fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Gorąco wokół śmierci Dawida "Cygana" Kosteckiego

Prokuratura badająca śmierć Dawida Kosteckiego odmówi ponownej sekcji zwłok
EAST NEWS
ABW bada, kto mógł grozić Markowi K., kluczowemu świadkowi, który ujawnił aferę podkarpacką.

Małopolski wydział Prokuratury Krajowej i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wszczęły postępowanie w sprawie gróźb, o jakich wiarygodne źródło ostrzegło rzeszowskiego biznesmena Marka K., który przyczynił się do pogrążenia „układu podkarpackiego" i doprowadził do tego, że Dawid Kostecki złożył zeznania co do związków seksbiznesu z funkcjonariuszami CBŚ. We wtorek opisaliśmy to w „Rzeczpospolitej".

Ujawniliśmy, że po śmierci boksera Marek K. (prosi o anonimowość) został ostrzeżony, żeby uważał, bo „chcą mu podłożyć bombę pod samochodem". K. zamierzał zawiadomić o tym prokuraturę. Nie zdążył, bo w środę u niego w domu zjawili się funkcjonariusze ABW.

Układ podkarpacki

Agenci ABW przyjechali do domu biznesmena w Rzeszowie, by zawieźć go do małopolskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Krakowie „w celu złożenia zawiadomienia o podejrzeniu przestępstwa kierowania pod jego adresem gróźb karalnych" – wynika z wezwania, jakie zostawili (biznesmena nie było w domu). Prokuratura wydała polecenie, by ABW w celu ochrony Marka K. zawiozła go na przesłuchanie do Krakowa.

To małopolski wydział PK prowadzi głośne śledztwo dotyczące nietykalnych przez lata ukraińskich sutenerów (braci Jewgenija i Aleksieja R., o których wielokrotnie pisaliśmy) oraz policjantów dawnego CBŚ, którzy ich ochraniali i sami korzystali z prowadzonych przez sutenerów agencji towarzyskich. Marek K. ma na ten temat ogromną wiedzę, wiele razy zeznawał w prokuraturze w sprawie „układu podkarpackiego".

– Nie wykluczamy, że ludzie z tych kręgów mogą stać za groźbami wobec biznesmena – mówi nam osoba z wymiaru sprawiedliwości.

Marek K. od lat walczył z tzw. układem podkarpackim – sutenerami i oficerami CBŚ (już poza policją), którzy roztaczali nad nimi parasol ochronny. Bezpośrednim impulsem było to, że jeden z ówczesnych policjantów – jak twierdzi biznesmen – chciał wciągnąć do agencji braci R. jego nastoletnią córkę. Marek K. w ramach „prywatnego śledztwa" zdobył wiele dowodów na powiązania m.in. policjantów i ludzi służb z sutenerami. Pisał do ABW i prokuratury zawiadomienia, ujawniając sieć korupcji i powiązań m.in. z oficerami ówczesnego CBŚ (te informacje po latach okazały się prawdziwe, braci R. skazano, a policjanci dostali zarzuty). To aktywność biznesmena sprawiła, że w 2012 r. także Dawid Kostecki musiał złożyć zeznania w śledztwie dotyczącym podkarpackich agencji towarzyskich.

Wątpliwe samobójstwo

Informacje, jakie w ciągu kilku lat biznesmen przekazał śląskiej i krakowskiej prokuraturze, były kluczowe w rozbijaniu patologicznych powiązań na Podkarpaciu. Jednak Marek K. narobił sobie wrogów – i to oni mogą się kryć za groźbami wobec niego. Zwłaszcza że po skazaniu sutenerów nie wszystkie osoby, które przez lata zapewniały im nietykalność, zostały rozliczone.

Wciąż finału nie ma m.in. sprawa Daniela Ś., byłego policjanta CBŚ (byłego szefa wydziału gospodarczego). Po nalocie ABW w 2016 r. na agencje towarzyskie na Podkarpaciu był on jednym z dwóch zatrzymanych ówczesnych naczelników CBŚ. Zarzucono mu przyjmowanie korzyści majątkowych i pomoc w czerpaniu korzyści z nierządu. Do dziś prokuratura nie skierowała wobec niego aktu oskarżenia do sądu. Dlaczego? Twierdzi, że wykonuje niezbędne czynności.

– To nie koniec rozliczeń „podkarpackiej ośmiornicy", jest ona wciąż rozpracowywana – wskazuje nasze źródło z kręgów prokuratorskich.

Tymczasem Marek K. w rozmowie z „Rzeczpospolitą" podkreśla: – Nie zamierzam popełnić samobójstwa, nie mam depresji ani czarnych myśli. Chcę to wyraźnie zaznaczyć – mówi nam biznesmen w kontekście śmierci Dawida Kosteckiego, który powiesił się w celi aresztu na Białołęce, gdzie przebywał. Wokół tego, czy na pewno było to samobójstwo, narosło wiele wątpliwości.

Odmowa ponownej sekcji

Według informacji „Rzeczpospolitej" (którą ujawniliśmy w środę na rp.pl) warszawska prokuratura badająca śmierć boksera odmówi ponownej sekcji zwłok. Zamiast tego dosłucha biegłą, która przeprowadziła sekcję, by wyjaśniła, skąd powstały ślady na karku boksera. W tych czynnościach mają uczestniczyć pełnomocnicy rodziny Dawida Kosteckiego.

Z takiego rozwiązania nie jest zadowolony mec. Roman Giertych, który w imieniu rodziny zmarłego chciał powtórnej sekcji. Teraz zapowiada: „podejmiemy starania, aby wykonać oględziny przez biegłego prywatnego".

Chodzi o wyjaśnienie m.in. dwóch krwawych śladów na szyi Kosteckiego, które lekarz i prokurator na miejscu zdarzenia ocenili jako powstałe w wyniku wkłucia igły.

Boksera 2 sierpnia znaleziono martwego w celi Aresztu Śledczego na Białołęce w Warszawie (powieszonego na pętli z prześcieradła na łóżku, pod kocem). Kostecki był recydywistą – w więzieniu miał wielu niebezpiecznych wrogów. Jak ujawniła „Rzeczpospolita", decyzją sądu, mimo jego sprzeciwu (chciał zeznawać w ramach wideokonferencji, na co sąd się nie zgodził), trafił z Rzeszowa do aresztu na Białołęce w Warszawie. Miał zeznawać w sprawie oskarżonego o rozbój i porwanie Tomasza G., który to oskarżony przebywał w tym samym areszcie. Kostecki zeznań nie zdążył złożyć – pierwsza rozprawa w sądzie się nie odbyła, drugiej nie doczekał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA