fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Antykonstytucyjne rugi - weryfikowanie sędziów SN komentuje Antonii Bojańczyk

Fotolia.com
Nieusuwalność sędziów to niekwestionowany dotąd przez nikogo fundament niezależnego wymiaru sprawiedliwości. Dziś to z Sądu Najwyższego wychodzi postulat weryfikowania członków SN.

Lektura opublikowanego w „Rz" („Możliwa jest opcja kompromisowa", 11 września 2019 r.) wywiadu sędzi SO dr Anety Łazarskiej z dr Michałem Laskowskim, sędzią i rzecznikiem prasowym SN, nasuwa istotne uwagi polemiczne. Wysunięte w tym tekście projekty legislacyjne wywołują zasadnicze zastrzeżenia co do ich zgodności z konstytucyjnym ustrojem wymiaru sprawiedliwości.

Zabierając się do lektury wywiadu nawiązującego w tytule do „opcji kompromisowej", czytelnik ma pełne prawo spodziewać się dokładnie tego, o czym mówi jego tytuł – przedstawienia jakiejś propozycji „kompromisowej", która w dodatku ma być „ciągle możliwa". Tymczasem odwołanie się w tytule materiału do „kompromisu" w żaden sposób nie koreluje z tekstem wywiadu i jego głównym postulatem, tj. konstytucyjnie ryzykowną – łagodnie rzecz ujmując – ideą weryfikacji sędziów SN i sądów powszechnych.

Można powiedzieć o tym pomyśle wszystko, tylko nie to, że stanowi on „wyjście kompromisowe". Weryfikacja sędziów to koncepcja z gruntu naruszająca ustawę zasadniczą, niemieszcząca się w żadnym kanonie konstytucyjnych fundamentów kultury prawnej kręgu zachodniego.

KRS bez legitymacji

Pierwszym krokiem zmierzającym do postulowanej przez rzecznika SN weryfikacji sędziów ma być powołanie nowej KRS. Takiej, która sprosta oczekiwaniom rzecznika SN i rozmawiającej z nim sędzi Łazarskiej. A więc pozbawionej prawie jakiejkolwiek realnej legitymacji demokratycznej, ale za to ze zdecydowaną nadreprezentacją przedstawicieli jednej grupy zawodowej „autowybranych" przez tę grupę, tj. sędziów wybranych przez sędziów. (Przypomnijmy, że w marcu 2019 r. TK potwierdził konstytucyjność sposobu wyboru KRS zapewniającego większą legitymację demokratyczną tego organu. Orzeczenie to rozmówcy jednak pomijają). Tylko wówczas – zdaniem M. Laskowskiego – KRS zyska „mandat" do przeprowadzenia „rodzaju weryfikacji wszystkich sędziów, którzy byli oceniani przez obecną Radę, w tym sędziów SN". Weryfikacji mieliby także podlegać sędziowie Izby Dyscyplinarnej SN. Z tą jednak różnicą, że tutaj weryfikację poprzedzałoby „zrównanie statusu tych sędziów ze statusem innych sędziów SN".

Zacznijmy od tez tak jaskrawie oczywistych, iż zdawałoby się, że nie trzeba o nich nigdy i nikomu przypominać, nie mówiąc już o fachowcach – prawnikach. Zmusza do tego jednak treść wywiadu i oficjalne wyartykułowanie koncepcji weryfikacji sędziów. Ustawa zasadnicza nie przewiduje żadnej grupowej czy indywidualnej weryfikacji sędziów. Ani przez „starą" KRS posiadającą silną legitymację demokratyczną, ani przez jakąś „nową" KRS (odpowiadającą oczekiwaniom sędziego Laskowskiego i nieposiadającą prawie żadnej legitymacji demokratycznej), ani przez żaden inny podmiot. Sędziowie są nieusuwalni. Kropka. Złożenie konkretnego sędziego z urzędu wbrew jego woli może nastąpić jedynie na mocy orzeczenia sądu i tylko w przypadkach określonych w ustawie. Tyle – i aż tyle – tekst konstytucji. Definitywnie przesądza on sprawę i w pełni uzasadnia określenie lansowanego przez rzecznika SN projektu weryfikacji sędziów mianem antykonstytucyjnego.

Wątpliwa formuła Zajadły

Warunkiem koniecznym przeprowadzenia weryfikacji sędziów jest więc znowelizowanie konstytucji. O tym jednak ani sędzia Laskowski, ani przeprowadzająca z nim wywiad sędzia doktor nauk prawnych nie wspominają. Skoro tak, i skoro problem niekonstytucyjności proponowanego rozwiązania jest aż nadto oczywisty, to nie sposób wykluczyć, że sędziowie ci być może przewidują oraz godzą się na przeprowadzenie weryfikacji w sposób antykonstytucyjny. Odnotujmy jednak, że dziś nie jest to już tak wątpliwy pomysł, jak by się to mogło wydawać jeszcze wczoraj. Wszak to jeden z najgłośniejszych polskich teoretyków prawa obecnie publicznie głosi, że „jeśli uznamy, że jesteśmy w stanie wyższej konieczności, to możemy sobie pozwolić na więcej", że „czasem trzeba poświęcić jakąś wartość, nawet złamać prawo, żeby uratować cały system", że – wreszcie – wolno „sięgać do metod pozornie sprzecznych z konstytucją, po to, żeby ją ratować". „Formuła Zajadły" jest zatem gotowa. Czeka tylko na dogodną ekipę, która zdecyduje się po nią sięgnąć. Bez wątpienia otwiera drogę do przeprowadzenia sprzecznej z konstytucją weryfikacji sędziów proponowanej przez sędziego Laskowskiego. Choć trzeba powiedzieć, że o ile formuła jest bardzo atrakcyjna jako konstrukt teoretyczny, o tyle jej zgodność z samą ustawą zasadniczą wydaje się pozostawiać wiele do życzenia.

Pozostawmy jednak na boku mało znaczące „drobiazgi", jak zgodność postulowanej przez sędziego Laskowskiego weryfikacji sędziów z konstytucyjną zasadą ich nieusuwalności. Nie wystarczy wszak rzucić w przestrzeń debaty publicznej rewolucyjny pomysł. Trzeba umieć nie tylko sformułować, ale także odpowiedzieć na pytania dotyczące jego realizacji i tej całej „kuchni" praktycznej i legislacyjnej, która dla prawnika jest sednem jego pracy.

Nurtuje bowiem, na jakich zasadach miałyby się opierać i w jakim trybie byłyby przeprowadzone proponowane przez sędziego SN Laskowskiego rugi sędziowskie. Oto parę oczywistych wręcz pytań ustrojowych związanych z pomysłem weryfikacji sędziów:

Jakie miałoby być kryterium (kryteria?) tej weryfikacji, prowadzącej w efekcie do zakwestionowania i podważenia prezydenckich nominacji i złożenia sędziów z urzędu w niektórych wypadkach? Czy (horribile dictu! – ale niech myśl ta zostanie wyraźnie wyartykułowana) podstawą oceny dla prowadzących rugi sędziowskie weryfikatorów będzie „niesłuszne" orzecznictwo weryfikowanego sędziego? Jaką rolę w procesie weryfikacji sędziów odgrywałby sam prezydent RP, skoro to prezydenckie nominacje byłyby – de facto – przedmiotem kontroli prowadzonej przez weryfikatorów? Weryfikacja prowadziłaby do podważenia aktu powołania na stanowisko sędziowskie. Czyżby zatem chodziło o zorganizowanie jakiegoś „okrągłego stołu" tzw. środowiska sędziowskiego i prezydenta RP, w którym środowisko „korygowałoby" (z udziałem prezydenta?) błędne nominacje głowy państwa?

Są granice egzotyki

Jako prawnik i sędzia staram się być otwarty na wszelkie, nawet najbardziej egzotyczne postulaty nowelizacyjne. Jednak umówmy się co do jednego: granice nowelizacyjnej egzotyki wyznaczają – dla każdego prawnika – ramy obowiązującej regulacji konstytucji.

Postulat prowadzenia weryfikacji sędziów, zmierzającej do rewidowania prezydenckich nominacji sędziowskich, przedstawiony najzupełniej serio przez poważnego prawnika, sędziego i rzecznika SN leży już nie na obrzeżach, lecz na kosmicznie odległych antypodach konstytucyjnej regulacji. Jeśli zdecydowałem się go szerzej odnotować na tych łamach i skreślić pewne uwagi polemiczne, to uczyniłem tak wyłącznie z obowiązku kronikarskiego, chcąc zostawić dokument historyczny ilustrujący – eufemistycznie rzecz ujmując – bardzo niecodzienne meandry myślenia prawniczego. A sam pomysł weryfikacji sędziów i prowadzenie rugów sędziowskich należy czym prędzej posłać tam, gdzie jego miejsce: do gabinetu prawnych kuriozów.

Autor jest sędzia Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA