fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Ułaskawiony przez prezydenta nigdy nie przyznał się do winy

Shutterstock
Ułaskawiony mężczyzna nigdy nie przyznał się do winy. Ale sąd nie miał wątpliwości.

Sądy dwóch instancji, które w 2013 r. skazywały mężczyznę za wieloletnie znęcanie się nad córką i molestowanie jej od 11. roku życia, nie miały wątpliwości co do jego winy. Mimo to sam sprawca nigdy nie przyznał się do zarzutów i nie okazał skruchy. Przed sądami bronił się, że konkubina i córka kłamią – wynika z wyroków w tej sprawie, jakie poznała „Rzeczpospolita".

Chodzi o mężczyznę, którego prezydent Andrzej Duda ułaskawił w zakresie uchylenia zakazu kontaktowania się i zbliżania do ofiar: matki i jej córki – dziś osoby ponad 20-letniej.

„Oskarżony bezsprzecznie był agresorem w domu, wykorzystując przewagę fizyczną, często stosował wobec nich (partnerki i córki – red.) przemoc, znieważał je i zastraszał" – czytamy w uzasadnieniu prawomocnego wyroku, jaki zapadł w 2013 r. przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku.

Apelację złożył obrońca mężczyzny – całkowicie odrzucając dowody jego winy. A podczas procesu dwukrotnie składał wnioski o przebadanie konkubiny i córki wariografem, bo podważał ich prawdomówność. „Oskarżony nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów i nigdy nie doprowadzał (...) do innych czynności seksualnych. Być może zbyt surowo traktował (...) wyzywając ją od »głąbów«, jednak tak prymitywnie rozumiał proces wychowawczy (...). Potwierdzają to opinie sądowo-psychiatryczne i psychologiczno-seksuologiczne, w których stwierdzono u A. W. zaburzenia psychiczne i uzależnienie od alkoholu przy jednoczesnym braku zaburzeń preferencji seksualnych pod postacią parafilii" – dowodził obrońca mężczyzny. Podważał również zasądzony sześcioletni zakaz kontaktu z córką i konkubiną.

„Według skarżącego nie ma także przesłanek ani potrzeby orzekania środka karnego w postaci zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zakazu zbliżania się na odległość dwóch metrów przez okres 6 lat. Sankcja ta ostatecznie zniszczy rodzinę. Niezależnie od przedstawionych wywodów, nawet w razie nieuwzględnienia argumentów obrony zasądzona kara jest zbyt surowa i nie powinna być utrzymana" – podnosił w apelacji obrońca. Sąd jednak nie miał wątpliwości, że mężczyzna dopuścił się molestowania córki od jej 11. roku życia i znęcania się nad nią od jej siódmego roku życia – skazał go na cztery lata więzienia (wyrok odsiedział). W apelacji sąd miażdżąco wskazał na spójne i wiarygodne zeznania córki, treść jej zapisków w pamiętniku i to, jak negatywnie na niej odbiła się sytuacja w domu.

„Stała się smutna i zamknięta w sobie. U pokrzywdzonej wystąpiły zaburzenia nerwicowe typowe dla dziecka krzywdzonego. Przejawami tego były nadpobudliwość psychoruchowa, wycofywanie się ze środowiska rówieśniczego, uciekanie od rzeczywistości, wtórny introwertyzm". Biegła psycholog stwierdziła również u pokrzywdzonej m.in. „zaburzenia psychosomatyczne, tj. bóle brzucha, bóle głowy, bardzo duży lęk w relacjach społecznych, brak akceptacji siebie, zaniżoną samoocenę". Z uzasadnień wyroków wynika, że mężczyzna często „straszył" konkubinę wyrzuceniem z jednopokojowego mieszkania, którego był głównym najemcą.

Dlaczego przywołujemy te stwierdzenia sądu?

O łaskę – zniesienie zakazu zbliżania się – wystąpiły do prezydenta partnerka i córka skazanego, twierdzą, że jest dziś „innym człowiekiem".

Jednak, jak napisaliśmy w piątek, istnieją wątpliwości dotyczące przebaczenia ze strony ofiar – nikt nie zbadał, czy nie kryją się za tym problemy ekonomiczne i mieszkaniowe.

Według Onetu dziewczyna – ofiara ojca – zmuszona była przerwać naukę w szkole i wspólnie z matką iść do nisko płatnej pracy fizycznej. W opiniach dla kuratorów do wniosku o ułaskawienie kobiety przyznawały, że mają długi z powodu zaciągniętych kredytów konsumpcyjnych, grozi im eksmisja z mieszkania. Z opinii wynika też, że „córka wybaczyła ojcu, który namawia ją do kontynuowania nauki".

Zdaniem ekspertów zajmujących się małoletnimi ofiarami seksualnych przestępstw przebaczenie po tak krótkim czasie nie jest możliwe. „Byłby to ewenement na skalę światową" – ocenił prof. Brunon Hołyst, kryminolog.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA