Sędziowie i sądy

Tomasz Pietryga - prestiżowa porażka PiS: deficyt autorytetu KRS

Adobe Stock
Sędziowie z łapanki nie będą reprezentacją całego środowiska. To prestiżowa porażka PiS.

Wydawało się, że gdy w grudniu w obozie dobrej zmiany osiągnięto kompromis w sprawie reformy Krajowej Rady Sądownictwa, a potem z łatwością przeszła ona całą ścieżkę legislacyjną, reszta będzie formalnością. Dziś już wiadomo, że tak się nie stanie. PiS, pochłonięty sporem z sędziami i prezydentem, zapomniał bowiem, że ustawy nie wystarczy uchwalić, trzeba ją też stosować. Po cichu liczono na podział środowiska w sprawie reformy. Zwłaszcza sędziowskich dołów z sądów rejonowych, od lat niechętnych elitarnej i wyalienowanej ze środowiska starej Radzie, w której nie miały żadnej reprezentacji. Reforma miała wpuścić do KRS świeżą krew, przeciwstawiając młodych sędziów starym. Ten scenariusz wydawał się o tyle realny, że wielu młodych sędziów, nie licząc się z ostracyzmem środowiska, chętnie przejmowało stanowiska prezesów sądów po zwolnionych przez Zbigniewa Ziobrę kolegach.

Przeszkodził jednak ostry polityczny konflikt o KRS, apele organizacji sędziowskich i tzw. autorytetów prawniczych o bojkot nowej Rady. Kiedy 4 stycznia ruszył nabór kandydatów do niej (mogło ich zgłaszać 25 sędziów lub 2 tys. obywateli), szybko się okazało, że szturmu na elitarną dotąd instytucję nie będzie. Kiedy po 21 dniach marszałek Sejmu zakończył nabór, z 10-tysięcznej populacji sędziowskiej zgłosiło się jedynie 18 kandydatów (dwóch zgłosili obywatele). Natychmiast okazało się też, że na do dziś nieujawnionej oficjalnie liście aż 80 proc. to ludzie w jakiś sposób związani ze Zbigniewem Ziobrą – delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości albo przez ministra awansowani. Ściśle tajne okazały się też listy sędziów popierających poszczególnych kandydatów, bo tak postanowili posłowie, uchwalając reformę.

Krajowa Rada Sądownictwa, która miała być wreszcie reprezentatywna, składać się zarówno z doświadczonych, jak i młodych sędziów, taka nie będzie. Wśród 18 zgłoszonych kandydatów nie ma ani jednego sędziego z sądów apelacyjnych, w których zasiadają najbardziej doświadczeni orzekający. Jest za to kilku młodych sędziów, wobec których toczyły się postępowania dyscyplinarne.

Do wtorku Sejm pozytywnie zweryfikował 11 kandydatur. Procedura trwa i choć zapewne zakończy się sukcesem, krajobraz przed wyborem nowej Rady wygląda ponuro. Wiedzą o tym zarówno posłowie PiS, jak i otoczenie ministra Ziobry. Nawet jeśli uda się przegłosować 15 kandydatów, powodów do chwały nie będzie.

Dziś widać, że PiS, tocząc wielomiesięczny bój polityczny i prawny o KRS, zbyt mocno skupił się na legislacji, ignorując konieczność budowania kompromisu, dialogu przynajmniej z częścią środowiska, która pomogłaby mu wprowadzić w życie ustawę, dając jej odpowiednią legitymację.

Pochodzący z łapanki przyszli członkowie KRS raczej nie zbudują jej autorytetu, a na dodatek dotknie ich infamia we własnym środowisku.

W efekcie nowa Rada może się stać instytucją fasadową, niezdolną do reprezentowania całego środowiska sędziowskiego.

Nie o to chodziło w reformie. I w tym sensie jest to dla PiS prestiżowa porażka.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL