fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Zarzut dla twórcy fundacji walczącej z pedofilią w Kościele

Facebook/Nie lękajcie się
www.facebook.pl
Zarzut oszustwa postawiono założycielowi fundacji „Nie lękajcie się" Markowi L. – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Kwotę 30 tys. zł miał wyłudzić od podopiecznej fundacji „Nie lękajcie się" jej niedawny prezes Marek L. Zarzut z art. 286 par. 1 kodeksu karnego postawiła mu tuż przed świętami szczecińska prokuratura – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Przepis ten mówi, że przestępstwo popełnia ten, kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd – za co grozi do ośmiu lat więzienia.

– Marek L. formalnie nie przyznał się do stawianego mu zarzutu, jednak złożył zeznania, w których potwierdził, że faktycznie wprowadził pokrzywdzoną w błąd, twierdząc, że jest chory – mówi nam prok. Maciej Jóźwiak z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

30 tys. zł na operację

Śledztwo to pokłosie głośnej publikacji „Gazety Wyborczej" z maja 2019 r., w której Katarzyna, ofiara księdza pedofila, opowiedziała, że Marek L., znany orędownik walki z pedofilią w Kościele, wyłudził od niej 30 tys. zł. Pod pretekstem rzekomej choroby (raka trzustki) i potrzeby nowatorskiej operacji L. zwrócił się do kobiety o pożyczkę zaraz po tym, jak wygrała ona sądownie milion złotych zadośćuczynienia od Towarzystwa Chrystusowego. L. miał pojechać do kobiety, a ta dała mu 20 tys. zł do ręki jako pożyczkę, a 10 tys. w prezencie. Prosił o dyskrecję.

Kobieta wkrótce się zorientowała, że Marek L. ją oszukał – nie chciał jej przedstawić żadnej dokumentacji medycznej, nie przeszedł też operacji.

Sprawa wywołała burzę, która stała się początkiem końca kariery Marka L. oraz założonej przez niego fundacji. Pod koniec maja L. zrezygnował z funkcji prezesa, a fundacja (działała od 2013 r., dokumentowała przypadki molestowania dzieci przez księży, udzielała ofiarom pomocy prawnej i psychologicznej, pozyskiwała odszkodowania od Kościoła) zleciła audyt kontroli wydatków. O podejrzeniu wyłudzenia pieniędzy od kobiety zawiadomiono prokuraturę.

Na razie – oprócz Katarzyny – nie ma innych pokrzywdzonych działaniami L. Jednak postawienie mu zarzutu nie kończy sprawy. – Przesłuchujemy inne osoby w ramach pomocy prawnej – dodaje prok. Marek Jóźwiak.

Rysy na życiorysie

O fundacji „Nie lękajcie się" stało się głośno, kiedy przygotowała internetową kościelną mapę pedofilii. Raport dotyczący skali zjawiska w Polsce jej przedstawiciele wręczyli papieżowi Franciszkowi podczas ubiegłorocznego szczytu w Watykanie. Media obiegło zdjęcie, na którym papież pochyla się i całuje w rękę Marka L. Kościelne władze twierdziły, że raport jest nierzetelny.

To niejedyne cienie na sylwetce L. – bojownika o prawa ofiar duchownych. Są wątpliwości, czy naprawdę był molestowany, czy też twierdził tak, żeby wyciągnąć pieniądze, a badający sprawę biskup mu uwierzył (zapadł wyrok kościelny uznający winę księdza). „GW" w reportażu na temat wątpliwości wokół rzekomego molestowania Marka L. przytacza m.in. opowieść o tym, jak L. pożyczył od księdza ponad 20 tys. zł – rzekomo na leczenie chorej na raka żony. Twierdził, że odda, bo wybiera się do pracy do Niemiec. „Marek wcale nie wyjechał do Niemiec. Pojechałem do jego żony. Okazało się, że wcale na raka nie chorowała. Zadzwoniłem do niego, żądając zwrotu pieniędzy" – opowiedział ksiądz, który usłyszał wtedy, żeby „nie podskakiwał" – „bo są na was haki i mogę księdza załatwić. A wtedy nie tyle ksiądz straci" – mówił przytaczany w gazecie kapłan. Na niekorzyść L. przemawia także fakt, że żądał pieniędzy od Tomasza Sekielskiego za udział w jego głośnym filmie. Skandal wokół byłego prezesa mocno nadwerężył wizerunek fundacji i podważył jej wiarygodność. Zlecony w organizacji audyt wykazał nieprawidłowości – biegły zakwestionował wydatki fundacji na łącznie blisko 120 tys. zł.

„Zapisy w księgach rachunkowych dokonywane były na podstawie dowodów niezaakceptowanych przez zarząd, bez wymaganych podpisów, bez wymaganych umów na wykonanie usług na warunkach zaakceptowanych przez odpowiednie organy fundacji. Biegły rewident zwrócił uwagę na fakt, że brak jest raportów kasowych mimo prowadzenia operacji gotówkowych" – podała fundacja. Audytor zakwestionował liczne wydatki, np. 7,5 tys. zł wydane przez Marka L. na paliwo do jego prywatnego samochodu. Powód: fundacja nie zawarła z L. umowy o używanie prywatnego auta do celów służbowych, dlatego wydatki te nie mogą być przez fundację zaakceptowane – wskazywał raport.

Po skandalu z fundacji odeszło kilka osób, które w przeszłości były molestowane przez duchownych. Ostatecznie działalność zakończyła także fundacja.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA