nie wspominały. W 2008 r. skonfiskowano 25 kg takich środków. Lawinowy wzrost nastąpił w 2013 r., gdy CBŚP przejęło 244 kg takich środków, a w rekordowym zeszłym roku aż 352 kg.
Od połowy sierpnia 2015 r. – jak pisała „Rzeczpospolita" – obrót chemikaliami, z których można zrobić bomby, będzie rejestrowany. Handlujące nimi firmy i sklepy muszą zgłaszać policji wszystkie podejrzane transakcje. Informacje gromadzi nowo powstały Krajowy Punkt Kontaktowy ds. prekursorów materiałów wybuchowych.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL