fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Już za rok okręty z antypodów

HMAS Melbourne (Wikimedia Commons)
Wikimedia Commons
Warunkiem podpisania umowy na zakup australijskich fregat dla Marynarki Wojennej jest to, że mają one być uzbrojone w rakiety SM-2 o zasięgu 160 km – ustaliła „Rz".

W drugiej połowie sierpnia prezydent Andrzej Duda leci do Australii. W trakcie tej wizyty przewidziane jest m.in. podpisanie umowy o współpracy wojskowej.

Wstępnie w planach jest też podpisanie listu intencyjnego w sprawie zakupu przez Polskę dwóch fregat rakietowych: HMAS Melbourne i HMSA Newcastle, a także trzeciego wycofanego już ze służby okrętu, który zostanie przeznaczony na części dla tych jednostek.

Z naszych informacji wynika, że wartość kontraktu – z pełnym uzbrojeniem okrętów (bez śmigłowców) – szacowana jest na ok. 2 mld zł. Warunkiem porozumienia – jak dowiedzieliśmy się od osób znających kulisy rozmów – jest to, aby jednostki te były wyposażone w jednostki ogniowe. Chodzi o rakiety SM-2 o zasięgu 160 km. Na ten temat trwają rozmowy na trzech płaszczyznach dyplomatycznych: Polska – Australia, Polska – USA oraz USA – Australia. Gra toczy się o to, aby Amerykanie dostarczyli rakiety dla tych okrętów.

Jeżeli ten warunek zostanie spełniony (także wtedy, gdy będziemy mieli pewność, że rakiety zostaną dostarczone później niż okręty), prace rozpocznie zespół negocjacyjny. Ustali warunki umowy.

Czytaj także: Polska jak demobil

Przy optymistycznym scenariuszu pierwszy okręt mógłby wejść do polskiego portu w czerwcu, a drugi jesienią 2019 r. Szkolenie załóg w zależności od specjalności ma trwać od miesiąca do pół roku i nie powinno to być problemem, bo Marynarka Wojenna dysponuje już fregatami typu Oliver Hazard Perry (zostaną wycofane ze służby w ciągu pięciu lat). – Rejs z Australii mógłby być traktowany jako szkoleniowy – opisuje osoba znająca kulisy rozmów.

Jednostki, którymi Polska jest zainteresowana, zostały wybudowane 25–26 lat temu, ale w latach 2008–2010 zostały zmodernizowane. Oficerowie Marynarki Wojennej odbyli już rekonesans na tych okrętach i uznali, że ich stan jest dobry. Kontradmirał Krzysztof Jaworski, dowódca Centrum Operacji Morskich – Dowództwa Komponentu Morskiego, w wywiadzie dla „Dziennika Zbrojnego" przypomniał, że fregaty te posiadają warstwową obronę powietrzną: mają rakiety SM-2 o zasięgu 160 km, ESSM o zasięgu ponad 40 km, armatę kalibru 76 mm i do bezpośredniej obrony własnej 20 mm zestaw Phalanx.

Sztabowcy przewidują, że australijskie fregaty pod polską banderą będą służyły przez 16 kolejnych lat.

Na razie nie ma w planach modernizacji tych jednostek. Być może w przyszłości zostanie zainstalowany nowy radar 3D, okręty te mogą też stanowić platformę dla śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych – ich zakup MON już ogłosił.

Fregaty będą uczestniczyły w zespołach okrętów NATO operujących na wszystkich akwenach, w konwojach osłaniających statki płynące do Świnoujścia z gazem LNG. Ich uzbrojenie może być wykorzystywane do osłony amerykańskiej bazy rakietowej w Redzikowie, a w przypadku wojny – razić cele w Rosji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA