fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Adam Bodnar i „wewnętrzna rewolucja” praw człowieka - komentuje Jerzy Kwaśniewski

Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich
Marta Muszel
Międzynarodowe gremia eksperckie odpowiedzialne za niespodziewany rozwój doktryny praw człowieka pozbawione są demokratycznej legitymacji.

W ostatnich dniach media i komentatorzy przypominają o wielu powodach do krytyki urzędującego rzecznika praw obywatelskich. Warto jednak poddać je refleksji z perspektywy głębokich przemian w systemie praw człowieka, którym Adam Bodnar patronuje bez względu na opór i krytykę coraz liczniejszych środowisk. Jesteśmy bowiem świadkami cichego przekształcania katalogu niezmiennych praw podstawowych – życia, wolności, zdrowia, bezpieczeństwa, sumienia i własności – w katalog poszerzony nowych praw, których celem nie jest umocnienie gwarancji, lecz głęboka przemiana społeczeństwa.

Czytaj też:

Rzecznik jakich praw?

Podczas konferencji w Muzeum Polin w listopadzie 2018 r. rzecznik praw obywatelskich dał wyraz koncepcji praw człowieka, jaka przyświeca wykonywaniu zadań tego konstytucyjnego organu w obecnej kadencji. Same prawa człowieka jawią się na podstawie jego wypowiedzi jako obszar de facto prawa pozytywnego, poddanego decyzjom międzynarodowych gremiów, opartego na dwóch filarach – wąsko rozumianej godności osobistej i zakazu dyskryminacji. Zasadą naczelną praw człowieka jest „respektowanie wielokulturowości", a ich nieustanny postęp polega na tym, że „z czasem kolejne grupy są wzmacniane ochroną międzynarodową", w tym poprzez „przyjęcie, że kobiety ze względu na patriarchalny model społeczeństwa narażone są na dyskryminację". Wśród nielicznych odwołań do filozofii prawa zastanawia przywołanie przez rzecznika praw obywatelskich koncepcji „militant democracy" („zbrojnej demokracji"), postulującej ograniczenie wolności słowa i wolności politycznej arbitralnie zdefiniowanych wrogów demokracji jako uzasadnienia dla penalizacji mowy nienawiści. Przeakcentowaniu wielokulturowości i różnorodności towarzyszy fascynacja skandynawskimi instytucjami ochrony praw człowieka, w tym uprawnieniem tamtejszego rzecznika do nakładania kar na prywatnych przedsiębiorców, którzy nie wypełniają zasady równego traktowania. Ukazywaną perspektywę rozwoju praw człowieka ma zwieńczyć w ciągu 5 do 10 lat konwencja regulująca status osób LGBT. Jak można się spodziewać, najpoważniejszą obawą wyrażoną przez rzecznika jest to, że „często trudno wyjaśnić szeroko rozumianemu społeczeństwu, dlaczego konieczna jest ochrona prawa w pewnych sytuacjach", a także „jak określić granice pomiędzy prawami i jak wyjaśnić te granice społeczeństwu. Na przykład pomiędzy mową nienawiści a wolnością słowa".

Czym były prawa człowieka...

Tak przedstawionej koncepcji praw człowieka należy zdecydowanie przeciwstawić zarówno rzeczywistą treść źródeł prawa międzynarodowego, jak i kilkadziesiąt lat rozwoju jego doktryny, umacniającej do niedawna podstawowe prawa do ochrony życia, zdrowia, wolności, bezpieczeństwa, sumienia i własności.

Przede wszystkim, wbrew stanowisku rzecznika praw obywatelskich, istotą powojennego systemu praw człowieka nie była pozytywistyczna ochrona równości, lecz zwrot ku poszukiwaniu norm realizujących zasady sprawiedliwości po nocy prawniczego pozytywizmu nazistowskich Niemiec. W miejsce kultu pewności prawa stanowionego, nakazującego posłuszeństwo najgłębszemu ustawowemu bezprawiu, na nowo odkryto znaczenie ludzkiego sumienia, rozumu i „sumienia ludzkości" (preambuła powszechnej deklaracji praw człowieka). Prawa człowieka jako nadrzędne wobec prawa krajowego i stanowionego przez parlamenty miały stać się pancerzem ochronnym przed zakusami nowożytnych tyranów, w tym tyranii demokratycznej większości. Stąd też najważniejsze z nich, nawet w sytuacjach wyjątkowych, nie mogą być ograniczane. Chronić miały nie tylko jednostki, ale także rodzinę jako „naturalną i podstawową komórkę społeczeństwa" (art. 16 ust. 3 powszechnej deklaracji praw człowieka) – co wyraźnie podkreślono nie tylko w powszechnej deklaracji praw człowieka, ale także w następujących po niej, wiążących konwencjach międzynarodowych. Co więcej, autorzy powszechnej deklaracji praw człowieka dostrzegali, że „każdy człowiek ma obowiązki wobec społeczeństwa, bez którego niemożliwy jest swobodny i pełny rozwój jego osobowości" (art. 29 ust. 1).

Ten specyficzny ekosystem i harmonia współzależnych praw i obowiązków stanowiących normy nadrzędne wobec kompetencji narodowych czy międzynarodowych prawodawców wywodził się w prostej linii z rzymskiej tradycji „prawa narodów" rozwijanej w tradycji prawnej aż do odrzucenia przez oświeceniowych pozytywistów.

XX-wieczna odsłona idei limitującej samowolę władców przyrodzonymi prawami poddanych i ich wspólnot otwarcie czerpała z katolickiej inspiracji. Jan XXIII nazywał powszechną deklarację praw człowieka „krokiem naprzód", a ONZ wzywał do „skutecznej obrony praw ludzkiej osoby, które wypływając bezpośrednio z godności osoby człowieka są powszechne, nienaruszalne i niezmienne" („Pacem in terris" p. 144, 145).

...i czym się stają?

Doktor Tymoteusz Zych zauważa, że system praw człowieka odchodzi od swych źródeł w kierunku przez Jana Pawła II nazwanym „wykorzystaniem praw człowieka przeciwko człowiekowi". W miejsce 30 niekwestionowanych praw doliczyć się już można ponad 300, przy czym o uznanie większości toczą się boje, a wiele krajów odbiera ich promocję jako atak na swą suwerenność.

Ostatnie kilkadziesiąt lat to systematyczne przewartościowanie koncepcji praw człowieka. Już nie afirmacja praw niezmiennych i naturalnych instytucji życia społecznego, ale kreacja praw służących budowie utopijnego społeczeństwa wyzwolonego z patologii (ubóstwa, przemocy, nierówności, wojny) stała się istotą międzynarodowego systemu praw człowieka. Rozmieniając na drobne autorytet praw podstawowych (jak zaczęto nazywać pierwotny, wąski katalog praw), rozpoczęto mnożenie praw usprawniających walkę z prawami i zwyczajami narodowymi, które znalazły się w pułapce nadrzędności systemu międzynarodowego o zmieniającej się treści. Operacja ta była tym prostsza, że międzynarodowe gremia eksperckie odpowiedzialne za niespodziewany rozwój doktryny praw człowieka pozbawione są demokratycznej legitymizacji, a ich członkowie tworzą wąskie środowisko niezależne od narodowych rządów i procesów wyborczych.

Sprawa krzyży w europejskich szkołach

Przykładem powstrzymania otwartej redefinicji praw podstawowych była słynna sprawa Lautsi przeciwko Włochom, dotycząca obecności krzyża w szkolnej klasie, początkowo niespodziewanie przegrana przez Włochy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Typową ścieżką redefinicji Trybunał z gwarancji „wolności wyznania" wywiódł w niej „wolność od wyznania", szczególnie w edukacji. Tak bezpośredni atak na tożsamość religijną i kulturową Europy spowodował jednak zmasowany sprzeciw wielu państw stron europejskiej konwencji praw człowieka, jednoznaczny opór Kościoła Katolickiego i Greckiego Kościoła Prawosławnego, a także dziesiątki głosów europejskich organizacji społecznych. Wielka Izba Trybunału zaskakującą większością głosów (15 do 2) uchyliła krytykowane orzeczenie.

Jak zauważył wówczas Marek Magierowski na łamach „Rzeczpospolitej", niezwłocznie po pierwszym orzeczeniu Trybunału działający wówczas w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Adam Bodnar mówił: „Wyrok wydany w sprawie dotyczącej innego państwa jest ważnym sygnałem, w jaki sposób Trybunał interpretuje europejską konwencję praw człowieka. (...) Jeżeli zatem w Polsce powszechną praktyką jest wieszanie krzyży w klasach szkolnych, Polska nie może wobec wyroku w sprawie Lautsi przeciwko Włochom przechodzić obojętnie. Co więcej, Polska powinna dostosować swoje postępowanie do standardów strasburskich".

Po publikacji wyroku Wielkiej Izby chroniącego obecność krzyża w szkole, głos Adama Bodnara nie był już tak donośny i jednoznaczny.

Rosnące tempo zmian

Jednak na innych polach przekształcenie praw człowieka nabiera tempa. Dochodzi do sytuacji, w której jednocześnie obowiązują normy sprzeczne. Ochrona rodziny jako „naturalnej i podstawowej komórki społeczeństwa" wraz z gwarancjami rodzicielskiego pierwszeństwa w wyborze nauczania (art. 26 ust. 3 powszechnej deklaracji praw człowieka, art. 13 ust. 3 międzynarodowego paktu praw gospodarczych, społecznych i politycznych, art. 18 ust. 4 międzynarodowego paktu praw obywatelskich i politycznych) współistnieje z regulacjami konwencji stambulskiej, wymieniającej „rodzinę" jedynie w kontekście środowiska przemocy oraz nakazującej wykorzenienie zwyczajów i tradycji dotyczących ról kobiet i mężczyzn (art. 12) czy wdrożenie zasad programu kształcenia zgodnego z założeniami gender na wszystkich poziomach edukacji (art. 14). W sposób zbliżony do sprawy Lautsi, gdzie z „wolności wyznania" wywiedziono „wolność od wyznania", Komitet Praw Człowieka ONZ zaprzeczył w 2018 r. pierwotnemu znaczeniu zasady „każda istota ludzka ma prawo do życia", z której wywiódł prawo do aborcji. Czasem dochodzi do karykaturalnych prób godzenia sprzeczności, jak w stanowiskach Komitetu Praw Osób z Niepełnosprawnościami, z których wynika poparcie dla aborcji na żądanie przy jednoczesnym sprzeciwie wobec legalizacji zabijania dzieci nienarodzonych jedynie z uwagi na ich niepełnosprawność.

Czempion postępu

Adam Bodnar z pełnym zaangażowaniem wspiera „wewnętrzną rewolucję" praw człowieka. Jej celem przestaje być ochrona objętych powszechnym konsensusem praw podstawowych i precyzyjna, skupiona na najważniejszych wartościach ochrona przed samowolą władzy. Celem nowego systemu praw człowieka staje się przekształcenie społeczeństwa w kierunku postępowej utopii, to zaś wymaga – paradoksalnie – silnego państwa zdolnego zmarginalizować środowiska opierające się rewolucyjnym trendom. Jeżeli siły tej nie można złożyć w rękach nieodpowiedzialnych władz krajowych, realizujących wolę demokratycznego, ale konserwatywnego suwerena, wzmocnienia wymagać będzie system organizacji międzynarodowych i ponadnarodowych. Stąd nadzwyczajna aktywność rzecznika jako animatora międzynarodowej krytyki Polski i przeprowadzonych w naszym kraju reform wymiaru sprawiedliwości.

Występując w charakterze obserwatorów lub gości posiedzeń komisji Unii Europejskiej lub Rady Europy, nieraz spotykaliśmy się z argumentem nie do zaakceptowania. Przywołując modele niemieckie lub skandynawskie, wskazywaliśmy na przemożną rolę władzy wykonawczej tych krajów na obsadę stanowisk sędziowskich. W odpowiedzi słyszeliśmy powtarzane jak mantrę „polski model pozornie idzie w tę stronę, jednak brak dostatecznej kultury polskiej demokracji wymusza wdrożenie bardziej rygorystycznych instrumentów niezależności władzy sądowniczej". Ten ton pobrzmiewa w wypowiedziach i działaniach Adama Bodnara, który gotów jest przyjmować norweską nagrodę Rafto „za zajęcie zdecydowanego stanowiska w obliczu obecnej sytuacji politycznej w Polsce" bez zdania krytyki wobec narastającej krzywdy polskich rodzin prześladowanych przez norweski system Barnevernet. Z pełnym zaangażowaniem wspiera prawa dorosłych imigrantów zarobkowych, jednak nie wyraża zainteresowania Denisem Lisovem uciekającym z córeczkami ze Szwecji i ściganym za ochronę rodziny europejskim nakazem aresztowania.

Nowe prawa człowieka?

Tymczasem polskie społeczeństwo wciąż w swojej większości trwa przy dawnej koncepcji praw człowieka jako gwarancji praw podstawowych, z których najważniejsze to prawa do ochrony życia, zdrowia, wolności, sumienia i bezpieczeństwa.

Odczuwamy zatem powszechnie dysonans, gdy w głośnej sprawie okrutnego mordu na dziesięcioletniej dziewczynce rzecznik praw obywatelskich skupia swoją uwagę nie na ofierze, jej rodzinie i prawie do bezpieczeństwa, lecz na rzekomej opresyjności środków przymusu stosowanych przez policję podczas zatrzymania osoby podejrzanej. Niewłaściwa hierarchia praw to jednak prosta konsekwencja postępującego ich przewartościowania oraz ideologicznej instrumentalizacji. Rzecznik raz opowiada się po stronie nowych praw środowisk politycznych LGBT lub broni prawdopodobnego sprawcy okrutnego morderstwa, by zaraz zawnioskować o ograniczenie konstytucyjnie gwarantowanych praw rodziców do decydowania o wychowaniu ich dzieci w obszarze edukacji seksualnej. Wspólnym mianownikiem tych pozornie sprzecznych działań jest cel, jakim jest wykorzystanie publicznej funkcji dla przeforsowania politycznych postulatów radykalnej lewicy. Na tym tle nie powinno też dziwić wsparcie przez Adama Bodnara międzynarodowych procesów wytoczonych Polsce w celu podważenia tożsamości małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, wymierzone wprost w art. 18 Konstytucji RP, przy jednoczesnym absolutyzowaniu restrykcyjnej wykładni zasad konstytucyjnych, gdy chodzi o ocenę reformy wymiaru sprawiedliwości. Warto też zestawić zaskarżenie przez rzecznika decyzji i zakazie Marszu Równości w Rzeszowie z jego bezczynnością, a nawet radami formułowanymi pod adresem prezydenta Warszawy w związku z prewencyjnym zakazem Marszu Niepodległości. Warto też pamiętać, że niebawem Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie, czy rzecznik praw obywatelskich miał rację, doprowadzając do orzeczenia winy łódzkiego drukarza, który korzystając z podstawowej wolności kontraktowania odmówił wykonania materiałów promocyjnych fundacji „LGBT Business Forum".

Jako bojownik o przeformatowanie praw człowieka Adam Bodnar gotów jest do kolejnych redefinicji praw podstawowych zabezpieczających ład społeczny. Pełniony urząd zaangażował w podważanie konstytucyjnie potwierdzonej tożsamości praw podstawowych na rzecz promocji kontrowersyjnych ideologii rozsadzających konstytucyjną aksjologię. Jedynie uświadamiając sobie kierunek postępujących zmian, możemy powstrzymać „wewnętrzną rewolucję", zanim szeroki katalog nowych, drugorzędnych praw ostatecznie zdławi podstawowe gwarancje naszych niezmiennych praw i wolności.

Autor jest adwokatem, prezesem Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA