fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Sędzia odsyła sprawę GetBacku

Fotorzepa, Marta Bogacz
Akt oskarżenia przeciwko 16 osobom wraca do prokuratury. Sąd uznał dorobek prokuratury za „jeden wielki chaos".

Prokuratura naruszyła prawa oskarżonych lub obrońców do końcowego zaznajomienia się z materiałami śledztwa, nie przesłuchała wszystkich pokrzywdzonych (choć jest ich ponad 9 tys., w wątku TRIGON ok. 400), a także przedstawiła niepełne opinie z zakresu informatyki oraz finansów rachunkowości – to główne zarzuty warszawskiego sądu, który w środę zdecydował o zwrocie aktu oskarżenia, który wpłynął ponad trzy miesiące temu.

Według sądu akt oskarżenia to „jeden wielki chaos". Uzasadnienie zwrotu sprawy liczy około 50 stron, sędzia uzasadniała decyzję przez ok. dwie i pół godziny.

Prokuratura zaskoczona

Jak pisała „Rz", adwokaci oskarżonych masowo zaczęli składać wnioski o zwrot sprawy do prokuratury. Wskazywali na zbyt krótki czas na końcowe zaznajomienie się z aktami. Domagają się także przesłuchania wszystkich z 9 tys. pokrzywdzonych.

Sam sąd dopatrzył się jeszcze nieścisłości w opinii biegłych. Prokuratorzy byli tym zaskoczeni. „W trakcie trzech terminów posiedzeń dotyczących wniosku obrońców o zwrot nie były podnoszone zarzuty dotyczące opinii sporządzonych w śledztwie i nie dano prokuratorowi możliwości merytorycznego ustosunkowania się do powyższych zarzutów" – twierdzi prokuratura. I zaznacza, że „zgodnie z art. 201 kodeksu postępowania karnego ewentualne wątpliwości co pełności lub niejasności opinii można zweryfikować poprzez wezwanie biegłych i dokonanie weryfikacji na Sali sądowej”, czyli po prostu zadając biegłym pytania. Jej zdaniem, a także zdaniem pełnomocnika klientów uznanie wniosków obrońców nie tylko odwlecze proces na lata, ale też sprawi, że część czynów się przedawni.

Prokuratura ma siedem dni na złożenie zażalenia. I je złoży, bo jak napisano w komunikacie uważa decyzję za „błędną". „Postanowienie sądu uniemożliwi szybkie otrzymanie rekompensat pokrzywdzonych w tej sprawie" – podkreślono w komunikacie.

Zażalenie złoży także adwokat blisko 400 pokrzywdzonych. – Nie chcemy zwrotu sprawy do prokuratury. Błędy mogą być naprawione w postępowaniu sądowym – wskazuje mec. Jarosław Kaczyński. Jednak zanim sąd rozpozna zażalenia, a akta z powrotem wrócą do sądu okręgowego, upłyną miesiące.

Obecnie spośród kilkudziesięciu podejrzanych w śledztwie, w areszcie siedzą dwie osoby – główny oskarżony, były prezes GetBack Konrad K., oraz Szczepan D.M., były prezes domu maklerskiego (przez który także rozprowadzono feralne obligacje).

1900 tomów akt

Sędzia, zwracając akt oskarżenia, jednocześnie utrzymała areszt dla Konrada K. (do połowy kwietnia), z kolei wobec Szczepana D.M. zamieniła areszt na warunkowy – może wyjść po wpłaceniu 700 tys. zł poręczenia majątkowego.

GetBack to jedna z największych afer gospodarczych ostatnich lat. Zarzuty wobec oskarżonych dotyczą oszustw i wyprowadzania pieniędzy – 9 tys. osób straciło około 3 mld zł.

Prokuratura nie zgadza się z zarzutami obrońców i sądu. Tłumaczy, że akta sprawy liczą 1900 tomów, całość została zdigitalizowana, sukcesywnie robiono z nich zaszyfrowane kopie i wydawano je obrońcom na opatrzonych hasłem dostępu pendrive'ach (oprócz dostępu do akt papierowych). Śledczy twierdzą, że każdy mógł odebrać całość akt na kilku nośnikach przed terminem końcowego zaznajomienia, nie wszyscy to zrobili.

– Z czynności zaznajomienia się z aktami sporządzone zostały protokoły. W żadnym nie zgłoszono jakichkolwiek zastrzeżeń co do sposobu przeprowadzenia tej czynności – mówił nam prokurator Dawid Hieropolitański.

Prokuratura twierdzi także, że nie musiała przesłuchiwać wszystkich 9 tysięcy pokrzywdzonych klientów, bo już w oparciu o relacje blisko tysiąca z nich ustaliła schemat oszustwa. Na takie podejście pozwala art. 315a kpk, wprowadzony - co przypominają śledczy - jako postulat środowisk prawniczych, po to, by zapobiegać przewlekłości postępowań poprzez przesłuchiwanie „wielu osób co do tych samych okoliczności”. (jak pisaliśmy podobną taktykę zastosowano w sprawie Amber Gold).  Zresztą, zawsze dowolnych świadków można przesłuchać już podczas procesu.

Prokuratorzy obawiają się, że decyzja sądu może uniemozliwić ukaranie winnych. – Skutki mogą być fatalne. Czarny scenariusz jest taki, że sprawa po prostu zostanie rozmyta – słyszymy od jednego ze śledczych.

Konrad K. w śledztwie początkowo szeroko opowiadał o tym, kto i w jaki sposób był zaangażowany w proceder, jaką konkretnie odegrał w nim rolę. Jednak w miarę upływu czasu, podczas kolejnych przesłuchań jego otwartość na dzielenie się wiedzą z prokuraturą słabła.

Taktyką śledczych było doprowadzenie do tego, by podczas procesu Konrad K. pierwsze zeznania przed sądem składał z pozycji osoby tymczasowo aresztowanej. I potwierdził je przed sądem.

– Po wyjściu na wolność jest wielce prawdopodobne, że do K. mogą dotrzeć inni współoskarżeni, a ten może zmienić front i wycofać się ze swoich wcześniejszych słów – słyszymy od jednego z naszych rozmówców.

A wtedy sprawa może upaść. – I może się okazać, że nie ma winnych tej sytuacji – zaznacza jeden z poszkodowanych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA