fbTrack

Sądownictwo

SKOK Wołomin do kupienia za złotówkę

SKOK Wołomin upadł w lutym 2015 r. Od tamtej pory trwa postępowanie
Reporter
„Rzeczpospolita" ujawnia: Kasa będzie wystawiona na przetarg za 1 zł – bez 200 mln zł zdeponowanych przez syndyka na lokatach.

Za sprawą zarzutów, jakie szczecińska prokuratura postawiła siedmiu byłym urzędnikom Komisji Nadzoru Finansowego, jak bumerang wraca sprawa największej afery finansowej w historii – upadku SKOK Wołomin. W ciągu pięciu lat zorganizowana grupa przestępcza wyprowadziła z niego, głównie przez kredyty zabezpieczone hipotecznie, 2,75 mld zł zarówno na tzw. słupy, jak i osoby znane, np. biznesmenów.

W tym miesiącu w postępowaniu upadłościowym, jakie trwa w sądzie, zapadły kluczowe dla tysięcy kredytobiorców i członków SKOK decyzje.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita", 6 grudnia nowy sędzia komisarz zdecydował o wystawieniu przedsiębiorstwa bankowego SKOK Wołomin na sprzedaż – za cenę wywoławczą 1 zł (słownie: jeden złoty). Nabywca, którym zgodnie z prawem może być tylko inny bank, przejmie m.in. zobowiązania kasy wobec jej klientów w kwocie 119 mln zł oraz, niestety, tylko 356 tys. zł w gotówce – bo zgodnie z decyzją sądu z przetargu wyłączono blisko 200 mln zł gotówki zgromadzonej w upadłej kasie ze spłat kredytów spływających podczas blisko czterech lat trwania postępowania upadłościowego.

Przy takiej koncepcji sprzedaży można odnieść wrażenie, że kasa jest dla potencjalnego banku-nabywcy nic nie warta – świadczyć ma o tym symboliczna złotówka. Jednak bank, który przystąpiłby do przetargu, zrobiłby doskonały interes.

Lata stagnacji

Sąd ogłosił upadłość SKOK Wołomin 5 lutego 2015 r. Jeszcze w lipcu 2014 r. ta druga pod względem wielkości kasa w kraju ogłaszała świetny wynik finansowy zatwierdzony przez biegłego rewidenta – zysk 33 mln zł za pierwsze półrocze 2014 r. i tzw. współczynnik wypłacalności 7,99 proc. Dziś wiadomo, że dane od dawna fałszowano.

Syndykiem masy został Lechosław Kochański, sędzią komisarzem Małgorzata Brzozowska. W postępowaniu upadłościowym SKOK Wołomin jest blisko 800 wierzycieli, z tego 90 proc. to członkowie kasy, którzy nie zdołali wycofać depozytów. Ich wierzytelność wynosi łącznie 119 mln zł (tzw. zobowiązania z tytułu rachunków bankowych). Największym wierzycielem jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który 85 tys. deponentów kasy mającym rachunki na co najmniej 100 tys. euro wypłacił gwarantowane 2,25 mld zł.

Syndyk natychmiast złożył wniosek o odstąpienie od sprzedaży przedsiębiorstwa SKOK Wołomin w całości na rzecz banku. Dopiero po prawie dwóch i pół roku (w sierpniu 2017 r.) do sądu trafia wycena przedsiębiorstwa biegłego ze Szczecina (w przypadku upadku SK Banku zlecono wycenę już po dwóch miesiącach, tu – po półtora roku od ogłoszenia upadłości). Majątkiem SKOK Wołomin są aktywa kredytowe o gigantycznej wartości nominalnej ponad 3 mld zł – wycenione jednak w sumie na zaledwie 92 mln (w tym 72 mln przypada na kredyty zabezpieczone hipotecznie), nieruchomości własne SKOK o wartości 22 mln zł – w sumie 119 mln zł aktywów niepieniężnych. Na dzień wyceny na rachunku SKOK znajdowało się też 180 mln zł środków pieniężnych ze spłat pożyczek dokonywanych w trakcie trwania postępowania.

Tak niską wycenę 3 mld zł kredytów na 72 mln zł podważa Marcin Karliński, prezes Stowarzyszenia Spółdzielczości Finansowej im. św. Michała, które walczy o ujawnienie winnych upadłości. – Kilkuset kredytobiorców jest aktywnych gospodarczo w spółkach prawa handlowego, to znani biznesmeni, celebryci, prawnicy, syndycy. Pożyczki dla osób o takim profilu stanowią co najmniej 800 mln zł. Dlaczego z góry przyjęto, że nie jest możliwy jakikolwiek odzysk z ich majątku osobistego? – pyta Karliński. Szacuje, że około 1 mld zł można odzyskać, jeżeli znajdzie się bank zainteresowany tą wyjątkową ofertą kupna wołomińskiej kasy.

Wartość przedsiębiorstwa upadłego SKOK Wołomin według wyceny biegłego to 180 mln zł.

Nagłe przyspieszenie

Ciągnące się ponad trzy lata postępowanie przyspiesza dopiero teraz – pod koniec października, gdy sędzię Brzozowską zastępuje szef wydziału gospodarczego sądu Cezary Zalewski. Już 6 listopada Zalewski wydaje zarządzenie zobowiązujące KNF do wydania kluczowej dla losów SKOK opinii „o warunkach sprzedaży przedsiębiorstwa SKOK Wołomin". Daje KNF zaledwie siedem dni. Skąd pośpiech? Biuro prasowe sądu przekonuje, że chodzi o „sprawność postępowania" („trwa 4 lat i jest na wstępnym etapie"), dodając, że podobny termin zakreślono w przypadku SK Banku.

Problem w tym, że to czas w KNF szczególnie trudny – Komisją rządził od tygodnia pełniący obowiązki Marcin Pachucki (po tym jak zdymisjonowano jego poprzednika Marka Ch.). Jaką decyzję w sprawie zasad sprzedaży SKOK wydał Pachucki? KNF zasłania się tajemnicą.

Jednak sąd odpowiada nam, że KNF zgodziła się na wyłączenie środków finansowych ze SKOK. Pozwala to sędziemu Zalewskiemu wydać 6 grudnia postanowienie o warunkach przetargu. SKOK Wołomin – jak nam podaje sąd – zostanie wystawiony za 1 zł. Nabywca przejmuje zobowiązania z tytułu rachunków bankowych i środki pieniężne w wysokości 356 237,15 zł, co zdaniem sądu „zapobiegło ujemnej wartości przedsiębiorstwa". Sędzia posługuje się wyceną z 2017 r. Po tym czasie na konta SKOK wpłynęło ok. 35 mln zł z tytułu spłat.

Taka koncepcja sprzedaży SKOK, z wyłączeniem prawie 100 proc. gotówki z dotychczasowych spłat kredytów, budzi kontrowersje. Np. przy upadłości Agrobanku SA sąd nie wyłączył wszystkich środków pieniężnych z majątku, bo uniemożliwiłoby to jego sprzedaż bankowi, a tym samym zaspokojenie 90 proc. wierzycieli.

Bez komentarza

– Syndyk nie jest uprawniony do komentowania i oceny działań, decyzji i postanowień sędziego komisarza, w tym określenia przez sędziego komisarza warunków przetargu na sprzedaż przedsiębiorstwa SKOK w Wołominie – twierdzi mec. Kochański.

Dotąd zarzuty za rzekome zaniedbania usłyszeli byli członkowie KNF. Nie dostał ich nikt z Kasy Krajowej. Prokuratura zapewnia, że bada także ten wątek. Wojciech Kwaśniak, były wiceszef KNF, zarzuty uważa za „absurdalne" i twierdzi, że świadczą o tym, „jak z ofiary próbuje się zrobić przestępcę". „Obecnie padam ofiarą zamachu na mój dorobek zawodowy oraz dobre imię" – napisał w oświadczeniu.

Za siedmiu byłych urzędników KNF osobistego poręczenia udzielili byli prezesi NBP: Leszek Balcerowicz, Marek Belka i Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL