fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sądy czeka kolejna reforma: funkcja przewodniczącego wydziału do likwidacji

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Dzięki likwidacji funkcji przewodniczących wydziałów sądy zyskają nawet tysiąc sędziowskich etatów.

Blisko 400 polskich sądów wszystkich szczebli czeka wkrótce kolejna reforma. Mówi się o likwidacji funkcji przewodniczących wydziałów, a tych jest średnio po kilka w każdym sądzie. Zapowiedział to w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" Jarosław Kaczyński. Sędziowie rejonowi uważają, że to dobry pomysł.

– Bez przewodniczących sądy nie upadną, a każda para rąk do merytorycznej pracy jest potrzebna – twierdzą.

Ministerstwo Sprawiedliwości chce odzyskać nawet tysiąc pełnych etatów do sądzenia i nadrobić zaległości sprzed lat.

Dziś przewodniczący wydziału sprawuje stały nadzór nad pracą sekretariatu wydziału oraz kieruje pracą sędziów. Zdarza się, że jeden przewodniczący przypada na dwóch, trzech sędziów.

Poradzą sobie

– U nas przewodniczący nadzoruje pracę pięciu sędziów – mówi sędzia Barbara Zawisza z Sądu Rejonowego Warszawa Praga-Północ. – W sądzie funkcjonuje też wiceprezes do spraw karnych. On z powodzeniem mógłby przejąć organizację pracy mojego wydziału. Wówczas miałby do „przypilnowania" 15 sędziów – tłumaczy.

Za likwidacją funkcji przemawiać ma też fakt, że coraz więcej czynności organizacyjnych wzięły na siebie sekretariaty sądowe. Zdaniem sędziów przewodniczący mają więc coraz mniej obowiązków. Załatwiają głównie korespondencję i przygotowują statystykę dla ministerstwa.

– Przewodniczący orzeka dużo mniej niż pozostali sędziowie. Kiedyś miał do orzekania co 50. sprawę, potem co 30., a teraz co 20. – dodaje sędzia Zawisza.

Podobnego zdania jest sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu.

– Na poziomie sądu rejonowego można sobie poradzić bez przewodniczących – uważa. – Sprawy przydzielane są według kolejności, a sędzia sam wyznacza kolejne terminy. Pracę więc da się zaplanować samemu – dodaje sędzia Puchalski.

Dużo ostrzej o funkcjonowaniu wielu przewodniczących wydziałów mówią sędziowie nieoficjalnie.

– Sądzi co 30. sprawę, która wpływa do wydziału, i wybiera sobie te najmniej skomplikowane. Wszystko po to, by jego pozycja statystyczna wyglądała dobrze i nikt nie mógł mu zarzucić lenistwa – mówi sędzia jednego z podwarszawskich sądów rejonowych.

– Zajmuje się głównie tabelkami i korespondencją – dodaje inny.

W drugiej instancji

Większość pytanych przez nas sędziów jest jednak zgodna, że w drugiej instancji przewodniczący ma co robić.

– Tam, gdzie w grę wchodzą trzyosobowe składy orzekające, funkcja przewodniczącego jest potrzebna – uważa sędzia Rafał Puchalski.

Mniejsza aktywność w orzekaniu osób funkcyjnych nie raziłaby tak ani sędziów, ani Ministerstwa Sprawiedliwości, gdyby nie coraz gorsze wyniki, jakie, mimo licznych reform, notują sądy. Niemal wszystkie wskaźniki są gorsze niż w latach poprzednich. A wśród 10 tys. sędziów orzekających aż 40 proc. jest funkcyjnych. Stąd też cięcia.

Z kolei etaty, które wygasają i nie są potrzebne w konkretnym sądzie, wędrują do sądów, które potrzebują wsparcia, zwykle tych największych.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.lukaszewicz@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA