fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Kariera prawnicza a krytyka otoczenia

123RF
Opowiem historię pewnej kobiety. Mogłaby wykonywać niemal każdy zawód, ale załóżmy, że jest prawniczką. Ściślej zaś – adwokatem (choć sama, przekornie, woli określenie „adwokatka").

Gdy powiedziała rodzicom, że chce studiować prawo, nie sprzeciwiali się, być może nawet byli z niej trochę dumni. Bądź co bądź, byłby to pierwszy przedstawiciel tej profesji w rodzinie.

Czytaj także: Niezły pasztet z tą karierą

Po pięciu latach nauki na uniwersytecie i dwóch nieudanych podejściach do egzaminu na aplikację mama i tata zaczęli się głośno zastanawiać, czy to dobry pomysł, a gdy kobieta z zapałem broniła obranej drogi, łącząc naukę z pracą, twierdzili, że jest uparta. A nikt przecież upartych kobiet nie lubi – powtarzali.

Kiedy nasza bohaterka dostała się na aplikację i z sukcesami wykazywała się aktywnością na zajęciach, koledzy nazywali ją przemądrzałą, a przeciwnicy procesowi – pyskatą.

Gdy zdobyła uprawnienia zawodowe, pracownicy określali ją niekiedy jako marudną, zwłaszcza gdy po raz kolejny poprawiała przygotowywane przez nich projekty pism. Bywało, że za jej plecami padały słowa „histeryczna" (np. wtedy, gdy z zapałem broniła swego klienta), „wyszczekana" (kiedy jasno stawiała swoim mocodawcom granice, za którymi wedle jej przekonania przestawała być adwokatem, a stawała się consigliere), czy „przekorna" (gdy bez chwili zastanowienia wnosiła o uchylenie sugerującego odpowiedź pytania pełnomocnika przeciwnej strony).

Najdłużej jednak mówiono o niej: bezczelna, bo już w czasie studiów ubiegała się o posady, na które inni obawiali się jeszcze aplikować.

Czy tak opisana kobieta budzi sympatię? Niekoniecznie. Jeśli jednak subtelnie zmodyfikujemy charakterystykę bohaterki, okaże się, że być może nie poddawała się niepowodzeniom nie dlatego, że była uparta, lecz wytrwała. Na zajęciach wykazywała się kompetencjami, a nie przemądrzałością, na sali rozpraw – elokwencją. Dbałość o szczegóły i oczekiwanie jej od podwładnych to nie marudzenie. Ekspresywność to nie histeria. Bezpośredniość to nie wyszczekanie, a między przekornością i błyskotliwością nie sposób postawić znaku równości, podobnie jak między bezczelnością i przebojowością.

Osoba, której przymioty sprowadzają się do upartości, przemądrzałości, pyskowania, marudzenia, rozhisteryzowania, wyszczekania, przekorności i bezczelności, sobie samej jawić się może jako człowiek, z którym nie sposób wytrzymać i który przyszłość powinien raczej planować z psem i kotem, niźli kochającymi ludźmi wokół.

Dlaczego? Bo słowa mają moc, a powtarzane nam od dziecka określenia wskazujące bardziej na cechy osobowości niż konkretne zachowania potrafią budować w nas przekonanie, iż tacy właśnie jesteśmy. Niegrzeczni, zamiast niezależni. Nadwrażliwi, a nie empatyczni. Nieobliczalni, choć być może bardziej trafnym określeniem byłby przymiotnik „kreatywni".

Kończy się rok szkolny, po wakacjach i chwili odpoczynku części z nas przyjdzie ponownie – pomagając dzieciom – kończyć z nimi kolejną podstawówkę, lub szkołę średnią. W zmęczeniu całym dniem pracy, przy akompaniamencie frustracji płynącej z niepowodzeń i przeciwności losu pamiętajmy jednak, że na naszych słowach dzieci będą budować swoją osobowość i poczucie własnej wartości.

Ilekroć zatem, pod wpływem impulsu przyjdzie nam do głowy powiedzenie „on jest słaby z matmy", lub „ona nie nadaje się do języków obcych", warto zanucić słowa piosenki Czesława Niemena: „Dziwny ten świat, świat ludzkich spraw, czasem aż wstyd przyznać się. A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem". ?

Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju Adwokackiego" (www.pokojadwokacki.pl)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA