Odmrożone polskie sądy szukają sposobu na nadrobienie zaległości powstałych w czasie zarazy. Jedne ratują się pracą zmianową, inne rotacyjną. Coraz więcej rozpraw odbywa się online. Pojawił się też pomysł sądzenia w soboty.
Co na to Ministerstwo Sprawiedliwości?
– Czas pracy w sądzie organizują prezesi – mówi „Rzeczpospolitej" Anna Dalkowska, wiceminister sprawiedliwości. – Resort nie rekomendował sądom pracy w sobotę.
Mimo to już na początku pandemii kilku prezesów rozważało taką możliwość. Pojawił się jednak sprzeciw pracowników, niekiedy i sędziów.
Wyrok w weekend
Sprawdziliśmy, jak radzą sobie sądy w czasie zarazy.
W Sądzie Okręgowym w Krakowie nie planują orzekać w soboty.
– Wprowadziliśmy ruchomy czas pracy – mówi prezes SO Dagmara Pawełczyk-Woicka.
Prezes Maciej Strączyński z SO w Szczecinie mówi, że nie ma potrzeby orzekania w soboty. Ponieważ dysponuje trzema budynkami, nie było też potrzeby wprowadzania pracy rotacyjnej.
Rafał Terlecki, prezes SO w Gdańsku, także nie myśli o pracy w sobotę.
– Jesteśmy po rozmowach z pracownikami i adwokatami oraz radcami prawnymi. Udało się nam wszystko tak zorganizować, by móc utrzymać ośmiogodzinny dzień pracy, zachowując jednocześnie wymogi bezpieczeństwa sanitarnego – mówi.
O orzekaniu w sobotę nie myślą też w SO w Katowicach, Kielcach ani w Łodzi.
Za to w stolicy sobót z orzekaniem się nie boją. Jak ustaliliśmy, SA w Warszawie zaplanował już na sobotę proces "hybrydowy".
Joanna Bitner, prezes Sądu Okręgowego w Warszawie, jest gotowa do wyznaczania rozpraw w soboty, ale takiego obowiązku nie wprowadza.
– Sędziowie dostali taką możliwość. To od ich decyzji zależy, czy z niej skorzystają – mówi „Rzeczpospolitej". Jej zdaniem właśnie w soboty powinny się odbywać duże procesy karne, by nie paraliżować pracy sądu w dni powszednie. Prezes nie ukrywa, że problemem są sprawy wieloosobowe, które w czasie pandemii odbywać się muszą, a możliwości lokalowe sądu są skromne, jeśli chodzi o odpowiednio duże sale rozpraw. Jest na nie jeszcze jedna rada – dzielić duże sprawy na mniejsze wątki. Decyzja należy do sędziów, którzy je prowadzą.
Zdalne procesy to jeden ze sposobów na bezpieczne orzekanie. MS monitoruje, jak sądy sobie z nim radzą. Ogólnopolskie wyniki mają być znane dopiero za kilka dni. Sprawdziliśmy więc u źródła.
W jednym z łódzkich sądów rejonowych przeprowadzono dotąd cztery rozprawy cywilne online. Kolejne są już planowane.
– W SO w Kielcach odbyło się osiem spraw w postaci wideokonferencji – informuje „Rz" Ryszar Sadlik, prezes tamtejszego sądu.
W Gdańsku było pięć rozpraw online, w tym tygodniu odbędzie się kolejne pięć. Wideokonferencji (sąd–sąd) jest ok. 20 każdego miesiąca. Wideokonferencji sąd–areszt w ciągu trzech miesięcy było 38.
Kraków ma za sobą proces karny z publicznością i kilka spraw w zdalnym trybie. Ostatnio był też proces hybrydowy – jedna strona była w sądzie, a druga za granicą (chodziło o uprowadzenie dziecka).
W Katowicach odbyło się kilka takich spraw.
A jak Sąd Okręgowy w Warszawie radzi sobie z rozprawami online?
– Nieźle – mówi prezes Bitner i podaje, że w sumie było ich ok. 80 plus kilkadziesiąt spraw penitencjarnych.
Wspomóc sądy mogą także sprawy załatwiane na posiedzeniach niejawnych oraz rozstrzygane w składach jednoosobowych.
W rękach prezesów
Prezesi muszą jednak szukać jeszcze innych możliwości, bo nie tylko ze starymi sprawami muszą się zmierzyć. Do sądów wpływają tysiące nowych, wywołanych koronawirusem. O jakie sprawy chodzi? Upadłościowe firm i upadłości konsumenckiej; pozwy o zapłatę; rozwody będące wynikiem kwarantanny i alimentacyjne, z powodu utraty środków do życia; pracownicze, będące efektem obniżenia pensji czy zwolnień grupowych lub o ustalenie stosunku pracy kierowane przez pracujących na umowach cywilnoprawnych.
